- Justin... Ja... J-ja nie wiem co powiedzieć - jąkałam się, łza spłynęła mi po policzku.
- Wszystko będzie w porządku... Poradzimy sobie... - przetarł łzę na moim policzku, na co się wzdrygnęłam, co Justin zauważył i od razu cofnął swoją rękę.
- Przepraszam... nie chciałem...
- Nie nic się nie stało, po prostu codziennie byłam g-gw-gwałcona przez ojca i po prostu muszę się przyzwyczaić do czyjegoś dotyku - posłałam Bieber'owi lekki uśmiech.
- Aha, dobrze. Ale jak się przyzwyczaisz skoro, nie mogę cię dotykać ? - podniósł zabawnie brew.
- No właśnie, postanowiłam że powiem ci c-całą prawdę o sobie, ale pod jednym warunkiem - oznajmiłam nieśmiało.
- Jakim warunkiem ?
- Ty powiesz mi całą prawdę o sobie, okey ?
- Noo - przedłużył - niech ci będzie - uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, ale zrobimy tak, jak będę gotowa.
- Okey. Do niczego cię nie zmuszam - lekko się uśmiechnął.
- Chodź przebierz się i połóż do łóżka, a ja przyniosę ci kolację - posłał pocieszający uśmiech i puścił mi oczko.
- Hah, oki - zaśmiałam się - Nie mam swoich rzeczy mogę ubrać jakieś twoje - spytałam cicho.
- Bez problemu, weź sobie coś - oznajmił i wyszedł zamykając drzwi.
Wstałam z podłogi, podeszłam do komody Justin'a. Wyjęłam z niej dużą szarą koszulkę, zdjęłam z siebie brudne ciuchy i założyłam koszulkę chłopaka. Chodziłam po pokoju, w końcu podeszłam do łóżka ukucnęłam, zajrzałam pod łóżko i wyjęłam spod mebla paczkę papierosów, oraz zapalniczkę. Wyjęłam jednego papierosa, odpaliłam i zaciągnęłam się. Chodziłam po pomieszczeni, aż w pewnym momencie przystałam i parzyłam tępo w przestrzeń.
- Alicia ?! - podszedł do mnie i szarpnął za ramię.
- Co ?! - odkrzyknęła, jednocześnie odwracając się twarzą w stronę szatyna.
- Czemu ty kurwa palisz ?! - wykrzyknął, złapał moją rękę w której trzymała papierosa.
Tak na prawdę miałam nadzieję, że wypalę szlugę za nim Justin przyjdzie do naszego, wspólnego pomieszczenia.
- J-ja, prz-przepraszam. N-nie zło-złość się - łza spłynęła po moim policzku.
- Kurwa no ! Mówiłaś, że nie będziesz palić ! A teraz to co ?!
- Czy ty nie rozumiesz, że to mnie rozluźnia ?! Ty nie byłeś gwałcony codziennie po kilka razy ! Mogłeś palić, pić, ćpać i robić inne rzeczy ! A j-jj-ja... - zalałam się łzami, osunęłam się po ścianie w dół.
Podciągnęłam kolana do klatki, zaczęłam coraz bardziej szlochać. Po pięciu minutach nie wytrzymałam, wstałam, podeszłam do łóżka i sięgnęłam pod kołdrę. Wyciągnęłam spod poduszki... żyletkę. Nie zwracałam uwagi na szatyna, który stał za mną i ruszyłam do łazienki. Podbiegłam do pomieszczenia, weszłam i zamknąłem drzwi. Osunęłam się w dół drewnianych drzwi, nie wiedziałam czy mam to zrobić. Czy się pociąć. Ten głos w mojej głowie, co dwa lata temu, powrócił. Zaczęłam toczyć z nim kłótnie w myślach.
"Z tak błahego powodu, będziesz się cięła ?"
" A co innego mam robić ?"
" Wyjdź, przytul go i daj się pocieszyć ! W końcu wszystko zaczyna się układać, a ty ? A ty to cały czas niszczysz swoim zachowaniem !"
" Bo ja... ja nie potrafię przyjąć, że komuś na mnie zależy !"
Płakałam tak bardzo, że Justin chyba to usłyszał bo dobijał się do drzwi. Coraz głośniej i głośniej, krzyczał w rozpaczy. Spojrzałam na żyletkę w prawej ręce, potem zwróciłam wzrok na swoje rany na lewym nadgarstku, zalałam się jeszcze bardziej łzami.
-Co ja mam zrobić... ? Co... ? - wymamrotałam patrząc ze łzami w oczach coraz to na rany na nadgarstku, a coraz to na żyletkę.
" Wyjdź, przytulcie się i pozwól dojść myśli o tym, że komuś na tobie zależy, do siebie !"
Krzyknął głos w mojej głowię. Jeśli wyjdę, to co ja mu powiem. Jeśli tu zostanę to zrobię najgorszą rzecz jaką mogę zrobić. Potnę się. Zastanawiałam się i to jakoś długi czas.
*Justin's POV*
Wołałem ją i wołałem, nie wiedziałem czego się spodziewać. Chciałem wyłamać drzwi, lecz w jednej chwili usłyszałem, od kluczanie drzwi. Kilka sekund po tym w otwartych drzwi stała Alicia cała zapłakana. Podszedłem bliżej, przejechałem kciukiem po jej mokrym policzku. Dziewczyna ani drgnęła, jakby spodziewała się, że ją dotknę. Jak już zabrałem rękę, szatynka podeszła bliżej i rzuciła mi się na szyję.
- Też mi na tobie zależy - szepnęła do mojego ucha.
Miesiąc później...
*Regular's POV*
Minął równy miesiąc odkąd Alicia wróciła do szpitala. Dziewczynie wraz z Justin'em układa się dobrze, Alicia skończyła z paleniem, piciem, umie bardziej okazywać uczucia i jest o wiele milsza. Chłopak też przestał pić, bardziej panuje nad agresją, nie ćpa, nie piję i również bardziej nauczył się wyrażać uczucia. Około godziny 12, Alicia i Justin wyszli na spacer po szpitalnym ogrodzie, śmiali się, omawiali jak za tydzień stąd wyjdą i ułożą sobie na nowo życie.
- Chcesz coś do picia ? Ja idę dla siebie po kawę - szatyn lekko się uśmiechnął.
- Tak możesz wsiąść dla mnie kawę - cmoknęła chłopaka lekko w policzek po czym ten odszedł.
Dziewczyna spacerowała po ogrodzie, patrząc w niebo i marząc o normalnym życiu. Rozglądała się na boki ogrodu, mimo tego że w środku psychiatryka było ponuro i przeokropnie, to na zewnątrz było przepięknie i miło. Po lewej stronie ścieżki, były romantyczne czerwone róże i fioletowe bratki. Za to po prawej stronie były białe stokrotki. W pewnym momencie, gdy dziewczyna rozglądała się po ogrodzie zobaczyła małą dziewczynkę, więc postanowiła do niej podejść.
- Hej. Jak masz na imię ? - spytała grzecznie Alicia.
- Cześć. Mam na imię Isabella, po mamusi - powiedziała słodko się uśmiechając.
- Piękne imię, ja mam na imię Alicia - brązowooka posłała jej oczko.
- Tak jak Alicia w krainie czarów, hihi - zachichotała Isabella.
- Dokładnie - dziewczyna zaśmiała się.
Dziewczynka zlustrowała Alicię od góry do dołu i zatrzymała się na ranach na nadgarstkach dziewczyny.
- Jesteś aniołem - szepnęła dziewczynka.
- Co ? - spytała zdziwiona nastolatka.
- Mama mówiła, że Ci którzy maja skaleczone nadgarstki to anioły - oznajmiła Bella.
- Nie jestem aniołem - zaprzeczyła Alicia.
- Ależ jesteś, mama mówił, że tylko anioły się okaleczają, bo nie lubią żyć na ziemi. Ten świat ich niszczy więc, próbują znów wrócić do nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i ten własny - mała dziewczynka spojrzała na szatynkę swoimi wielkimi ciemno- brązowymi oczami, które były lekko zaszklone.
- Wiesz twoja mam jest bardzo mądra - rzekła wzruszona Alicia.
- Dziękuję, też jest aniołem, ale wróciła już do domu - mała Isabella zeskoczyła z ławeczki i odeszła. Odwróciła się, miała swoją twarzyczkę w łzach, pomachała Alicii, złapała jakiegoś blondyna za rękę i wyszła z terenu szpitala...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz