poniedziałek, 30 grudnia 2013

Fifteen: I don't leave him

  Znów moje pragnienia zostały ugaszone, a jej smutki zostały rozpalone. Nienawidzę siebie ! Zawsze muszę coś spieprzyć. Mój ojciec miał racje, gdy nazwał mnie chujem i kazał mi wypierdalać z domu. Zabawne, że jednym gestem mogę zranić osobę. Nigdy się nie zmienię. Byłem, jestem i będę dupkiem.
- Justin - Jazzy szepnęła wchodząc do pomieszczenia
- Co ? - syknąłem siadając na łóżku.
- Walcz o nią - moja siostra wyszła z pokoju.
- Zostałem sam z całym tym natłokiem myśli. Mam za nią biec czy dać sobie z nią spokój ? Z jednej strony coś do niej czuję, ale z drugiej jej nienawidzę. Jest on mądra i słodka, ale z drugiej strony jest głupia i ohydna. Co ja mam kurwa zrobić.
- Dalej idź skoro ci tak zależy - głos mojej mamy wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Co ? - spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Mówiłeś co myślisz. Takie myślenie na głos - moja rodzicielka lekko się zaśmiała.
- Ale ja jestem głupi - uderzyłem się otwartą dłonią w czoło.
- Nie jesteś głupi, jesteś nierozsądny - moja mama przytuliła mnie.
- Co ja mam zrobić ? - wyszeptałem w jej klatkę piersiową.
- Idź za nią - Pattie oznajmiła patrząc mi w oczy.
- Nie ja--
- Idź - moja mama wskazała na drzwi.
  Wstałem z łóżka, ubrałem jakąś bluzę, chwyciłem telefon i wybiegłem domu. Biegłem chodnikiem, najróżniejsi ludzi zasłaniali mi widok przez co traciłem dziewczynę z oczu. Na szczęście wiedziałem gdzie ona pobiegła. Przebiegłem przez środek jezdni, wszedłem do parku i dotarłem do znanej mi ławki. Siedziała na niej Alicia, śpiewając pewną piosenkę.

"Nie zwalczaj ognia ogniem,Jeśli krzyczę, mów szeptem.Zrozumienie i cierpliwość,Poczuj ten ból, który odczuwam.Bądź spokojna duchem,Pomóż mi poskładać myśli.Chwyć szansę,Dokonaj zmiany w moim życiu. 
Może ty mógłbyś mnie zmienić,Może ty mógłbyś mnie zmienić."
- Jeśli się zgodzisz dokonam tej zmiany - szepnąłem jej na ucho.
- Co ty tu robisz ? - odsunęła się ode mnie, nadal łkając.
- Przyszedłem naprawić to co było między nami - odparłem, spuszczając wzrok.
  Podniosłem wzrok, jej sarnie oczy były zalane łzami.
- Między nami nic nie było - rzuciła sucho.
  Jeden cios w serce mi zadany.
- Wiesz, że oczy są otwartą księgą duszy ? - spytałem z powagą.
- Tak.
- To dlaczego nie mogę nic odczytać z twoich oczu ?
- Bo ta księga już dawno została zamknięta.
  Dziewczyna po tych słowach wstała i chciała wyjść z parku, lecz powstrzymałem ją.
- Przepraszam - szepnąłem i przytuliłem ją do siebie.
- To nie ma sensu, Justin - westchnęła.
- Co nie ma sensu ? - spytałem zdezorientowany.
- Nasza znajomość - dziewczyna wyrwała się z mojego uścisku i odeszła.
***
*Alicia's POV*
  Wiedziałam, że źle postąpiłam, ale nie mogłam inaczej. Wszystko związane z nim przypominało mi o moim wcześniejszym życiu. Choć, jak by to ująć... Czuję coś do niego, nie mogę ciągnąć tej znajomości dłużej. Moja cierpliwość dobiegła końca. Ja... Ja skończę to wszystko. Pora odejść.
- Zabiję się - wymamrotałam, idąc na plażę.
***
*Regular's POV*
Dziewczyna szła prosto przed siebie. Nie zwracała uwagi na mijanych ludzi. Przepychała się przez tłum, by dotrzeć na miejsce, w którym miał być koniec.
~*~
Chłopak podążał za nią, nie chciał jej stracić. Chciał walczyć. Tym razem dokona swojego. Pomogą sobie nawzajem. Brunet przyśpieszył kroku. Przepychał się przez tłum. Nie tracił wzroku z dziewczyny.
~*~
Alicia nie chciała żyć. Jej jedne zadanie to śmierć. Doszła do klifu, ustawiła się,.jej życie zależało od jednego kroku. Jej dusza prawie uszła z jej ciała, umysł pozostawiał swoje myśli.
- Co ty chcesz zrobić ? - chłopak wymamrotał ledwo słyszalnie.
- Nie widzisz - wychrypiała.
- Powiedz mi. Co ty chcesz zrobić ?
- Zabić się - dziewczyna wykrzywiła usta w lekceważący uśmieszek.
- Nie rób tego - Justin złapał jej ramię.
  Alicia zdjęła swój naszyjnik ze znakiem nieskończoności i napisem life.
- Zachowaj go na zawsze. Z tym naszyjnikiem zawsze będę przy tobie. Do zobaczenia... W innym wcieleniu - lekko się uśmiechnęła.
- Kocham cię - Justin lekko wychrypiał.
  Szatynka wydusiła z siebie ciche "ja ciebie też" i odwróciła się. Postawił krok do przodu. Brunet podbiegł i chciał złapać jej rękę, lecz było za późno.
"Nie zostawię go"
Ostatnia myśl dziewczyny przemknęła jej przez głowę.
Dziewczyna spadła. Skończyła ze sobą. Umarła.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Fourteen: Whore, I hurt her again !

 Następny dzień...
*Alicia's POV*
  Maszerowałam między półkami z różnymi produktami spożywczymi, mając nadzieję iż w końcu znajdę produkty wypisane na kartce przez Cara'ę. Okręciłam się wokół własnej osi, patrząc na półki regałów, nie mogąc znaleźć żadnego produktu. Nie wiedząc co zrobić, ruszyłam w stronę przedziały z nabiałem gdzie znajdował się Jay. Nagle dobiegł mnie znajomy głos.
- Alicia ! - odwróciłam się i spostrzegłam Jazzy.
- Jazzy ! - krzyknęłam, równie głośno jak ona i ją przytuliłam.
- Co ci się stało ? - spytałam pokazując na siniaka na jej policzku.
- To mi zrobił J- Justin - wyjąkała, a z jej oko uroniło jedną małą łzę.
- Ej, mała ! Nie płacz - pogłaskałam ją po policzku.
- Dobrze - pociągnęła lekko noskiem.
***
- Alicia ! - krzyknęła radośnie Pattie.
- Hej ! - odkrzyknęłam.
  Spostrzegłam na jej poliku siniaka, zamaskowanego makijażem. Przeszły mnie ciarki, wyobrażając sobie jak Justin mógł być tak okrutny i uderzyć swoją matkę oraz siostrę, a brata potraktować tak, że jest w szpitalu. Jak on się zmienił. Czy to wszystko przeze mnie ? Nie na pewno, nie. To przez niego samego, to on nie potrafi się powstrzymać. To on nie umie normalnie żyć.
***
  Siedziałam w domu rozmyślając co zrobić, czy pójść do Justin'a czy z nim pogadać.
*Justin's POV*
- Justin... Justin... - Alicia pociągająco szeptała w moje ucho.
- Jestem tu i chcę ciebie - szepnąłem równo cicho jak i ona.
- Jak bardzo mnie teraz pragniesz ? - spytała seksownie.
- Bardzo - przygryzłem wargę.
  Obserwowałem zgrabne ciało Alicii, które okrąża krzesło na którym siedziałem. Dziewczyna siada na świeżo pościelone łoże. Odwraca lekko swe ciało w prawą stronę, by zasłonić swoje stringi, po czym bezustannie patrzy w okno. Ten widok jej się podoba. Wstaje z krzesła, podchodzę do dziewczyny od tyłu, staję koło niej i wpatruję się za okno.
- Piękny widok, nieprawdaż ? - pyta pociągająco.
- Przepiękny - mówię nie odrywając wzroku od okna.
- Nie ten, mówię o tym - mruczy, rozchylając swoje nogi, po których ześlizgują się czerwone stringi.
- Piękny widok - mamroczę pod nosem, patrząc pomiędzy jej uda.
  Podchodzę bliżej do dziewczyny, chwytam ją w talii, po czym nie ostrzegając przyciągam ją do siebie. Wpiłem swoje malinowe usta w jej pokryte czerwoną szminką, puszyste usta. Szybko uzyskuję dostęp do jej buzi. Mój język szybki ruchem znajduje się przy podniebieniu Alicii i ma władzę w tej 'walce'. Nic nie poradzę na to jak bardzo ta dziewczyna jest pociągająca. 
- Pragnę - pocałunek - poznać - pocałunek - twojego - przyjaciela - pocałunek.
  Dziewczyna po wypowiedzeniu tych słów, łapie mojego penisa bardzo mocno, przez co z moich ust wydobywa się rozkoszujące jęknięcie. Staję przed nią dumnie wyprostowany, zaczyn rozpinać moje spodnie lecz dziewczyna zaczyna robić to za mnie.
- Pozwól mi - mrucząc, łapie moje spodnie i jednym szarpnięciem je zdejmuje.
  Mam nadzieję, że to nie sen, że to prawda. Podchodzę bliżej, łapie jej seksowną sukienkę i zdzieram ją z jej opalonego ciała. Wszystkie emocje we mnie buzują.
- Justin.
- Czego ? - warknąłem na swoją siostrę, która wybudziła mnie z pięknego snu.
- Masz gościa - dosunęła się, a do pokoju weszła Alicia.
- Hej - lekko się uśmiechnęła.
- Hej - odwzajemniłem gest.
  Moja siostra wyszła z pokoju, zamykając szczelnie drzwi. Wstałem z łóżka. I jak tak patrzyłem na Alicię to zdałem sobie sprawę, że mam na nią ochotę. Podszedłem bliżej do dziewczyny, nasze nosy się stykały. Moje usta pocałowały jej usta, po czym dziewczyna niespodziewanie uciekła. Zauważyłem łzy, na jej policzkach. Kurwa, znowu ją zraniłem ! 

niedziela, 27 października 2013

Thirteen: Time to start a new life...

Tydzień później...
- Ty dupku ! - krzyknęłam w stronę Justin'a.
- Jak mnie nazwałaś ?! - wydarł się, wstając z kanapy.
- Nie słyszałeś ?! - podeszłam do niego.
- Kurwa - mruknął siadając, ponownie, na kanapę.
- Skurwysyn - syknęłam sama do siebie.
  Wyszłam z salonu, zostawiając go samego. Moje serce zaczęło zwalniać rytmu. 
Alicia pamiętaj jesteś świeżo po wyjściu ze szpitala, nie denerwuj się...
  Muszę zapamiętać, zero stresu, zero nerwów, sam spokój. Opadłam na fotel w moim pokoju, oparłam głowę o oparcie i zaczęłam głęboko oddychać. Gdy nerwy puściły, wstałam, podeszłam do szafy i wyjęłam walizkę. Rozpoczęłam pakowanie się, włożyłam do torby wszystkie ubrania, buty, kosmetyki i zamknęłam torbę. Chwyciłam swojego starego, pękniętego na ekranie iPhone'a, którego oddali mi po sześciu latach. Nie obchodziło mnie jak on wyglądał, mógłby być to nawet najzwyczajniejszy telefon, byleby dzwonił oraz pokazywał godzinę. Ubrałam szarą bluzę, stare trampki, po czym zeszłam na dół. Przeszłam koło salonu, weszłam do kuchni, chwyciłam jabłko i miałam zamiar wychodzić.
- Gdzie się wybierasz ? - wychrypiał Justin.
- Gdzieś, gdzie nie ma ciebie - odwróciłam się na pięcie w jego stronę.
  Oczy chłopaka pociemniały natychmiastowo, szczęka mocno się zarysowała, a dłonie zacisnął w pięści. Próbował się opanować, to było widać, lecz mu się nie udawało. Może pomógł mi wyjść z nałogów, lecz to nie oznacza, że on mnie obchodzi. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, nie udało nam się. Nie żałuję tego, że się wyprowadzam.
- Słuchasz mnie ?! - warknął, machając dłonią przed moja twarzą.
- C-co ? - wydukałam.
- Mówię, żebyś się nie wychodziła. Przepraszam, nie chciałem - powiedział, lekko opanowany.
- Justin... Nie mogę już dłużej wytrzymać. Nasze kłótnie, nasze czyny, twoje czyny, wszystkie wyzwiska - ja przez nie cierpię. Nie mogę już tego znieść, za dużo... - wyszeptałam.
- Nie odchodź - wymamrotał.
- Pa, Justin - zamknęłam za sobą drzwi.
Pora zacząć nowe życie... Bez niego...
  ***
  Weszłam na teren wielkiej posiadłości, zapukałam do frontowych drzwi i po chwili otworzył mi je starszy mężczyzna.
- Cześć, Ali ! - krzyknęła Cara, wyjawiając się zza faceta.
- Hej, Car - odparłam spokojniej niż ona.
- Carol ta dziewczyna, jest nową lokatorką tego domu - spojrzała na Carol'a.
- Oczywiście panienko Blue - odparł sucho.
- Wejdź - przyjaciółka pokazała mi ręką, abym weszła.
  Weszłyśmy do wielkiego salonu, następnie dziewczyna pokazała mi całe piętro. Po kilku minutach byłyśmy na górze, gdzie Car pokazywała mi do kogo dany pokój należy. W końcu doszłyśmy do mojego pokoju, otworzyłam drzwi i od razu co rzuciło mi się w oczy, a raczej ktoś. Jay stał przed regałem i na najwyższą półkę  kład moje zdjęcie wraz z nim i Cara'ą. Ucieszyłam się, że chłopak mieszka razem ze mną i Cara'ą.
- No to może jakiś film ? - spytała radośnie Cara.
- A chodzicie obejrzymy sobie horror'a - Jay ukazała swoje słodkie dołeczki.
- Okey - zaśmiałam się - Ale najpierw się rozpakuje - dokończyłam kładąc walizkę koło szafy.
- Dobra. Jak już wszystko ułożysz, zejdź na dół - Car mrugnęła do mnie i wyszła.
  Kiwnęłam twierdząco głową, rozpięłam walizkę i zaczęłam układać rzeczy na półkach. Buty ułożyłam na najniższej półce, spodnie wyżej, a następnie na wolnej małej półce postawiłam kosmetyczkę. Po czym chwyciłam ostatnie bluzki, złożyłam je na pośredniej półce. Pochyliłam się by chwycić torbę, podniosłam ją do góry, w środku znajdowało się odwrócone zdjęcie. Wyjęłam je i od razu zamarłam. Na zdjęciu byłam ja, gdy leżę na kanapie, a za mną Justin próbujący zrobić mi psikusa. Oboje byliśmy tacy... Tacy szczęśliwi. Nie mogłam patrzeć na to zdjęcie, podeszłam w kąt pokoju i wyrzuciłam fotografię do kosza. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie, a Cara i Jay włączyli film.
*Justin's POV*
  Szedłem nawalony w cztery dupy, środkiem ulicy. Nie obchodzi mnie nic, kompletnie nic. Miałem nadzieję, że Alicia jest w domu. Jednak i tak miałem wszystko w dupie, to co inni o mnie mówili, Alicia'ę. Po prostu miałem to w dupie. Rozumiecie ?! W  d u p i e. Wszedłem do domu, rzucając buty w kąt. Wbiegłem do góry na piętro, wszedłem do swojego pokoju, miałem nadzieję, że znajdę tu Alicia'ę. Nie było jej. Wszedłem do łazienki, tam też pustka. Wstąpiłem do mojego biura i tu nic. Wreszcie poszedłem do jej pokoju, wszedłem, ale tu jej też nie było. postawiłem krok w stronę łóżka, po czym natychmiastowo spuściłem wzrok, gdyż usłyszałem ciche łamanie się szkła. Na podłodze leżało, zdjęcie moje i Alicii, które miało połamaną ramkę i potłuczone szkoło, a na szkle krew. Wkurwiłem się, podniosłem szybkim ruchem zdjęcie i spojrzałem na nie.
- Ta kurwa nie miała prawa uciekać ! - krzyknąłem rozwścieczony.
  Zwróciłem wzrok na fotografię, po czym uniosłem wzrok i patrzyłem tępo w martwy punkt na ścianie, padając na kolana.
- Ta kurwa nie miała prawa - syknąłem do siebie.

sobota, 26 października 2013

Twelve: I'm right where I belong...

  Chłopak już do końca się załamał, nie wiedział co się dzieje. Lekko wstrząsnął dziewczyną, jednak nic, ani słowa, ani żadnego ruchu. Nic. Kompletne zero.
- Co się stało ? - Justin spytał lekarza.
- Dziewczynie udało się powrócić do życia, lecz nie na długo. Musimy ją reanimować - oznajmił lekarz.
  Chłopak ustał przy drzwiach, gdyż nie pozwolono mu wejść. Patrzył na wszystko zza szyby w drzwiach. Lekarze ciągle chodzili w tą i z powrotem, niemalże cały czas podłączali jakieś maszyny i cienkie kable do zimnej skóry dziewczyny. Nagle pielęgniarka przyniosła jakąś nieznaną chłopakowi maszynę. Podniosła dwie metalowe sztabki i podała doktorowi. Mężczyzna potarł o siebie dwie metalowe sztabki i po chwili przyłożył do klatki piersiowej pacjentki. Dziewczyna wstrząsnęło, moc podniosła ją do góry, by następnie jej ciało opadło bezwładnie na łóżko. Chłopa patrzył bezczynnie, załamany, na to co robią z bliską mu osobą. Wtedy przypomniało mu się jedno zdarzenie, które zapamiętał.
~FLASHBACK~
- Co się z nią dzieje ?! - krzyknął w stronę doktora.
- Proszę odejść, musimy ją reanimować - oznajmił ze spokojem w głosie, na co chłopak nie mógł sobie pozwolić.
- Jak to reanimować ?! Jest aż tak źle ?! - wykrzyczałem w storn lekarza.
- Niestety - odparł szeptem.
***
- I co ?! - na widok,  podniósł się  natychmiastowo.
  Lekarz nic nie odpowiedział, zerknął w oczy Justin'a, następująco spuszczając wzrok na dół, nie mogąc wydusić z siebie żadnej odpowiedzi. Nie mógł mu tak sobie powiedzieć, że jego siostra nie żyje.
- Nie, nie, nie ! Powiedz, że ona żyje ! - Justin dobrze wiedział co doktor chciał mu powiedzieć.
- Niestety. Lecz możesz iść się z nią pożegnać - wymamrotał lekarz.
  Justin przytaknął, minął lekarza i lekko uchylił drzwi od sali. Delikatnie wszedł, nie robiąc żadnego hałasu. Podszedł do Avalanna' y, przysiadł na krzesełku, położył dłoń na klatce piersiowej i ponuro westchnął.
- Żegnaj moja mała księżniczko. Mój Aniołku - nachylił się, pocałował dziewczynkę w czoło, po czym odwrócił się i odszedł ze łzami w oczach.
~END OF FLASHBACK~
  Lekarz wyszedł z sali Alicii pozwalając Justin'owi wejść. Chłopak lekko uchylił drzwi, wychylił głowę i spostrzegł Alicia'ę która leżała bezwładnie, nieruchomo na turkusowym łóżku. Podszedł do niej, usiadł na krześle i patrzył na nią oczami pełnymi żalu, samotności i smutku. Dziewczyna miała śnieżno-białą skórę, z każdą chwilą bladsze usta, ledwie widoczne ruchy klatki piersiowej, którą przykrywała beżowa koszula. Chłopak myślał, że nie może być gorzej, mylił się, dziewczyna zasnęła. Zapadł w śpiączkę. Kiedy się obudzi ? Nikt nie wie. Czy wo gule się obudzi ? Tego nikt nie wie.
Miesiąc później...
  Ciągłe czekanie, nieustanne patrzenie się na nieruchomą dziewczynę, wbijało nóż w serce chłopaka. Ktokolwiek do niego podchodził, ten od razu naskakiwał na niego, krzyczał, zbijał wszystko co popadnie. Aż w końcu przyszła Jazzy, chciała dać Justin'owi coś do picia, ona tylko podeszła, a on krzyknął i rzucił w nią szklanką.
~FLASHBACK~
- Justin. Proszę... Masz trochę soku - dziewczynka szepnęła, podchodząc.
- Idź sobie ! Nie chcę nikogo widzieć ! - chłopak krzyknął, rzucając w jej stronę szklanką.
  Naczynie upadł na ziemie, roztrzaskało się i strzępki szkła wbiły się w czyste rączki dziewczynki.
- Jazzy... Ja... Ja prze-przepraszam - Justin wyszeptał.
  Dziewczynka wybiegła, płacząc, ręce strasznie ją bolały. Nie mogła tego znieść.
~END OF FLASHBACK~
  Jednak wszystko jest całkiem dobrze, siostra wybaczyła bratu, on ją jeszcze raz przeprosił, lecz i tak był smutny. Smutny, bo Alicia się nie obudziła. Justin nie mogąc dłużej patrzeć na to jak dziewczyna leży nieruchomo, bez żadnego znaku życia, wyszedł. Chodził na korytarzy w tą i z powrotem. Nie mógł się uspokoić, nie mógł się opanować. Niespodziewanie dwóch lekarzy i trzy pielęgniarki wbiegły do sali dziewczyny. Chłopak obserwował wszystko zza szyby, przyglądał się dokładnie wszystkiemu. Nagle zobaczył Alicia'ę, myślał że to sen, ona się podniosła, wodziła wszędzie wystraszonym wzrokiem. Po czym opadła bezwładnie na łóżko, Justin śmiertelnie się wystraszył, ponieważ gdy jeden z lekarzy się odsunął dziewczyna spokojnie leżała, nie ruszając się.
- Co się z nią dzieje ? - spytał nerwowo, zaczepiając doktora wychodzącego z sali.
- Dziewczyna się wybudziła, a teraz śpi - oznajmił wesoło mężczyzna.
- Dziękuję - odparł Justin.
  Usiadł na krześle, schował twarz w dłonie i głęboko oddychał. Po chwili przyszła jego mama, przysiadła obok niego i przytuliła.
- Mamo... Ona żyje - Justin spojrzał na nią oczami jak szklanki.
- Ciszę się - przytuliła go mocniej.
***
*Alicia's POV*
  Otworzyłam oczy, natychmiastowo rażące światło dorwało się do moich oczu. Zmrużyłam je lekko, rozglądając się dookoła, nie wiedząc co robić. Pragnęłam poruszyć ręką, lecz nie mogłam. Dopiero gdy mój wzrok spadł na dłoń spostrzegłam Justin'a. Lekko go szturchnęłam, na co ten od razu się podniósł.
- Cześć - wychrypiałam bezdźwięcznie załamujący się głosem, lekko się uśmiechając.
Jestem tu, gdzie moje miejsce...

poniedziałek, 21 października 2013

Eleven: You are in hell

  Jak mam walczyć o to życie ? Jak mam postąpić ? Co zrobić ? W końcu ja żyje czy umarłam ? A jeżeli przeżyje to po co mam żyć ? Nie wiem czy walczyć o życie czy nie. Jestem wo gule coś warta ? Mam po co wracać tam ? Ja wszystko słyszę, wszystko czuję lecz nie mogę zareagować.
*Regular's POV*
   Dziewczyna leżała nieruchoma, ani jednego oddechu, ani jednego uderzenia serca. Wyglądała jakby umarła. Fizycznie... Tak. Psychicznie... Nie. Wy widzicie ją trupem, a ona tak na prawdę żyje... W swojej podświadomości walczy o życie. Z jednej strony chce żyć, a z drugiej, nie chcę istnieć. Walka o istnienie nie jest prosta, twój mózg powoli gaśnie, zamyka się, nie reaguje na twoje rozkazy. Musisz zwyciężyć, otworzyć go, rozświetlić, musisz sprawić by włączył się i uruchomił twoje ciało, twoje serce. Masz przekonanie iż nigdy się nie obudzisz, że nigdy nie poczujesz powietrza na swojej skórze, że nigdy nie zobaczysz bliskiej ci osoby i to nie pomaga ci, ale zabija. Dziewczyna leżała trupem. Nagle do sali wszedł chłopak, usiadł na krześle, nie odezwał się, tylko cicho łkał. Niespodziewanie spod zamkniętego oka dziewczyny, powolnie po policzku spłynęła łza. Chłopak podniósł głowę i spojrzał na bladą dziewczynę, lecz ta ani drgnęła, więc opuścił znów głowę. Nie mógł znieść myśli, że jej nie będzie już tutaj, na tym świecie, razem z nim. Opadał z sił, stracił nadzieję. Nagle w głowie zawitały mu słowa Alicii sprzed kilku miesięcy "Nadzieja matką głupich" chłopak zaśmiał się ponuro i opuścił głowę.
- Właśnie moja nadzieja umarła - wymamrotał.
  Dziewczyna ani drgnęła, nic nie odpowiedziała.
W końcu jest trupem... 
  Przez głowę Justin'a przeleciała ta myśl, lecz on nie wiedział, że w tej chwili, ona walczy o życie.
*Alicia's POV*
- Haha jesteś taka słaba - głos rozniósł się echem po mroku.
- Kim jesteś ? - spytałam.
- A kto pomagał ci się ciąć ? - zaśmiał się.
- To ty... Ty jesteś tym głosem - odparłam cicho.
  Nie mogłam ruszyć ani ręką, ani nogą, nawet głową, coś pomagało mi się unosić. Nie wiem co to było, ale dzięki temu było mi lepiej.
- Nie zastanawiasz się gdzie jesteś ? - spytał głos.
- Gdzie ?
- Jesteś w piekle... Tu jest twoje miejsce - wyszeptał groźnie.
  Przez moje ciało przeszłe dreszcze, nie przyjemne, ale dreszcze strachu.
- Daj mi tam wrócić - wymamrotałam delikatnie.
- Nie zasługujesz na to ! - krzyknął, po czym mrok się rozjaśnił.
  Teraz wokół mnie był ogień, w kątach widziałam diabły, całe we krwi. 
- Czemu nie zasługuje ? - wydukałam przestraszona.
- Już nie jednemu spierdoliłaś życie - odparł szeptem.
- Daj mi żyć - wykrztusiłam.
- Niee... - jego głos rozpłynął się echem, a przed moimi oczami ponownie pojawił się mrok.
*Regular's POV*
  Chłopak cały czas siedział obok niej, wpatrywał się w nią i był załamany. Pierwszy raz w życiu. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nagle do sali ktoś wszedł, dwójka ludzi. Brunet odwrócił się i spostrzegł dwójkę znajomych ze szpitala. Jay'a i Cara'ę.
- Co wy tu robicie ? - Justin wymamrotał cicho.
- Zauważyliśmy cię i pomy--
  Cara'a przerwała, gdy jej wzrok spoczął na śnieżno-białej skórze dziewczyny, leżącej na łóżku. Cara uroniła najpierw jedną łzę, potem drugą i kolejną, aż pojedyncze łzy zamieniły się w płacz i lament. Jay szybko skojarzył się o co jej chodzi i jemu po chwili oczy się zaszkliły. Dwójka przyjaciół nie mogła pogodzić się z wiadomością, że ich przyjaciółka leży nieruchoma na łóżku.
- Czy, czy ona nie ż--
- Tak - Justin przerwał, nie pozwalając Cara'ze na dokończenie.
  Bał się tego usłyszeć. Lecz gdyby tylko wiedzieli, że Alicia jednak żyje, że ona walczy o życie. Gdyby tylko znali prawdę.
*Justin's POV*
  Cara nie mogła pogodzić się z faktem, że Ali nie ma tu, tutaj z nami, na ziemi, wśród żywych. Tak się niestety kończy, gdy poznam kogoś, kto jest dla mnie miły, dobry, gdy mi pomaga. Potem ta osoba umiera, zawsze tak jest. Nie chciałem by odeszła.
Kiedykolwiek nie jesteś w mojej obecności
Czuję, jakbym tracił moje szczęście
Więc śpię w świetle dziennym i czuwam całą noc
Dopóki znów nie wrócisz
  Czemu tak trudno mi od niej odejść ? Czemu tak trudno mi się odwrócić i stąd wyjść ? Co mnie tu trzyma ? Ach no tak... Ona mnie tu trzyma. To nie tak, że jej nie lubię, tylko... Uhg... Tylko nie jestem przyzwyczajony do tego, że kogoś lubię, zawsze miałem tylko jakieś dziwki, nikt więcej. Rodzina się ode mnie odwróciła. Nie chcieli mnie znać. Może nie wyglądam, ale dupkiem nie jestem. Mam uczucia, które czasami ukazuje... No właśnie czasami. Nagle za oknem zaczął padać deszcz, ciało Alicii zaczęło tracić ciepło. Nie to się nie dzieje, to pewne ona umarła. Czemu mnie to spotyka ? Nie mogłem powstrzymać łez, wstałem, odwróciłem się i wyszedłem.
*Regular's POV*
  Dziewczyna leżała nieruchomo, jej ciało stopniowo stawało się zimniejsze i zimniejsze. To nie jest znak śmierci...
- Daj mi żyć... Proszę... - Alicia cicho wyłkała.
- Nie wiem, czy mogę - odparł.
- Proszę... - coraz bardziej łkała.
- Idź ! Żyj ! Daję ci szansę ! Ale pamiętaj, następnym razem będę nie do złamania ! - diabeł wskazał ręką na światło.
Wyszła...
   Dziewczyna lekko poruszyła ręką, chciała sprawdzić czy Justin przy niej jest. Nie było go.
  Chłopak w tym samym czasie był przed szpitalem, klęczał w deszczu. Nie chciał niczego, oprócz tego by Bóg przywrócił do życia Alicia'ę.
  Dziewczyna zerwała się z łóżka, nie zważając na ból, wybiegła z sali. Biegła, słabła z każdym krokiem, aż w końcu opadła.
  Chłopak wstał, deszcz przestał padać. On wszedł do budynku. Gdy dotarł na piętro, spostrzegł dziewczynę leżącą  na korytarzu, więc szybko do niej pobiegł. Gdy znalazł się przy niej, uronił łzę, a ona lekko przesunęła ręką po jego dłoni.
- Chciałam dla ciebie wrócić... Nie potrafiłam - wyszeptała, mocno zachrypniętym i łamiącym głosem, prawie bezdźwięcznie.
Zamknęła swoje oczy...

poniedziałek, 14 października 2013

Ten: Play for life...

  Przed moim oczami zniknął cały obraz, cała jasność, ukazała się ciemność. Ta najgorsza ze wszystkich, ta tajemnicza, groźna, niebezpieczna, ta przy której masz pewność, że umrzesz. Masz takie wrażenie, iż ta ciemność cie pochłania,  że nie daje ci żyć. Tak miałam ja, po prostu się bałam, nie byłam w stanie otworzyć oczu, ani poruszyć ręką, nawet zamrugać, a co najważniejsze nie mogłam utrzymać się przy życiu. Mój mózg nie reagował na to, że chciałam poruszyć ręką, zamrugać, wydusić z siebie choćby jak najbardziej, durne, czy niezrozumiałe słowo. Po prostu byłam jak w śpiączce.
*Justin's POV*
- Co się dzieje ?! - krzyknąłem w stronę lekarza.
- Proszę wyprowadzić pana - doktor mnie zignorował i zwrócił się do pielęgniarki.
- Pójdzie pan ze mną - oznajmiła niska kobieta.
- Jak mi pani powie co się z nią dzieje ! - wybuchnąłem w jej stronę.
- Skoro, aż tak bardzo chcesz wiedzieć... Proszę... ! Pani Alicia powoli umiera - kobieta podniosła głos.
Te słowa wryły mnie w ziemie...
  Nic nie odpowiedziałem, tylko padłem na krzesło . Głowę oparłem o ścianę za mną po czym twarz zasłoniłem dłońmi.
Nie chcę by ktokolwiek mnie widział. 
  Myśl ta przeleciała mi migiem przez głowę. To prawda nie chcę by ktoś mnie widział, nie chcę by ktoś się do mnie ozywał, nie chcę ja nikogo widzieć i z nikim rozmawiać. Przez to, że Alicia jest tu w tym cholernym szpitalu, a do tego przeze mnie, po prostu czuję się jakbym stracił kawałek serca. A to wszystko, że chodzę cały czas wkurwiony, gdyby nie to, że Ryan wtedy do mnie przyszedł, nie doszło by do tego, że Alicia teraz by tu leżała.
~FLASHBACK~
- Że co kurwa ?! - wydarłem się rozzłoszczony.
- No tak ! Chcę być z Alicią ! - warknął.
  Nie wiedzieć czemu wzbudziło to we mnie zazdrość, złość, po prostu wszystkie najgorsze uczucia.
- No chyba cie coś pojebało. Nie rozumiałeś, że ona nie chcę z tobą być, po tym jak cię odrzuciła ! - oznajmiłem wściekły.
- O kurwa ! Specjalista się znalazł ! A może ty chcesz z nią być ?! - jaki on jest nie znośny.
- Popierdoliło cię ! Chcę dla niej dobrze ! Już dużo przeszła, nie chcę żeby zapadła w depresję - krzyknąłem wkurwiony.
- Taa. Yhy... - wymamrotał i wyszedł.
  Po tym zdarzeniu powędrowałem na górę, wparowałem do pokoju Alicii, podszedł do niej i pękłem, nie wytrzymałem. Obiecałem, że tego nie zrobię, a teraz co... Uderzyłem ją...
~END OF FLASHBACK~
  Zawsze muszę coś spierdolić, zawsze muszę komuś zjebać życie. Nie mogę z nią mieszkać to zniszczy ją jeszcze bardziej, kiedyś może nawet... po pełni samobójstwo, przeze mnie. Przełknąłem wielką gulę śliny, która zebrała się w moim gardle. Jak ja mam żyć, ze świadomością, że pierdole jej życie ?!Gdy lekarz wyszedł z sali natychmiastowo wstałem, za nim wyszły pielęgniarki. Jedna z nich podeszła do mnie i złapała moje ramię, patrząc z żalem w oczach, już wiedziałem co ona chce powiedzieć.
- Nie, to nie może być prawda ! Ona żyje, ona nie umarła ! - wykrzyczałem, padając na kolana.
- Niestety - wyszeptała i pomogła mi się podnieść - Może pan teraz iść się z nią pożegnać - oznajmiła smutna.
- Dobrze - rzuciłem sucho.
  W tym momencie moje serce tak jakby zostało zbite na milion kawałków, już nic nie czułem, żadnych emocji. Zostałem wrakiem człowieka. Osoba, która pomagała mi w rzuceniu całego świństwa nie żyje. Przeze mnie... Co ja teraz pocznę ? Sam na tym pierdolonym świecie. Wstałem, uchyliłem drzwi i wzrokiem napotkałem śnieżno-białe ciało Alicii.
Nóż wbił się w moje serce...
  Wszedłem do sali, usiadłem na krzesełku i chwyciłem lodowatą dłoń dziewczyny. Nie wiedziałem co powiedzieć co zrobić. Siedziałem tam bezczynnie, wyciszony,  spokojny jak ocean przed burzą.
*Regular's POV*
- Hej, mała - zaśmiał się ponuro - Ciebie, nie ma na tym świecie od kilku minut, a ja już cholernie tęsknię - powiedział głosem wypełnionym żalem.
  Cisza wbiła igłę w jego serce.
- Wiesz nie sądziłem, że nasze sprawy, potoczą się w taki popierdolony sposób - oznajmił cicho.
  Kolejna igła ląduje w jego sercu.
- Teraz, chciałbym być tam gdzie ty - jego kąciki ust lekko się podniosły i zaraz opadły.
  Jego słowa coraz bardziej się ściszały.
- Pamiętasz tą piosenkę, którą śpiewałaś ? Ja z moją siostrą też ją śpiewaliśmy, zawsze jak nasi rodzice się kłócili.
  Jego oczy zabłysły, po czym wydobyła się z nich jedna, czysta jak diament, samotna łza.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
Kolejna łza i kolejna, coraz to więcej łez... Aż w końcu koniec, zatrzymały się...
  Wzrok  Justin'a spadł na jego buty, lecz dalej trzymał rękę Alicii.
*Alicia's POV*
  Gdzie jestem, ogarnia mnie ciemność. Boję się... Co mam robić ? Już umarłam ? Nie ma mnie na tamtym świecie ? Słyszę jak ktoś do mnie mówi, ale to tylko niezrozumiałe mamrotanie. Chcę z powrotem do Justin'a.
Cisza wokół mnie, zapada zmrok, 
a ja nadal w nią wsłuchuję się...
  Taka  prawda. Nic mi nie pozostało, tylko wsłuchiwać się w głuchą ciszę. Nie mogę niczego patrzeć, chcę się poruszyć lecz nie mogę.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
  Te słowa we mnie uderzyły. Moje serce nagle zaczęło ruszać, wybijać nierówny rytm. Lecz ciało nadal pozostawało nieruchome. Nagle poczułam uderzenie, nóż w serce i nagle mięsień przestał wybijać rytm. Co jest do cholery ? Walczę z samą sobą, muszę wygrać. Ale czy dam radę ?
Wywalcz życie...

piątek, 11 października 2013

Nine: Slowly am dying...

- Wcale nie musisz się zmieniać. A mi poprawia humor twój szczery uśmiech - wypaliłem.
  Po tym jak skojarzyłem się co powiedziałem, odwróciłem wzrok i podrapałem się po karkau.
- Serio ? - spytała cicho.
- Mhm - mój wzrok spadł na talerz z kanapkami.
Kurwa ! Bieber co się z tobą dzieje ?! Sam się już siebie boje. Mówię rzeczy, których nigdy bym nikomu nie powiedział.
- Yhym... Może wrócimy do domu, ściemnia się już - przyznała Alicia.
- Masz rację, chodźmy - przytaknąłem.
***
- Puść ją dupku ! - krzyknąłem wyciągając broń ze schowka.
- Haha, myślisz, że się ciebie boję ? - zaśmiał się ponuro.
- Powinieneś - warknąłem.
- Ała ty mała kurwo ! - krzyknął Jake, po tym jak Alicia kopnęła go w krocze i odskoczyła.
  Chłopak zaczął powoli się do nas zbliżać,  nie wiedziałem co zrobić.
Strzel...
Cichy głos podpowiedział mi w głowie,  odbezpieczyłem broń, podniosłem ją na wysokość serca Jake'a i...
- Dalej, zrób to - Alicia wyszeptała, zapłakana do mojego ucha.
- Dla ciebie - odparłem szeptem.
Pociągnąłem za spust, usłyszałem huk, padającego ciała, spojrzałem w dół i z ciała bruneta zaczęła sączyć się szkarłatna krew. Podszedłem do niego, złapałem jego ciało i wyszedłem. Wrzuciłem ciało do jeziora, za moim domem. Posprzątałem miejsce gdzie doszło do zabójstwa. Mam nadzieję, że nikt się nie dowie...


Tydzień później....
*Alicia's POV*
  Boje się, cholernie się boję. Bieber go wtedy zabił, przeze mnie, to ja mu kazałam. Mogłam iść z Jake'iem, nic by się nie stało. Justin nie chodziłby cały roztrzęsiony, nie biłby mnie, gdy tylko się do niego odzywałam. Teraz... Teraz ja się go boję, gdy tylko przychodzi z imprezy, szybko chowam się w pokoju i zamykam, po czym udaję, że nie słyszę jego krzyków i innych. Siedziałam właśnie w pokoju, kiedy Justin wparował cały roztrzęsiony do pomieszczenia, podszedł do mnie i tak po prostu mnie uderzył. Za nic. Co mu jest ? 
Przyzwyczaj się, teraz tak będzie wyglądało twoje życie...
Ten cholerny głos znów zawitał w mojej głowie. Nie znoszę tego szeptu. Jest przerażający. Gdy brunet wyszedł skuliłam się w kącie, pociągając nosem. Ja już nie wytrzymam. Nie mogę... Chwyciłam poduszkę, rzuciłam ją gdzieś w dal pokoju, wyciągnęłam starą dobrą przyjaciółkę... Żyletkę. Podniosłam rękaw, przejechałam palcem po starych już prawie nie widocznych bliznach, wstrzymałam oddech i zrobiłam pierwsze nacięcie. Oddech ulgi wyleciał z moich ust, praca serca przyśpieszała z każdą nową raną w końcu moje powieki nie były w stanie pozostać dłużej otwarte.

(...)Oni słuchają lecz nie słyszą,
Między niebem, a ciszą spotykamy siebie,
Oni patrzą lecz nie widzą z Twojej radości szydzą,
Przychodzą kiedy są w potrzebie...
 
Cisza wokół mnie, zapada zmrok,
A ja nadal w nią wsłuchuję się(...)
***
- Alicia... Alicia proszę otwórz oczy - szeptał znajomy głos.
- To na nic się nie zda, ona pana nie słyszy - oznajmił jakiś mężczyzna.
- Ona musi się obudzić, niech pan coś zrobi - wypowiedział znajomy głos ze słyszalnym smutkiem.
Jakby im powiedzieć, że ja wszystko słyszę ?! Nie mogę się ruszyć, nie mogę nic mówić, ani otworzyć oczu. Co się ze mną dzieje ?
- Alicia, nie zostawiaj mnie. Przeze mnie tu leżysz, nie powinienem się denerwować, ale policja mnie pytała o to zabójstwo. Później uznali, że to nie ja. Lecz nie o to mi chodzi. Gdyby nie ja, nie leżałbyś tu teraz, gdybym wtedy cię nie uderzył, nie zrobiłabyś tego... znowu. Zostań ze mną, jestem gotowy na najgorsze. Mogę znaleźć ci własne mieszkanie, mogę ci je opłacać, możesz się do mnie nie odzywać, nienawidzić mnie, ale nie umieraj zostań - westchnął cicho.
  Ja chcę się obudzić ! Chcę, aby wiedział, że zostanę, że moje serce nie przestanie bić.
Zbierz w sobie siły ! Porusz się !
  Ten głos, on zawsze namawiał mnie do cięcia się, a teraz mi pomaga. Muszę zebrać w sobie siłę, poruszyć tym głupim palcem. Zrób choć raz coś porządnie, nie spierdol niczego tak jak zawsze. Dalej ! Dasz radę !  Moje serce przyśpieszyło, czułam jak robię się coraz bladsza, nagle moje serce zaczęło zwalniać, moje oddechy też zwalniały, po sekundzie usłyszałam szybki pikanie, a następnie krzyk pielęgniarki. Co się dzieje ? 
- Doktorze tracimy ją ! - krzyknęła przestraszona pielęgniarka.
- Jak to ją tracicie ?! - wykrzyczał Justin.
- Niestety musi pan wyjść...
Dalej nic nie słyszałam, przyśpieszone pikanie maszyny zaczynało słabnąć, a następnie zatrzymało się...
Powoli umieram...

sobota, 28 września 2013

Eight: I want to change...

*Regular's POV*
  Gdy Alicia się odwróciła spostrzegła Ryan'a. Nie wiedziała co powiedzieć, lekko uchyliła usta, a chłopak się zaśmiał. Dwoma palcami podniósł jej pod bródek tak, by spojrzała na niego. Dziewczyna nie opierała się.
- Czemu tak uważasz ? - spytała cicho.
- Bo tak jest - uśmiechnął się - Myślisz, że cię nie szukałem ? Myślisz, że o tobie nie myślałem ? Cały czas mam twoje zdjęcie przy łóżku - Ryan spuścił wzrok i śmiejąc się kręcił głową na boki.
- Jak to ? - z nie dowierzaniem na słowa przyjaciela otworzyła szeroko oczy.
- Tak to. Alicia na prawdę nie widzisz ? Zakochałem się w tobie odkąd zostaliśmy przyjaciółmi, ale ty później zaczęłaś spotykać się z Jake'iem i nie potrafiłem tego znieść, więc się wyprowadziłem - oznajmił, lekko zawstydzony.
- Ryan ja--
- Tak wiem nie czujesz tego co ja - przerwał Alicii.
- To nie tak jak myślisz. Też byłam w tobie zakochana. Najpierw moim uczuciem była iskra, która występowała przy każdym dotyku dłoni, potem nastąpił mały płomyk, który rozradzał się z każdym przytuleniem lub pięknym komplementem, następnie wybuchło wielkie ognisko, które przy każdym dotyku, przytuleni, czy miłym słowie się powiększał, lecz z czasem ognisko zamieniało się w mały płomyk, później się wyprowadziłeś. Została tylko iskra, później wo gule się nie odzywałeś i został tylko sam popiół. Przepraszam...
- Nie masz za co przepraszać - westchnął - rozumiem.
- Na prawdę przepraszam - dziewczyna wybiegła z tarasu wpadając na Justin'a.
  Chłopak poszedł do Ryan'a, który siedział na ziemi, ukucnął przy nim i położył rękę na jego ramieniu.
- Co się tutaj stało jak mnie nie było ? - spytał zmieszany.
- Wyznałem jej miłość - wymamrotał.
  W tym momencie Justin poczuł mocne ukucie w sercu, lecz nie zawadzał tym sobie myśli.
- To chyba dobrze co nie ?
- Tylko, że ona....ona mnie odtrąciła - Ryan oczy w tym momencie miał jak szklanki i powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć płaczem.
- Ja pierdole, to przerąbane - Jus wymamrotał do siebie.
- Idę już. Wpadnę kiedy indziej - oznajmił.
- Spoko.
  Justin wyszedł z tarasu i ruszył korytarzem do mahoniowych drzwi za którymi chował się pokój Alicii. Uchylił drzwi i zobaczył dziewczynę stojącą na parapecie, podszedł do niej i położył rękę na jej biodrze. Westchnął, drugą rękę położył na jej prawym boku.
- Jestem dzisiaj odważna - oznajmiła stanowczo.
- I co z tym zrobisz ? - spytał zaciekawiony brunet.
- Zabiję się - dziewczyna chciała wyskoczyć, lecz poczuła parę rąk na biodrach.
- Nie rób tego - szepnął do jej ucha.
  Alicia nie wytrzymała to wszytko ją złamało, to wyznanie, Jake, powrót do normalnego życia. Nie mogła, nie wytrzymała, rozpłakała się, wtuliła się w silne ramiona chłopaka i moczyła mu koszulkę łzami. Justin wraz z dziewczyną podeszli do łóżka i usiedli na nim, opierając się na wezgłowiu. Podniósł podbródek dziewczyny spoglądając w jej zapłakane, ciemno czekoladowe oczy. Lekko się uśmiechnął, a dziewczyna zawstydzona opuściła głowę w dół.
Przytul go ! Na co czekasz ?!
  Tajemniczy głos w jej głowie nie dawał spokoju szatynce.
Nie potrafię...
  Spoliczkowała się w myślach, ponieważ po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz - Justin przetarł łzę.
- Nie wytrzymuję - wymamrotała, a kolejna łza zleciała w dół policzka, spadając na jedwabną pościel.
- Czego nie wytrzymujesz ? - spytał zmieszany Bieber.
- Życia... Ono mnie przytłacza - wszeptała, po czym padła na poduszkę i zasnęła zmęczona.
Następny dzień...
  Alicia po raz kolejny w spokoju nie mogła zmrużyć oka, przez jej głowę przechodziły obrazy z ostatnie dnia. Nie mogła powstrzymać płaczu, Justin wszystko to słyszał, lecz pomyślał, że lepiej będzie jak on to wszystko z siebie wyrzuci, a on nie będzie jej w tym przeszkadzał. Alicia cały czas leżała na boku gdy w radio usłyszała piękną piosenkę, zamknęła oczy i wsłuchiwała się w jej słowa oraz melodię.

" Pamiętam lata temu, 
ktoś powiedział mi, że powinienem być, 
ostrożny jeśli chodzi o miłość.  
Zrobiłem tak. 
Byłaś silny, ja nie byłam, 
Moje złudzenie, mój błąd 
Byłem nie ostrożna, zapomniałem 
Tak było 
A teraz gdy wszystko jest skończone, 
Nie ma nic do powiedzenia  
Odeszłaś tak bez wysiłku, 
Wygrałaś 
Możesz śmiało im powiedzieć

Powiedz im wszystko, co teraz wiem 
Wykrzycz to z dachów  
Napisz to na niebie 
Wszystko co mieliśmy teraz odeszło 
Powiedz im że byłem szczęśliwy  
A moje serce jest złamane 
Wszystkie moje blizny są otwarte 
Powiedz im że wszystko w co wierzyłem było  
Niemożliwe, niemożliwe, 
Niemożliwe, niemożliwe "
Nie wiem co mam robić na tym świecie, co mam ze sobą zrobić. Każdemu niszczę życie na przykład Justin'owi czy Ryan'owi. No sam powiedz po co ja się tu nadaję. Takie właśnie myśli krążyły po głowie Alicii.
W tym samym czasie w pokoju Justin'a...
Chłopak przewracał się z jednego boku na drugi próbując zasnąć lecz mu się nie udawało. Wyszedł z łóżka, usiadł na parapecie, odpalił papierosa, rozkoszował się miętowym dymem papierosa i włączył radio. Zapadła dobra piosenka na opisanie jego nastroju.
"To dawno już minęło, i spadam w dół, ale kocham jak to 
smakuje  
Rozglądam się z pragnienia, miłość ucieka. 
Powstrzymaj się, spadamy, pokażę ci jak to się złamie. 
Jeśli mogę to dać, mogę to wziąć, na wszystkie sposoby, 
kochanie.

(...) Jesteś nikim dopóki ktoś cię nie pokocha. 
To ciężkie czasy, gdy nikt cię nie chcę. 
Wypełnij mój kubek, nigdy nie przestawaj przychodzić. 
Zdobądź szczyt, sprawię, żeby to było trudne."
 Justin wiedział, że trudno pogodzić się z życiem, jego kuzynka z Włoch zawsze powtarzała mu "Avere speranza per un giorno migliore"*.
- Gdyby tylko nadzieja żyła - wymamrotał sam do siebie.
- A czemu ta nadzieja nie żyje ? - brunet odwrócił się i spostrzegł o dziwo... uśmiechniętą twarz Alicii.
- Bo nadzieja jest matką głupich - oznajmił.
- Cicho siedź ! Ubieraj się chcę cie zabrać w moje miejsce, które tylko ja znam. Jest magiczne - zaśmiała się.
- Dobra - oznajmił i rozpromienił się.
***
*Justin's POV*
  Gdzie ona chcę mnie zabrać ? Zakryła mi oczy, prowadzi mnie. Mam się bać ? I Czemu jest taka szczęśliwa ? Coś jest nie tak. Ta dziewczyna jest bipolarna, no ale co się dziwić w końcu mieszka ze mną, przeze mnie uzyskała tą cechę. Wracając... gdy dotarliśmy na miejsce, Alicia kazała mi usiąść, zrobiłem jak kazała, następnie dziewczyna zdjęła mi bandamkę z oczu i zobaczyłem przepiękny widok.
- Podoba ci się ? - zapytała ciekawa.
- Tak - oznajmiłem szczęśliwy.
- Ta dziewczyna, co była przedwczoraj, to była twoja dziewczyna prawda ? 
- Zerwałem z nią, zdradziła mnie - westchnąłem.
- Poczekaj - szatynka gdzieś zniknęła.
  Rozsiadłem się wygodnie na trawie, czekając na Alicię. Po 10 minutach czekania, dziewczyna przyszła z... koszykiem i kocem.
- Co chcesz zrobić ? - spytałem zmieszany.
- Poprawić ci humor - westchnęła rozkładając koc - I chcę się zmienić...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Avere speranza per un giorno migliore"* - tłum. "Miej nadzieję na lepsze dni."

czwartek, 26 września 2013

Seven: Or do you not think so far ahead?

  Wróciłem do domu, nie chciałem dalej na to patrzeć. Nie zniósł bym tego, nie wiem czemu. Może mi na niej zależy ? Może coś do niej czuję ? Nie wiem. Jak na razie mam to głęboko w dupie ! Zadzwoniłem do starego kumpla.
- Yo, Ryan masz czas ? - wyszczerzyłem się.
- Dla starego kumpla zawsze - zaśmiał się.
- Ta, wpadnij do mnie, jak najszybciej - oznajmiłem stanowczo.
- Spoko - potwierdził.
  Rozłączyłem i rzuciłem się na kanapę, włączając TV. Po pięciu minutach usłyszałem dzwonek. Wow ! Ryan, szybki jesteś ! Podszedłem do drzwi i otworzyłem je, jednak zamiast Ryan'a zastałem w nich Alicię. Lecz nie wyglądała jak zwykła Alicia, ta była blada, we krwi, z rozcięciem na wardze, gdy tylko spostrzegła moje oczy od razu jej wzrok spadł na buty. Weszłam, minęła mnie i wchodziła po schodach nic nie mówiąc. Podążyłem za nią, aż do jej pokoju lecz drzwi były zamknięte. Kurwa ! Co ona chce zrobić ?!
- Alicia ! Alicia otwórz te pieprzone drzwi ! - wykrzyknąłem.
  Po chwili drzwi były otwarte, a dziewczyna siedziała zapłakana przy łóżku z ostrym kawałkiem lustra w ręce. Podszedłem do niej, lecz dziewczyna natychmiastowo się odsunęła, podszedłem jeszcze bliżej i znów się odsunęła.Usiadłem , więc na przeciwko niej i wpatrywałem się w jej piękne ciało, nagle Alicia zwróciła swój wzrok na mnie i z powrotem spuściła. Co się dzieje z tą dziewczyną ? 
- Alicia ?
  Zwróciła swój wzrok na mnie.
- Co się stało ?
- On... - wstała - Nie chce o tym mówić - oznajmiła.
- Dobrze.
- Idę na taras - ledwo wyszła, zamykając drzwi.
  Nie odpowiedziałem. Wstałem i podszedłem do okna. Nagle poczułem się strasznie samotny. Miałem ochotę umrzeć. Co ten dupek jej zrobił ? Może ją zgwałcił ? Może jeszcze do tego pobił ? Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ociężale wstałem i ruszyłem na dół, gdy szedłem minąłem taras na którym siedziała Alicia nucąc piękną piosenkę. Na moment stanąłem, by wsłuchać się w jej magiczny, spokojny, słodki głos. Wsłuchiwałem się w każde słowo, po chwili namysłu, zrozumiałem, że tą samą piosenkę nuciłem wraz z moją młodsza siostra, gdy rodzice się kłócili.
"(...) Czy nie wracasz do tak dawnych czasów ?
Bo ja myślę o tobie cały czas,

Oczywiście, 
Pamiętam jak mógłbym zapomnieć,
Jak się czułaś,
I pomimo, że byłaś moją pierwszą
Nowe uczucie,
Nigdy się nie zestarzeje, nie w mojej duszy,
Zatrzymam to na zawszę,
Będziemy podążać tą drogą,
Dopóki nie zmieni się z kolorowej na czarno- białą 

Czy nie wracasz do tak dawnych czasów ? 
Bo ja myślę o tobie cały czas (...)"
  Przy tej piosence zawsze się wzruszałem, moja mała kochana siostrzyczka. Avalanna. Kochałem, Kocham i Kochać ją będę, pomimo, że na fizycznie jej za mną nie ma, jest ze mną duchowo. Tak nie ma jej ze mną, umarła. Było tak: furia mojego ojca, moje popieprzone zachowanie, latający nóż i krzyk. Nie lubię o tym mówić, to wszystko przeze mnie, ale nie mogę tego zmienić. Z wsłuchiwania się w głos Alicii, wybudziło mnie silne i nachalne walenie do drzwi. Ruszyłem, leniwie się przeciągając, w stronę drzwi, gdy dotarłem, otworzyłem je i przetarłem twarz dłonią.
- Siema Bieber ! Nareszcie jesteś ! - wykrzyczał wesoło, klaszcząc w dłonie.
- Tak, tak  machnąłem ręką - Wchodź, ale ci--
- O proszę a kogo my tu mamy - zawołał, a na jego twarzy uformował się "banan".
  Na mojej twarzy wymalowało się zdezorientowanie, nagle odwróciłem się i spostrzegłem Alicię.
- Butler ?! - zdziwiona Alicia, podeszła bliżej - Co ty tu robisz ? 
- A nie widać odwiedzam kumpla a ty co tu robisz ? Bzykałaś się z nim - wskazał na mnie i uśmiechnął się.
  Oczywiście żartował, ale Alicia chyba wzięła to do siebie.
- Niee - wyjąkała i uciekła.
- Nie, Alicia ! Czekaj ! To był żart ! - krzyczał w swojej obronie.
- Wow, wow, wow ! Skąd znasz Alicię ?! - wytrzeszczyłem oczy.
- To było tal - westchnął - Ali była moja sąsiadką, kiedyś przyszła do mnie i prosiła o schronienie, więc dałem jej to schronienie. Z każdym dniem coraz bardziej się zaprzyjaźnialiśmy, aż nadszedł ten dzień gdzie... gdzie ojciec Alicii, zabił jej brata. Ona się załamała i gdzieś zniknęła. Ja przeprowadziłem się tu do Stratford i tak się stało. Dziś ujrzałem ją pierwszy raz od kilku lat - dokończył po czym pobiegł na górę, a ja za nim.
*Alicia's POV*
  I co znów masz zamiar się ciąć ? 
  Debilny głos, niech on zniknie.
Masz zamiar go skrzywdzić ?
  A skąd ten głos wie, że ja go krzywdzę.
 Przecież to widać. Zależy mu na tobie.
  Ugh... Kurwa ! Niech ten głos się zamknie.
Nie zaprzeczaj, tobie też na nim zależy. Uspokój się. Ryan żartował.
  Jaka ze mnie debilka. Jestem pierdoloną ciotą.
  Odłożyłam żyletkę, osunęłam się po szorstkiej ścianie i usiadłam na kafelkach tarasu. Przyciągnęłam kolana pod brodę i zaczęłam śpiewać, najbardziej ulubioną piosenkę moją i brata. Damien'a.
"Siedzę wieczorem ogarnięta moją ciszą ,
oni nie słyszą, a ja tak jak w transie. 
Te proste dźwięki mnie kołyszą, 
tak za mną w górę wiszą, 
wszystko jest takie łatwe i paradoksalne.


Zadowolona, niosę radość, dzisiaj wszędzie, 
znów się uśmiecham, 
wiem, że wszystko dobrze będzie. 
Zagubiona w tłumie, chcą odnaleźć się w tym pędzie, 
buduję swoje życie na miłości fundamencie...

(...) Oni słuchają lecz nie słyszą, między niebem, a ciszą, 
spotykamy siebie, 
oni patrzą lecz nie widzą, z Twojej radości szydzą, 
przychodzą kiedy są w potrzebie.... (...)"
  Zwyczajnie ta piosenka mnie uspokaja, ale dziś coś nie zadziałało. Coś we mnie pękło. Siedziałam coraz bardziej się skulona. 
- Jestem głupia, brzydka, ohydna, popierdolona. Nie zasługuję na życie - wymamrotałam do siebie.
- Wcale, że nie. Jesteś mądra, piękna, zabawna. I zasługujesz na to by żyć - poczułam ciepły oddech na karku.
  Natychmiastowo się odwróciłam i zamarłam...

niedziela, 22 września 2013

Six: It breaks my heart.

*Alicia's POV*
  Co ona chciała przez to powiedzieć ? Ona była taka szczęśliwa, a zarazem taka smutna. Jak to możliwe ? Nie mam pojęcia... Przestałam myśleć o tej małej dziewczynce, gdy ktoś szturchnął mnie w ramię. Justin.
- Zamyśliłaś się ? - spytał, podając mi kawę.
- Tak, myślałam o naszym wyjściu stąd - lekko się uśmiechnęłam, po czym chwyciłam kubek z kawą.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowała. Sam robiłem - zaśmiał się.
  Kubek upadł mi na ziemię, przez co wyrwał mnie z zamyśleń. Justin natychmiastowo się do mnie przysunął.
- Alicia, co się stało ? - złapał moją rękę, na co się wzdrygnęłam i wzięłam swoją rękę z dala od jego dłoni.
- Chcę stąd już wyjść - rozpłakałam się.
  Przysunął się do mnie i przytulił, nawet nie miałam siły się sprzeciwić. Siedzieliśmy na ławce, potem nic nie pamiętam. Zasnęłam.
Tydzień później...

- Nareszcie wychodzimy z tego bagna - Justin klasnął w ręce.
- Taa - westchnęłam.
- Czemu się nie cieszysz ? Przecież, chciałaś dawno stąd wyjść - poklepał mnie po ramieniu.
- Ale Justin ten szpital to był mój dom, przez ostatnie 5 lat - stanęłam w progu, odwracając się, żeby ostatni raz zobaczyć mój stary pokój.
- Wiem... - również się odwrócił.
  Spojrzałam ze smutkiem  oczach na mój pokój, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku na wspomnienie o pierwszym dniu tutaj.
~FLASHBACK~
- Kurwa ! - krzyknęłam w stronę Liz.
- Zamknij się i siedź tu ! - krzyknęłam, zamykając za sobą drzwi.
- Spierdalaj - mruknęłam pod nosem.
  Usiadłam w kącie pokoju i zaczęłam łkać. Czułam się zła, smutna. Osamotniona...
~END OF FLASHBACK~
  Ostatni raz rozejrzałam się po pokoju i wyszłam. Opuściłam to pomieszczenia w którym kiedyś 'mieszkałam'. Wyszłam na korytarz, spostrzegłam tam Cara'ę i Jay'a. Stali uśmiechnięci, czekając na pożegnanie nas, gdy spostrzegli naszą dwójkę rozszerzyli ramiona i nas przytulili. Po całym tym czułym pożegnaniu, wyszliśmy ze szpitala. Do Justin'a od razu podbiegła mała dziewczynka, a za nią chłopczyk, od razu rzucając się na Justin'a. Uśmiechnął się podniósł tą dwójkę i okręcił ich wokół własnej osi, a następnie zwrócił się do mnie.
- Alicia to jest Jazzy, Jazzy to jest Alicia, moja przyjaciółka - pocałował mnie lekko w policzek - A to jest mój brat Jaxon - wskazał na małego blondynka.
- Jesteś ładna. Powinnaś być dziewczyną Justin'a - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Spojrzałam na Justin'a a ten się zarumienił.
- Zgadzam się - potwierdził Jaxon.
  Zaśmiałam się lekko, przytuliłam się do nich i posłałam oczko.
- Pa, Justin - musnęłam policzek bruneta.
- Pa - westchnął smutny.
- Czekaj ! Czekaj ! Ali ! - zawołał Jaxon, podbiegając do mnie zmachany.
- Co się stało ? - złapałam go za policzek.
- Może będziesz mieszkała u Justin'a ?- na jego twarzy zawitał piękny szeroki uśmiech - Na pewno się ucieszy - szepnął mi na ucho.
- Mogę ? - spytałam Justin'a.
- Tak - posłał mi oczko.
***
*Alicia's  POV*
 Całą noc nie mogłam spać i do tego jeszcze rano obudziły mnie mnie krzyki z dołu. Wstałam, związałam włosy i zeszłam na dół. Za Justin'em spostrzegłam dziewczynę o jasno-brązowych włosach, brązowych oczach i skąpym ubraniu. Weszłam do kuchni nie niepostrzeżona, oparłam się o blat i nagle zza pleców Justin'a wychyliła się wcześniej opisana dziewczyna. Chłopak od razu się odwrócił, a w jego oczach można było dostrzec zakłopotanie. Brunet natychmiast znalazł się obok mnie, złapał za nadgarstek i spojrzał w moje oczy.
- Nie będę wam przeszkadzać. Wezmę tylko coś do jedzenia i sobie pójdę - ruszyłam w stronę lodówki.
- To nie tak jak myślisz - złapał mnie za rękę, gdy koło niego przechodziłam.
- Puść mnie - syknęłam i wyrwałam swoją dłoń z jego.
  Chłopak zrobił tak jak kazałam, doszłam do lodówki, wyciągnęłam jabłko i ruszyłam do pokoju. Gdy byłam w pokoju rzuciłam się na łóżko i oglądałam telewizję. Po kilku minutach postanowiłam, że pójdę do sklepu i przygotuję obiad, którym przeproszę Justin'a za to jaka byłam chamska. Przebrałam się, zeszłam na dół i poszłam do pokoju Justin'a. To co zastałam, zabiło mnie na miejscu.
- Yhym.. To ja pójdę nie będę wam przeszkadzać - oznajmiłam ze łzami w oczach i wyszłam.
  Szłam... Mało powiedziane biegłam przez chodnik potrącając przy tym innych ludzi, dobiegłam do parku, podbiegłam do niewidocznej dla innych ławki, usiadłam i zaczęłam płakać. Po chwili poczułam rękę na ramieniu, myślałam, że to Justin, lecz gdy się odwróciłam spostrzegłam bruneta o niebieskich oczach. Kogoś mi przypomina. Gdy zobaczył lekki uśmiech na mojej twarzy, przysiadł się do mnie.
- Hej jestem Jake... Jake Black - podał mi rękę.
- Jestem A-Alicia... Alicia Back - uścisnęłam jego rękę.
- Alicia ? Pamiętasz mnie to ja twój Jake. Twój chłopak... Myślałem, że nie żyjesz - oceaniczne oczy Jake się zaszkliły.
  To on, to Jake. Pamiętam ! Teraz pamiętam ! Był moim chłopakiem, zanim skoczyłam. Dziwne bo mieliśmy wtedy po 14 lat, a on mnie zapamiętał. Chłopak dotknął mojego podbródka dwoma palcami, podniósł do góry i musnął mój policzek.
Ciesze się, że cie znalazłem - wyszeptał i schował głowę w moje zagłębienie pomiędzy szyją a głową.
- Też się cieszę - również wyszeptałam, lekko się uśmiechając.
  Czy powiedziałaś mu prawdę ? Cieszysz się, tak prawdziwie ? 
Ten głos w mojej głowie, niech on zniknie.
Jesteś pewna swoich słów ? 
 *Justin's POV*
  Wybiegłem z domu za Alicia' ą by sprawdzić, czy nie zrobi żadnej głupoty. Biegłem cały czas za nią, w parku ją zgubiłem, ale po chwili znalazłem wzrokiem, siedziała przytulona do jakiegoś chłopaka.
Ona nawet nie wie jak bardzo mnie rani. Przytula się do innego. To łamie mi serce. 

sobota, 31 sierpnia 2013

Five: I'm not an angel.

Nie wiedziałam co mam zrobić. Po co on się mną przejmuje ? Nie jestem mu do niczego potrzebna. Nie wiem może i go trochę lubię, ale przez to co się stało zamknęłam się w sobie. Kurwa ! Pora przezwyciężyć strach ! Muszę się przyzwyczaić do Justin'a, do tego że znowu będę musiała przechodzić terapie... Ale przezwyciężę strach i nie będę omijała terapii ! Chcę wyjść stąd jak najszybciej !
- Justin... Ja... J-ja nie wiem co powiedzieć - jąkałam się, łza spłynęła mi po policzku.
- Wszystko będzie w porządku... Poradzimy sobie... - przetarł łzę na moim policzku, na co się wzdrygnęłam, co Justin zauważył i od razu cofnął swoją rękę.
- Przepraszam... nie chciałem...
- Nie nic się nie stało, po prostu codziennie byłam g-gw-gwałcona przez ojca i po prostu muszę się przyzwyczaić do czyjegoś dotyku - posłałam Bieber'owi lekki uśmiech.
- Aha, dobrze. Ale jak się przyzwyczaisz skoro, nie mogę cię dotykać ? - podniósł zabawnie brew.
- No właśnie, postanowiłam że powiem ci c-całą prawdę o sobie, ale pod jednym warunkiem - oznajmiłam nieśmiało.
- Jakim warunkiem ?
- Ty powiesz mi całą prawdę o sobie, okey ?
- Noo - przedłużył - niech ci będzie - uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, ale zrobimy tak, jak będę gotowa.
- Okey. Do niczego cię nie zmuszam - lekko się uśmiechnął.
- Chodź przebierz się i połóż do łóżka, a ja przyniosę ci kolację - posłał pocieszający uśmiech i puścił mi oczko.
- Hah, oki - zaśmiałam się - Nie mam swoich rzeczy mogę ubrać jakieś twoje - spytałam cicho.
- Bez problemu, weź sobie coś - oznajmił i wyszedł zamykając drzwi.
Wstałam z podłogi, podeszłam do komody Justin'a. Wyjęłam z niej dużą szarą koszulkę, zdjęłam z siebie brudne ciuchy i założyłam koszulkę chłopaka. Chodziłam po pokoju, w końcu podeszłam do łóżka ukucnęłam, zajrzałam pod łóżko i wyjęłam spod mebla paczkę papierosów, oraz zapalniczkę. Wyjęłam jednego papierosa, odpaliłam i zaciągnęłam się. Chodziłam po pomieszczeni, aż w pewnym momencie przystałam i parzyłam tępo w przestrzeń.
- Alicia ?! - podszedł do mnie i szarpnął za ramię.
- Co ?! - odkrzyknęła, jednocześnie odwracając się twarzą w stronę szatyna.
- Czemu ty kurwa palisz ?! - wykrzyknął, złapał moją rękę w której trzymała papierosa.
Tak na prawdę miałam nadzieję, że wypalę szlugę za nim Justin przyjdzie do naszego, wspólnego pomieszczenia.
- J-ja, prz-przepraszam. N-nie zło-złość się - łza spłynęła po moim policzku.
- Kurwa no ! Mówiłaś, że nie będziesz palić ! A teraz to co ?!
- Czy ty nie rozumiesz, że to mnie rozluźnia ?! Ty nie byłeś gwałcony codziennie po kilka razy ! Mogłeś palić, pić, ćpać i robić inne rzeczy ! A j-jj-ja... - zalałam się łzami, osunęłam się po ścianie w dół.
Podciągnęłam kolana do klatki, zaczęłam coraz bardziej szlochać. Po pięciu minutach nie wytrzymałam, wstałam, podeszłam do łóżka i sięgnęłam pod kołdrę. Wyciągnęłam spod poduszki... żyletkę. Nie zwracałam uwagi na szatyna, który stał za mną i ruszyłam do łazienki. Podbiegłam do pomieszczenia, weszłam i zamknąłem drzwi. Osunęłam się w dół drewnianych drzwi, nie wiedziałam czy mam to zrobić. Czy się pociąć. Ten głos w mojej głowie, co dwa lata temu, powrócił. Zaczęłam toczyć z nim kłótnie w myślach.
"Z tak błahego powodu, będziesz się cięła ?" 
" A co innego mam robić ?"
" Wyjdź, przytul go i daj się pocieszyć ! W końcu wszystko zaczyna się układać, a ty ? A ty to cały czas niszczysz swoim zachowaniem !"
" Bo ja... ja nie potrafię przyjąć, że komuś na mnie zależy !"
Płakałam tak bardzo, że Justin chyba to usłyszał bo dobijał się do drzwi. Coraz głośniej i głośniej, krzyczał w rozpaczy. Spojrzałam na żyletkę w prawej ręce, potem zwróciłam wzrok na swoje rany na lewym nadgarstku, zalałam się jeszcze bardziej łzami.
-Co ja mam zrobić... ? Co... ? - wymamrotałam patrząc ze łzami w oczach coraz to na rany na nadgarstku, a coraz to na żyletkę.
" Wyjdź, przytulcie się i pozwól dojść myśli o tym, że komuś na tobie zależy, do siebie !"
Krzyknął głos w mojej głowię. Jeśli wyjdę, to co ja mu powiem. Jeśli tu zostanę to zrobię najgorszą rzecz jaką mogę zrobić. Potnę się. Zastanawiałam się i to jakoś długi czas.
*Justin's POV*
Wołałem ją i wołałem, nie wiedziałem czego się spodziewać. Chciałem wyłamać drzwi, lecz w jednej chwili usłyszałem, od kluczanie drzwi. Kilka sekund po tym w otwartych drzwi stała Alicia cała zapłakana. Podszedłem bliżej, przejechałem kciukiem po jej mokrym policzku. Dziewczyna ani drgnęła, jakby spodziewała się, że ją dotknę. Jak już zabrałem rękę, szatynka podeszła bliżej i rzuciła mi się na szyję.
- Też mi na tobie zależy - szepnęła do mojego ucha.
Miesiąc później...
*Regular's POV*
Minął równy miesiąc odkąd Alicia wróciła do szpitala. Dziewczynie wraz z Justin'em układa się dobrze, Alicia skończyła z paleniem, piciem, umie bardziej okazywać uczucia i jest o wiele milsza. Chłopak też przestał pić, bardziej panuje nad agresją, nie ćpa, nie piję i również bardziej nauczył się wyrażać uczucia. Około godziny 12, Alicia i Justin wyszli na spacer po szpitalnym ogrodzie, śmiali się, omawiali jak za tydzień stąd wyjdą i ułożą sobie na nowo życie.
- Chcesz coś do picia ? Ja idę dla siebie po kawę - szatyn lekko się uśmiechnął.
- Tak możesz wsiąść dla mnie kawę - cmoknęła  chłopaka lekko w policzek po czym ten odszedł.
Dziewczyna spacerowała po ogrodzie, patrząc w niebo i marząc o normalnym życiu. Rozglądała się na boki ogrodu, mimo tego że w środku psychiatryka było ponuro i przeokropnie, to na zewnątrz było przepięknie i miło. Po lewej stronie ścieżki, były romantyczne czerwone róże i fioletowe bratki. Za to po prawej stronie były białe stokrotki. W pewnym momencie, gdy dziewczyna rozglądała się po ogrodzie zobaczyła małą dziewczynkę, więc postanowiła do niej podejść.
- Hej. Jak masz na imię ? - spytała grzecznie Alicia.
- Cześć. Mam na imię Isabella, po mamusi - powiedziała słodko się uśmiechając.
- Piękne imię, ja mam na imię Alicia - brązowooka posłała jej oczko.
- Tak jak Alicia w krainie czarów, hihi - zachichotała Isabella. 
- Dokładnie - dziewczyna zaśmiała się.
Dziewczynka zlustrowała Alicię od góry do dołu i zatrzymała się na ranach na nadgarstkach dziewczyny.
- Jesteś aniołem - szepnęła dziewczynka.
- Co ? - spytała zdziwiona nastolatka.
- Mama mówiła, że Ci którzy maja skaleczone nadgarstki to anioły - oznajmiła Bella.
- Nie jestem aniołem - zaprzeczyła Alicia.
- Ależ jesteś, mama mówił, że tylko anioły się okaleczają, bo nie lubią żyć na ziemi. Ten świat ich niszczy więc, próbują znów wrócić do nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i ten własny - mała dziewczynka spojrzała na szatynkę swoimi wielkimi ciemno- brązowymi oczami, które były lekko zaszklone.
- Wiesz twoja mam jest bardzo mądra - rzekła wzruszona Alicia.
- Dziękuję, też jest aniołem, ale wróciła już do domu - mała Isabella zeskoczyła z ławeczki i odeszła. Odwróciła się, miała swoją twarzyczkę w łzach, pomachała Alicii, złapała jakiegoś blondyna za rękę i wyszła z terenu szpitala...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Four: He was broken.

Byłam z Justin'em dopóki nie skończył swoich zajęć. Szliśmy z Justin'em rozmawialiśmy o tym co będziemy rozbić jak stąd wyjdziemy. Mieliśmy jeszcze tylko dwa miesiące do wyjścia, więc trzeba było znaleźć mieszkanie, pracę. Jesteśmy już pełnoletni i musimy sami zarabiać na nasze potrzeby. Cieszyliśmy się, że nie będziemy tu dłużej siedzieć. Justin mówi, że dzięki mnie rzucił palenie i jego agresja staje się coraz mniejsza. Ja też już rzuciłam palenie i lepiej rozmawia mi się z ludźmi, lecz gdy mam problem nadal się tnę. Szliśmy i gadaliśmy, myślałam, że tego dupka, mojego ojca już nie będzie. Myliłam się. Justin wszedł do pokoju, ja za nim, nagle poczułam ucisk na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam tego debila. Mojego ojca. Nie chciałam niepokoić Justin'a. Powiedziałam ojcu, że pójdę się tylko pożegnać z Justin'em, zgodził się. Chłopak stał przy oknie, patrzył na zachodzące słońce. Podeszłam do niego przejechałam dłonią po ramieniu, kątek oka popatrzył na mnie, a potem na słońce.
- Pa Justin, polubiłam cię - szepnęłam mu do ucha i łzy zaczęły spływać mi po poliku.
Ojciec złapał mnie za rękę i odciągnął od chłopaka. Justin odwrócił się i spostrzegł jak ojciec ciągnie mnie za sobą. Stanął, łzy spływały po jego policzkach.  Bolało mnie że przez taką debilkę jak ja płakał. Na pożegnanie powiedziałam Justin'owi bezdźwięczne "żegnaj".
- Znajdę cie ! - krzyknął i padł na kolana.
- Nie zapomnę--
Nie dokończyłam, ponieważ ojciec uderzył mnie w twarz i miałam rozciętą wargę. Zobaczyłam jak Justin płacze i krzyczy, wyzywa, wali w ściany. Więcej nie zobaczyłam nic, zniknęłam za rogiem. Ojciec przerzucił mnie sobie przez ramie, wyszedł ze szpitala. Doszedł do samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenia. Jak kurwa nikt nie mógł zauważyć jak ten sukinsyn mnie porywa ?! Ach no tak. Tu pracują sami popierdoleni ludzie. Mam dość życia, najlepiej niech mnie zabiją. Gdy zginę dla wszystkich będzie lepiej.
- Jesteśmy ! Wychodź ! - z moich rozmyśleń wyrwał mnie jego szorstki głos.
Zrobiłam jak kazał, weszłam za nim do domu. Jak dawno tu nie byłam. Od razu ten dupek złapał mnie za rękę, zaprowadził do sypialni i rzucił na łóżko.  Rozpiął pasek, zdjął spodnie i bokserki. Wszedł na łóżko i zawisł nade mną. Kurwa ! On chce mnie zgwałcić. Nie nigdy w życiu. Nie pozwolę mu ! Zaczęłam się szarpać, uderzyłam go kilka razy w klatkę. On znów to zrobił, znów mnie uderzył. Sukinsyn.
- Zostaw mnie ! - wykrzyknęłam mu w twarz.
- Zamknij się ty mała suko ! - krzyknął.
Ponownie mnie uderzył, zdjął moja bluzkę, spodnie i bieliznę. Znów byłam w tej samej sytuacji co sześć lat temu. Znów leżałam na tym pierdolonym łóżku, znów z tym skurwysynem. Znów mnie będę wykorzystywana i nie mogłam nic na to poradzić. Moje myślenie przerwał we mnie ból przeszywający moje ciało. Wszedł we mnie to tak bardzo bolało. Kurwa ! Boli jak cholera ! Zaczął wchodzić we mnie szybciej i szybciej. W końcu skończył, wyrzucił mnie z łóżka. Poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżko i płakałam. Śmieszne, myślałam, że wszystko się ułoży. Myliłam się. Jestem idiotką, debilką po prostu nie zasługuję na życie. Ubrałam jakieś majtki, koszulę i położyłam się spać. Zasnęłam, ale myślałam o tym jak skrzywdziłam Justin'a.
***
Obudziłam się, ubrałam czystą bielizną, luźny T-shirt z napisem "Fucking Slut", i jakieś poszarpane spodenki. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie, żeby ten debil na mnie nie krzyczał jemu też zrobiłam. Słyszałam kroki na schodach, ten debil nareszcie zszedł na śniadanie. Zjadł, podszedł do mnie, podniósł i przerzucił mnie sobie przez ramię. Poszedł an górę do swojej sypialni, rzucił mnie na łóżko, rozebrał mnie, siebie i zrobił to. Znów mnie zgwałcił. Nie mogłam żyć, ze świadomością, że znowu muszę żyć jak sześć pierdolonych lat temu. Ubrałam się, wybiegłam z jego sypialni i zamknęłam w swoim pokoju. Płakałam. Po kilku godzinach ojciec włamał się do mojego pokoju. On był nie wyżyty. Znów mnie wykorzystał. I tak mijał mój każdy cholerny dzień.
Pół roku później...
Był już wieczór, myślałam. Dziś, dziś się wydostałam. Po kolacji wzięłam nóż na górę, do swojego pokoju. Czekałam aż on wejdzie. Wszedł zaczął coś krzyczeć, skoczyłam na niego i wbiłam mu nóż w brzuch, narzędzie schowałam do spodni. Pobiegłam do jego biura, poszukałam pistoletu i znalazłam. Wróciłam się do pokoju, przystawiłam broń do jego skroni. Błagał mnie, żebym tego nie robiła, mówił mi że się zmieni. Wiedziałam, że tego nie zrobi. Broń przycisnęłam mocniej, odbezpieczyłam ją i zrobiłam to. Nacisnęłam spust. Ciemno czerwona ciecz trysnęłam na moją bluzkę, a ciało mojego ojca opadło bezwładnie na podłogę.  Wybiegłam z domu, wzięłam jego samochód i pojechałam tam gdzie kiedyś tego miejsca nienawidziłam, ale teraz było dla mnie najbezpieczniejsze. Dojechałam do szpitala psychiatrycznego, gdzie jak wiecie wcześniej przebywałam. Nie widziałam czy Justin jeszcze tu będzie. Pewnie już wyszedł, ułożył sobie życie, a ja. A ja będę tu siedziała kolejne sześć lat. Podjechałam samochodem nad staw nie daleko, wysiadłam szybko z samochodu, a ten pojechał. Wjechał mimowolnie  w wodę i zatonął. Szybko poszłam do szpitala, weszłam nie zauważona, poszłam do pokoju, który kiedyś był mój i Justin'a. Doszłam, chyba nie był pusty. Ktoś był już w pomieszczeniu, a nawet kilka osób. Podeszłam bliżej słyszałam krzyki, że ktoś już nie potrafi wytrzymać, nie może żyć. Nagle usłyszałam pociągnięcie klamki. Odsunęłam się, spojrzenie moje, dziewczyny i chłopaka spotkały się. Chłopak i dziewczyna, to byli Jay i Cara.
- Alicia... Alicia to ty ? - spytałam zmartwiona Cara.
- T-t-tak - wyjąkałam.
- Dziewczyno co ci się stało ?! - powiedział smutny Jay.
- Z-znów z-zostałam w-wy--
- Nie mów już wiem - powiedzieli Jay i Cara.
Dziewczyna chciała mnie przytulić, ale ja się odsunęłam, zrozumiała to.
- U kogo byliście ?
- U Justin'a - oznajmił Jay.
- A-ale przecież m-miał już d-dawno stąd w-wyjść - powiedziałam zdziwiona.
- Niestety, po tym jak twój ojciec cię  zabrał Justin się załamał. Znowu wpadł w palenie, narkotyki i co jeszcze najgorsze picie. Nie mogliśmy mu wyjaśnić, że się znajdziesz i po prostu teraz wpadł w szał. lepiej tam nie wchodź - powiedziała Cara.
- Chcę, żeby zobaczył, że żyję - westchnęłam - żeby się już nie martwił.
- No dobrze. Pa, do zobaczenia późnej - powiedzieli chórem i odeszli.
Pomachałam im na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech, pociągnęłam za klamkę, weszłam do pomieszczenia. Pokój był cały zmasakrowany, ale nie całkiem bo moje łóżko komoda szafka nocna stały całe. Justin siedział tyłem do drzwi w jednej ręce trzymał papierosa, a w drugiej whisky. Był załamany. Podeszłam do niego, między nami był metr.
- Justin... - szepnęłam łagodnie.
- Wypierdalaj ! - wrzasnął rozwścieczony.
- J-ja p-przepraszam. N-nie chciałam - zaczęłam się jąka i powoli wycofywać.
Bieber odwrócił się i spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu i narkotyków oczami. Był taki blady jak nigdy. Gdy spostrzegł, że nie jestem pielęgniarką, wstał, podszedł do mnie spojrzał pytającym wzrokiem czy może mnie przytulić, zgodziłam się. Podszedł jeszcze bliżej i przytulił mnie. Łza spłynęła mi po policzku i nagle zaczęłam szlochać.
- Shhh... Nie płacze już jest dobrze - szepnął w moje włosy.
Uspokoiłam się usiadłam z Justin'em na podłodze i patrzyłam mu w oczy.
- Zależy mi na tobie... - głos mu się załamał, a jego oczy się zaszkliły.

środa, 7 sierpnia 2013

Three: I'm Sorry.

Spojrzałam w górę i zobaczyłam Bieber'a, od razu zakryłam brzuch. Wstałam, wzięłam koszulę i poszłam do łazienki. Zdjęłam wszystkie ubrania, zobaczyłam wielkiego siniaka na ramieniu, miałam rozcięcie na brzuchu, a do tego jeszcze połowa mojego brzucha była posiniaczona. Po co ja mu, kurwa, ufałam ?! Tylko mnie skrzywdził ! Wiedziałam, że tak się stanie ! Tylko jak rozmawialiśmy wydawał się taki spokojny, troskliwy. Przez jeden mój mały żarcik zamienił się w demona, pobił mnie i nawet nie przeprosił... Nie ważne, mam na to wyjebane ! Ubrałam koszulę. Kurwa ! Koszule mam na ramiączka i widać mojego wielkiego siniaka na ramieniu. Nie wiem jak zareaguje na to Bieber i nie wiem jak zareaguje gdy dotrze do niego, że to przez niego mam takie siniaki i ranę. Nie chciałam, ale musiałam jakoś położyć się spać. Nagle usłyszałam walenie do drzwi od łazienki.
- Alicia, Alicia ! Otwórz te drzwi ! - krzyczał Bieber.
- Już ! Chwila ! Ale odsuń się od drzwi ! - odkrzyknęłam sucho.
- Al--
- Po prostu się odsuń ! - krzyknęłam.
Otworzyłam drzwi, zakryłam lekko rękę posiniaczone ramię i ruszyłam w stronę łózka. Koło łóżka rzuciłam ubrania, narzuciłam na siebie tylko bluzę, podeszłam do komody, wyciągnęłam papierosa i odpaliłam. Usiadłam na parapecie, patrząc tępo w przestrzeń. Po pięciu minutach skończyłam palić papierosa, nadal tępo patrzyłam gdzieś w odległy punkt. Poczułam chłód który, ogarnął moje ciało gdy Justin ściągnął ze mnie sweter.
- C-czy to p-przeze m-mnie ? - jąkał się gdy wskazał na moje ramię.
- Mhm... - kiwnęłam twierdząco głową i skuliłam się.
- Pokaż swój brzuch - rozkazał ostro.
Zrobiłam tak jak kazał nie chciałam, żeby znów mnie uderzył. Podniosłam koszulę do góry, odkrywając ranę na brzuchu i siniaki.
- Ja pierdole ! To kurwa przeze mnie ! T-to p-przeze m-mnie... - jąkał się i głos mu się załamał kiedy padł na kolana zapłakany.
- Justin... - szepnęłam.
- C-c-co ? - jąkał się przez płacz.
- Nie płacz, to nie twoja wina. Zasłużyłam na to - powiedziałam smutna.
Bieber skierował swoje czerwone i podpuchnięte oczy na mnie. Kilka łez spłynęło po jego policzku, ja lekko wahając się, w końcu otarłam jego łzy. Potarłam kciukiem jego policzek, ale zaraz wycofałam rękę.
- Nie mów tak - westchnął - i nie bój się mnie.
Tylko pomogłam mu wstać i położyć się do łóżka. Sama zrobiłam to co on położyłam się. Nie mogłam zasnąć, nagle na moim ramieniu poczułam rękę, przeszły mnie dreszcze. Poczułam ciężki oddech na skórze mojej szyi.
- Przepraszam... Nie musisz się mnie bać - szepnął cicho w moje ucho.
Przejechał swoimi palcami po moim ramieniu i odszedł. Co to ma znaczyć ?! Mam się przed nim znów otworzyć ?! Nie ! Nie zrobię tego, znów mnie skrzywdzi ! A tego już nie chcę ! A co jeśli on się zmieni ? A co jeśli chce dla mnie dobrze ?
Miesiąc później...
Teraz z Justin'em wszystko sobie wyjaśniłam, może trochę się dla niego otworzyłam, ale nie za bardzo. Było parę kłótni, dużo siniaków, ale jest i tak lepiej. Teraz Bieber panuję nad swoimi problemami z resztą ja też. Kilka dni po przyjeździe Justin'a przyjechał jakiś inny chłopak Jay. Poznałam także Care, okazało się, ze mieszka w tym szpitalu tyle samo ile ja. Nie spotkałyśmy się, bo mieszkała na samej górze. Jay, Cara i Justin są moimi przyjaciółmi. Tak jakby. Niestety muszę siedzieć jeszcze w tym pierdolonym psychiatryku dwa miesiące, ponieważ mój doktorek powiedział, że jeszcze nie do końca mogę funkcjonować w normalnym świecie. To czemu ja jeszcze kurwa żyję ?! Skoro nie umiałabym funkcjonować w normalnym świecie, to bym już dawno nie żyła... Nie ważne. Ktoś wszedł do mojego pokoju, wiem, że to nie Justin, bo on zajęcia z opanowania agresji kończy dopiero za 40 minut. Odwróciłam się i zobaczyłam prawdziwego skurwysyna, we własnej skórze...
- Hej, skarbie - uśmiechnął się szyderczo.
- Spierdalaj ! - rzuciłam w niego szklaną butelką i wybiegłam. 
Pobiegłam do Justin'a, rzuciłam się na niego, przytuliłam i wypłakałam.
- Hej, hej, Alicia. Co się stało ?
- O-on p-p-przyszedł do m-mnie - jąkałam się przez łzy. 
Justin wiedział o kogo mi chodzi , mówiłam mu o nim i o tym jak mnie zranił. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Two: O My God...

Odeszła do swojego łóżka, poczekałem, aż zasnęła. Wstałem podszedłem do jej łóżka. Pochyliłem się, cmoknąłem ją w policzek.
- Nie ma za co. Ja również dziękuję - szepnąłem jej do ucha.
Dziwne,  że przez kilka godzin zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Zwykle zajmuję mi to więcej czasu. Odszedłem od dziewczyny i położyłem się na swoje łóżko.
***
Rano obudził mnie dym, który był wypuszczony na moją twarz. Wkurwiłem się i napiąłem.
- Oszalałaś ? - powiedziałem groźnie.
- Przepraszam... ja... nie chciałam - szepnęła przestraszona. Wstała i odeszła pod ścianę, skuliła się na ziemi. Nie chciałem, żeby się tak przestraszyła. Podszedłem do niej, ale jeszcze bardziej się skuliła. Wiedziałem, że to że otworzyła się przede mną raz, nie znaczy że to załatwi jej problem. Walnąłem w ścianę i wyszedłem. Przekląłem siebie w duchu. Wyszedłem na dwór, do ogrodu. Poszedłem na ławkę, gdzie Alicia wczoraj ze mną rozmawiała. Usiadłem i zacząłem wyzywać siebie.  Kurwa ! Justin co ty zrobiłeś ?! Debil z ciebie ! Wo gule czemu ją tam zostawiłem ? Wiem do czego jest zdolna. Muszę do niej iść ! Szybko wstałem i pobiegłem do naszego pokoju. Wbiegłem, Alicia siedziała z dłonią zaciśniętą na nadgarstku. Wiedziałem ! Po co ja wo gule wychodziłem ?! Poszedłem po apteczkę, obandażowałem rękę dziewczyny.
- Przepraszam, przepraszam... - westchnąłem - nie chciałem, żebyś zrobiła sobie, przeze mnie krzywdę. Nie panuję nad złością, wybacz... - załamywał mi się głos bo wiedziałem, ze pocięła się przeze mnie.
- Wybaczam - powiedziała, a łza spłynęła po jej policzku.
- Nie płacz więcej cię nie zranię - powiedziałem, ocierając kciukiem łzy z jej policzka.
- Dobrze - wstała.
Nagle w głośnikach rozbrzmiał głos starej kobiety "Wszyscy mieszkańcy szpitalu proszeni są na obiad". Podniosłem się, Alicia wyszła, a ja za nią. Mam nadzieje, że nie zamknie się w sobie. No właśnie mam nadzieję. Tylko dlaczego musiałem być takim idiotą, żeby wkurwić się na nią za to, że chciała mi zrobić psikusa. Wo gule powinienem przebywać w osobnym pokoju, powinienem być osamotniony. Mogę ranić ludzi, nie przyjechałem tu po to by znowu zranić bliską mi osobę. Jestem po prostu dupkiem. Wyszedłem z pokoju, poszedłem na stołówkę, wziąłem obiad i przysiadłem się do Alicii.
- Czego chcesz ? - syknęła.
Moje obawy potwierdziły się. Znowu, tym razem przeze mnie zamknęła się w sobie.
- Po prostu się do ciebie przysiadłem - mruknąłem.
- Taa... - wstała, oddała swój talerz i ruszyła do wyjścia na dwór.
Zjadłem obiad i ruszyłem do Alicii. Dziewczyna siedziała na "naszej" ławce i paliła. Dziwne, że nikt nie zwracał na to uwagi. Podszedłem do niej, byłem wkurwiony. Uderzyłam ją z pięści w ramię, a po te złapałem to samo ramię tak mocno, że zgięła się i syknęła z bólu.
- Czego Bieber ? - mruknęła.
- Daj mi parę fajek - syknąłem tak jakby w moich słowach był jad.
- Masz, ale puść, bo cholernie boli - dała 4 papierosy, a ja ją puściłem.
Poszedłem do pokoju, zapaliłem i położyłem się. Zasnąłem, usłyszałem jak wołają na kolację, ale nie zszedłem. Zastanawiałem się gdzie poszła Alicia. Jebać to. Położyłem się spać, po około godzinie usłyszałem otwieranie i zamykanie drzwi. Zignorowałem Alicie i poszedłem się umyć. Wszedłem pod prysznic, umyłem się. Ubrałem świeżą bieliznę, usiadłem na łóżku i odpaliłem papierosa.
- Gdzie byłaś ? - mruknąłem.
- Nie twoja sprawa - syknęła.
- Ach tak ! - wkurwiłem się i nie mogłem się uspokoić.
Podszedłem do Alici i uderzyłem ją. Zaczęła płakać. Kurwa ! Bieber, debilu ! Co robisz, wiesz, że w przeszłości ją bili ! Podszedłem do niej, chciałem ją dotknąć, ale jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. To wszystko przeze mnie.
- Przepra--
- Nie ! Nie chcę tego słyszeć ! Jeb się na ryj ! - krzyknęła.
- Aha, dobra - znowu się wkurwiłem.
Stałem nad nią, kopnąłem ją w brzuch. Ubrałem się szybko, wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. Ja pierdole ! Kurwa ! Co ja robię ?! Muszę się uspokoić ! Usiadłem na trawię i spojrzałem na moje i Alicii okno. Zauważyłem, ze siedzi zapłakana, gdy tylko mnie zauważyła schowała się w pokoju. Co ja narobiłem w jednym momencie, gadaliśmy śmialiśmy się, a w drugim bije ją, a ona się mnie boi. Nie wiem, czy jeszcze mi zaufa.
*Alicia's POV*
Wiedziałam, wiedziałam. Kurwa ! Wiedziałam, że nie powinnam mu ufać ! Jaka ze mnie debilka ! Nigdy się do niego nie odezwę ! Zamknę się w sobie... Gdy podciągnęłam koszulkę zobaczyłam wilkiego sinika na brzuchu. Właściwi mój brzuch był cały fioletowy.
- O Mój Boże - wyszeptał.

niedziela, 4 sierpnia 2013

One: Go away !

Za miesiąc, równo za gówniany miesiąc mijają 4 lata jak siedzę w tym gównie. Nie mogę znieść tego szpitala. To dla mnie piekło, te dziwki pielęgniarki, tak mnie denerwują, że chętnie odrąbała bym im głowy. Są dla mnie wredne, ale ja jestem jeszcze wredniejsza, więc co się dziwię. Nie ważne. Siedziałam na parapecie z papierosem, wiem mam z tym skończyć, ale to mnie relaksuje. Zaciągnęłam się ostatni raz, wypuściłam dym przez otarte okno, a peta wrzuciłam do doniczki. Siedziałam przypatrując się niebu i rozmyślając. Nagle ktoś otworzył drzwi, nie odwróciłam się, wiedziałam, że to któraś z tych debilek.
- Alicia chodź na obiad - Eliza powiedziała surowo.
- Taa, już idę - syknęłam.
- Dobra - powiedziała i wyszła.
Tak właśnie wyglądały moje rozmowy tu. Suche, nijakie. Ubrałam moje białe, no już nie nijakie trampki. Zeszłam na dół, na stołówkę. Wzięłam swój obiad, coś tam z niego zjadłam, oddałam talerz poszłam na górę. Otworzyłam drzwi, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Mój pokój był podzielony dwa łóżka, kolejna komoda, wszystko podwójne. Co tu się kurwa dzieje ?! No ja z nimi dłużej nie wytrzymam. Co oni zrobili z moim pokojem ?! No nie. Nie, nie, nie, nie. Oni chcą, żeby miała współlokatora i do tego chłopaka. Ja pierdole ! Po co mi to ? Dobrze mi samej, jestem do tego przyzwyczajona. Usiadłam na parapecie, często tam siadałam. Zaczęłam wyzywać wszystko i wszystkich, nagle ktoś otworzył drzwi.
- Twój nowy współlokator przyjedzie dziś po kolacji - Liz głupio się uśmiechnęła.
- Spierdalaj ! - krzyknęłam i rzuciłam w nią deserem który wzięłam.
Mruknęła coś pod nosem w stylu "dziwka" i wyszła. Natychmiast zeszłam z parapetu, podeszłam do mojej komody i wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę. Odpaliłam szlugę i zaciągnęłam się. Od razu się rozluźniałam, ale i tak byłam zła. Nie mogłam dopuścić myśli, że będę miała współlokatora, do siebie. Minęło kilka godzin, nie zeszłam na kolację, zamiast tego z pod poduszki wyciągnęłam żyletkę. Usiadłam tyłem do drzwi, podciągnęłam rękaw, wzięłam żyletkę i przejechałam nią po nadgarstku kilka razy. Powoli zaczęła sączyć się krew nie przeszkadzało mi to. Ciemno czerwona, rzadka ciecz spływała mi po ręce na podłogę. Drzwi otworzyły się, wiedziałam, że to mój nowy współlokator. No i co że widzi mnie, po tym jak się pocięłam. Mam to w dupie, co on sobie pomyśli. Chłopak wszedł, torbę rzucił gdzieś w kąt. Usiadł na łóżku spojrzał na mnie i nic. Nie obchodzi go co ja robię. Jednak pomyliłam się.
- Co ty sobie kurwa zrobiłaś ? - spytał, wstał z łóżka i chciał dotknąć mojej ręki, lecz go odtrąciłam.
- Odejdź ! - krzyknęłam - Nie dotykaj mnie debilu !
- Jeszcze raz na mnie krzykniesz, a cie rozjebię ! Rozumiesz ?! - krzyknął mi w twarz.
- Nie boję się ciebie ! Przeżyłam gwałt i pobicie to małego uderzenia się nie boję ! - wykrzyczałam.
Wstałam odepchnęłam go i poszłam do łazienki. Opatrzyłam nadgarstek i wróciłam do pokoju. W ścianie było lekkie wgniecenie, to on to zrobił. Już co jest powodem jego pobytu tutaj, nie umiał panować nad gniewem. Podeszłam do komody i wyciągnęłam papierosa, otworzyłam okno, zapaliłam zaciągnęłam się i wypuściłam dym z płuc.
- Skąd je tu masz ? - szatyn wstał z łóżka i wskazał na papierosa.
- Nie twoja sprawa - syknęłam.
Zacisnął pięści, ale zaraz się rozluźnił.
- Daj jednego - mruknął.
- Taa - wróciłam do komody i wyciągnęłam jeszcze jednego papierosa, podałam mu i odpaliłam. Odeszłam od niego i usiadłam na parapecie. Siedziałam i myślałam. Chłopak przerwał ciszę swoim zachrypniętym i niskim głosem.
- Jestem Justin. A ty ? - podał mi rękę.
- Alicia - pokiwałam mu głową na znak, że nie chcę się odzywać i podawać mu ręki.
- Okey - powiedział i zgasił papierosa.
*Justin's POV*
Już wiem czemu ta Alicia tu siedzi. Po pierwsze: ma problem z cięciem, a po drugie: ma problem z paleniem. Ona też poznała mój, jeden z trzech problemów. Przyznam ładna jest i chciałbym ją bliżej poznać. Gdy zgasiłem papierosa, wstałem i pociągnąłem za sobą Alicię. Wyszliśmy na dwór, było pięknie.
-  Co ty robisz ?! Ja nie wychodzę nigdy na dwór ! Puść mnie ! - krzyczała.
- Chcę cię lepiej poznać, proszę... - szepnąłem.
Dziewczyna jeszcze trochę się szarpała, ale w końcu zgodziła się lepiej poznać. Gadaliśmy chyba 4 godziny, już wiem czemu nie jest przyjazna i miła jak inne. Wiem czemu nie chciała, żeby jej dotykał, wiem też czemu nie chciała, ze mną rozmawiać. Chyba ja i ona pierwszy raz się tak przed kimś. Wróciliśmy do pokoju, Alicia się położyła i ja też, odwróciliśmy się w swoje strony. Nagle poczułem dłoń Alici na ramieniu i usta na policzku, oczywiście udawałem, że śpię. Ucałowała mój policzek.
- Dziękuję... - szepnęła.

Muzyka