wtorek, 6 sierpnia 2013

Two: O My God...

Odeszła do swojego łóżka, poczekałem, aż zasnęła. Wstałem podszedłem do jej łóżka. Pochyliłem się, cmoknąłem ją w policzek.
- Nie ma za co. Ja również dziękuję - szepnąłem jej do ucha.
Dziwne,  że przez kilka godzin zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Zwykle zajmuję mi to więcej czasu. Odszedłem od dziewczyny i położyłem się na swoje łóżko.
***
Rano obudził mnie dym, który był wypuszczony na moją twarz. Wkurwiłem się i napiąłem.
- Oszalałaś ? - powiedziałem groźnie.
- Przepraszam... ja... nie chciałam - szepnęła przestraszona. Wstała i odeszła pod ścianę, skuliła się na ziemi. Nie chciałem, żeby się tak przestraszyła. Podszedłem do niej, ale jeszcze bardziej się skuliła. Wiedziałem, że to że otworzyła się przede mną raz, nie znaczy że to załatwi jej problem. Walnąłem w ścianę i wyszedłem. Przekląłem siebie w duchu. Wyszedłem na dwór, do ogrodu. Poszedłem na ławkę, gdzie Alicia wczoraj ze mną rozmawiała. Usiadłem i zacząłem wyzywać siebie.  Kurwa ! Justin co ty zrobiłeś ?! Debil z ciebie ! Wo gule czemu ją tam zostawiłem ? Wiem do czego jest zdolna. Muszę do niej iść ! Szybko wstałem i pobiegłem do naszego pokoju. Wbiegłem, Alicia siedziała z dłonią zaciśniętą na nadgarstku. Wiedziałem ! Po co ja wo gule wychodziłem ?! Poszedłem po apteczkę, obandażowałem rękę dziewczyny.
- Przepraszam, przepraszam... - westchnąłem - nie chciałem, żebyś zrobiła sobie, przeze mnie krzywdę. Nie panuję nad złością, wybacz... - załamywał mi się głos bo wiedziałem, ze pocięła się przeze mnie.
- Wybaczam - powiedziała, a łza spłynęła po jej policzku.
- Nie płacz więcej cię nie zranię - powiedziałem, ocierając kciukiem łzy z jej policzka.
- Dobrze - wstała.
Nagle w głośnikach rozbrzmiał głos starej kobiety "Wszyscy mieszkańcy szpitalu proszeni są na obiad". Podniosłem się, Alicia wyszła, a ja za nią. Mam nadzieje, że nie zamknie się w sobie. No właśnie mam nadzieję. Tylko dlaczego musiałem być takim idiotą, żeby wkurwić się na nią za to, że chciała mi zrobić psikusa. Wo gule powinienem przebywać w osobnym pokoju, powinienem być osamotniony. Mogę ranić ludzi, nie przyjechałem tu po to by znowu zranić bliską mi osobę. Jestem po prostu dupkiem. Wyszedłem z pokoju, poszedłem na stołówkę, wziąłem obiad i przysiadłem się do Alicii.
- Czego chcesz ? - syknęła.
Moje obawy potwierdziły się. Znowu, tym razem przeze mnie zamknęła się w sobie.
- Po prostu się do ciebie przysiadłem - mruknąłem.
- Taa... - wstała, oddała swój talerz i ruszyła do wyjścia na dwór.
Zjadłem obiad i ruszyłem do Alicii. Dziewczyna siedziała na "naszej" ławce i paliła. Dziwne, że nikt nie zwracał na to uwagi. Podszedłem do niej, byłem wkurwiony. Uderzyłam ją z pięści w ramię, a po te złapałem to samo ramię tak mocno, że zgięła się i syknęła z bólu.
- Czego Bieber ? - mruknęła.
- Daj mi parę fajek - syknąłem tak jakby w moich słowach był jad.
- Masz, ale puść, bo cholernie boli - dała 4 papierosy, a ja ją puściłem.
Poszedłem do pokoju, zapaliłem i położyłem się. Zasnąłem, usłyszałem jak wołają na kolację, ale nie zszedłem. Zastanawiałem się gdzie poszła Alicia. Jebać to. Położyłem się spać, po około godzinie usłyszałem otwieranie i zamykanie drzwi. Zignorowałem Alicie i poszedłem się umyć. Wszedłem pod prysznic, umyłem się. Ubrałem świeżą bieliznę, usiadłem na łóżku i odpaliłem papierosa.
- Gdzie byłaś ? - mruknąłem.
- Nie twoja sprawa - syknęła.
- Ach tak ! - wkurwiłem się i nie mogłem się uspokoić.
Podszedłem do Alici i uderzyłem ją. Zaczęła płakać. Kurwa ! Bieber, debilu ! Co robisz, wiesz, że w przeszłości ją bili ! Podszedłem do niej, chciałem ją dotknąć, ale jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. To wszystko przeze mnie.
- Przepra--
- Nie ! Nie chcę tego słyszeć ! Jeb się na ryj ! - krzyknęła.
- Aha, dobra - znowu się wkurwiłem.
Stałem nad nią, kopnąłem ją w brzuch. Ubrałem się szybko, wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. Ja pierdole ! Kurwa ! Co ja robię ?! Muszę się uspokoić ! Usiadłem na trawię i spojrzałem na moje i Alicii okno. Zauważyłem, ze siedzi zapłakana, gdy tylko mnie zauważyła schowała się w pokoju. Co ja narobiłem w jednym momencie, gadaliśmy śmialiśmy się, a w drugim bije ją, a ona się mnie boi. Nie wiem, czy jeszcze mi zaufa.
*Alicia's POV*
Wiedziałam, wiedziałam. Kurwa ! Wiedziałam, że nie powinnam mu ufać ! Jaka ze mnie debilka ! Nigdy się do niego nie odezwę ! Zamknę się w sobie... Gdy podciągnęłam koszulkę zobaczyłam wilkiego sinika na brzuchu. Właściwi mój brzuch był cały fioletowy.
- O Mój Boże - wyszeptał.

Muzyka