- Alicia, Alicia ! Otwórz te drzwi ! - krzyczał Bieber.
- Już ! Chwila ! Ale odsuń się od drzwi ! - odkrzyknęłam sucho.
- Al--
- Po prostu się odsuń ! - krzyknęłam.
Otworzyłam drzwi, zakryłam lekko rękę posiniaczone ramię i ruszyłam w stronę łózka. Koło łóżka rzuciłam ubrania, narzuciłam na siebie tylko bluzę, podeszłam do komody, wyciągnęłam papierosa i odpaliłam. Usiadłam na parapecie, patrząc tępo w przestrzeń. Po pięciu minutach skończyłam palić papierosa, nadal tępo patrzyłam gdzieś w odległy punkt. Poczułam chłód który, ogarnął moje ciało gdy Justin ściągnął ze mnie sweter.
- C-czy to p-przeze m-mnie ? - jąkał się gdy wskazał na moje ramię.
- Mhm... - kiwnęłam twierdząco głową i skuliłam się.
- Pokaż swój brzuch - rozkazał ostro.
Zrobiłam tak jak kazał nie chciałam, żeby znów mnie uderzył. Podniosłam koszulę do góry, odkrywając ranę na brzuchu i siniaki.
- Ja pierdole ! To kurwa przeze mnie ! T-to p-przeze m-mnie... - jąkał się i głos mu się załamał kiedy padł na kolana zapłakany.
- Justin... - szepnęłam.
- C-c-co ? - jąkał się przez płacz.
- Nie płacz, to nie twoja wina. Zasłużyłam na to - powiedziałam smutna.
Bieber skierował swoje czerwone i podpuchnięte oczy na mnie. Kilka łez spłynęło po jego policzku, ja lekko wahając się, w końcu otarłam jego łzy. Potarłam kciukiem jego policzek, ale zaraz wycofałam rękę.
- Nie mów tak - westchnął - i nie bój się mnie.
Tylko pomogłam mu wstać i położyć się do łóżka. Sama zrobiłam to co on położyłam się. Nie mogłam zasnąć, nagle na moim ramieniu poczułam rękę, przeszły mnie dreszcze. Poczułam ciężki oddech na skórze mojej szyi.
- Przepraszam... Nie musisz się mnie bać - szepnął cicho w moje ucho.
Przejechał swoimi palcami po moim ramieniu i odszedł. Co to ma znaczyć ?! Mam się przed nim znów otworzyć ?! Nie ! Nie zrobię tego, znów mnie skrzywdzi ! A tego już nie chcę ! A co jeśli on się zmieni ? A co jeśli chce dla mnie dobrze ?
Miesiąc później...
Teraz z Justin'em wszystko sobie wyjaśniłam, może trochę się dla niego otworzyłam, ale nie za bardzo. Było parę kłótni, dużo siniaków, ale jest i tak lepiej. Teraz Bieber panuję nad swoimi problemami z resztą ja też. Kilka dni po przyjeździe Justin'a przyjechał jakiś inny chłopak Jay. Poznałam także Care, okazało się, ze mieszka w tym szpitalu tyle samo ile ja. Nie spotkałyśmy się, bo mieszkała na samej górze. Jay, Cara i Justin są moimi przyjaciółmi. Tak jakby. Niestety muszę siedzieć jeszcze w tym pierdolonym psychiatryku dwa miesiące, ponieważ mój doktorek powiedział, że jeszcze nie do końca mogę funkcjonować w normalnym świecie. To czemu ja jeszcze kurwa żyję ?! Skoro nie umiałabym funkcjonować w normalnym świecie, to bym już dawno nie żyła... Nie ważne. Ktoś wszedł do mojego pokoju, wiem, że to nie Justin, bo on zajęcia z opanowania agresji kończy dopiero za 40 minut. Odwróciłam się i zobaczyłam prawdziwego skurwysyna, we własnej skórze...
- Hej, skarbie - uśmiechnął się szyderczo.
- Spierdalaj ! - rzuciłam w niego szklaną butelką i wybiegłam.
Pobiegłam do Justin'a, rzuciłam się na niego, przytuliłam i wypłakałam.
- Hej, hej, Alicia. Co się stało ?
- O-on p-p-przyszedł do m-mnie - jąkałam się przez łzy.
Justin wiedział o kogo mi chodzi , mówiłam mu o nim i o tym jak mnie zranił.