*Regular's POV*
Gdy Alicia się odwróciła spostrzegła Ryan'a. Nie wiedziała co powiedzieć, lekko uchyliła usta, a chłopak się zaśmiał. Dwoma palcami podniósł jej pod bródek tak, by spojrzała na niego. Dziewczyna nie opierała się.- Czemu tak uważasz ? - spytała cicho.
- Bo tak jest - uśmiechnął się - Myślisz, że cię nie szukałem ? Myślisz, że o tobie nie myślałem ? Cały czas mam twoje zdjęcie przy łóżku - Ryan spuścił wzrok i śmiejąc się kręcił głową na boki.
- Jak to ? - z nie dowierzaniem na słowa przyjaciela otworzyła szeroko oczy.
- Tak to. Alicia na prawdę nie widzisz ? Zakochałem się w tobie odkąd zostaliśmy przyjaciółmi, ale ty później zaczęłaś spotykać się z Jake'iem i nie potrafiłem tego znieść, więc się wyprowadziłem - oznajmił, lekko zawstydzony.
- Ryan ja--
- Tak wiem nie czujesz tego co ja - przerwał Alicii.
- To nie tak jak myślisz. Też byłam w tobie zakochana. Najpierw moim uczuciem była iskra, która występowała przy każdym dotyku dłoni, potem nastąpił mały płomyk, który rozradzał się z każdym przytuleniem lub pięknym komplementem, następnie wybuchło wielkie ognisko, które przy każdym dotyku, przytuleni, czy miłym słowie się powiększał, lecz z czasem ognisko zamieniało się w mały płomyk, później się wyprowadziłeś. Została tylko iskra, później wo gule się nie odzywałeś i został tylko sam popiół. Przepraszam...
- Nie masz za co przepraszać - westchnął - rozumiem.
- Na prawdę przepraszam - dziewczyna wybiegła z tarasu wpadając na Justin'a.
Chłopak poszedł do Ryan'a, który siedział na ziemi, ukucnął przy nim i położył rękę na jego ramieniu.
- Co się tutaj stało jak mnie nie było ? - spytał zmieszany.
- Wyznałem jej miłość - wymamrotał.
W tym momencie Justin poczuł mocne ukucie w sercu, lecz nie zawadzał tym sobie myśli.
- To chyba dobrze co nie ?
- Tylko, że ona....ona mnie odtrąciła - Ryan oczy w tym momencie miał jak szklanki i powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć płaczem.
- Ja pierdole, to przerąbane - Jus wymamrotał do siebie.
- Idę już. Wpadnę kiedy indziej - oznajmił.
- Spoko.
Justin wyszedł z tarasu i ruszył korytarzem do mahoniowych drzwi za którymi chował się pokój Alicii. Uchylił drzwi i zobaczył dziewczynę stojącą na parapecie, podszedł do niej i położył rękę na jej biodrze. Westchnął, drugą rękę położył na jej prawym boku.
- Jestem dzisiaj odważna - oznajmiła stanowczo.
- I co z tym zrobisz ? - spytał zaciekawiony brunet.
- Zabiję się - dziewczyna chciała wyskoczyć, lecz poczuła parę rąk na biodrach.
- Nie rób tego - szepnął do jej ucha.
Alicia nie wytrzymała to wszytko ją złamało, to wyznanie, Jake, powrót do normalnego życia. Nie mogła, nie wytrzymała, rozpłakała się, wtuliła się w silne ramiona chłopaka i moczyła mu koszulkę łzami. Justin wraz z dziewczyną podeszli do łóżka i usiedli na nim, opierając się na wezgłowiu. Podniósł podbródek dziewczyny spoglądając w jej zapłakane, ciemno czekoladowe oczy. Lekko się uśmiechnął, a dziewczyna zawstydzona opuściła głowę w dół.
Przytul go ! Na co czekasz ?!Tajemniczy głos w jej głowie nie dawał spokoju szatynce.
Nie potrafię...Spoliczkowała się w myślach, ponieważ po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz - Justin przetarł łzę.
- Nie wytrzymuję - wymamrotała, a kolejna łza zleciała w dół policzka, spadając na jedwabną pościel.
- Czego nie wytrzymujesz ? - spytał zmieszany Bieber.
- Życia... Ono mnie przytłacza - wszeptała, po czym padła na poduszkę i zasnęła zmęczona.
Następny dzień...
Alicia po raz kolejny w spokoju nie mogła zmrużyć oka, przez jej głowę przechodziły obrazy z ostatnie dnia. Nie mogła powstrzymać płaczu, Justin wszystko to słyszał, lecz pomyślał, że lepiej będzie jak on to wszystko z siebie wyrzuci, a on nie będzie jej w tym przeszkadzał. Alicia cały czas leżała na boku gdy w radio usłyszała piękną piosenkę, zamknęła oczy i wsłuchiwała się w jej słowa oraz melodię.
" Pamiętam lata temu,
ktoś powiedział mi, że powinienem być,
ostrożny jeśli chodzi o miłość.
Zrobiłem tak.
Byłaś silny, ja nie byłam,
Moje złudzenie, mój błąd
Byłem nie ostrożna, zapomniałem
Tak było
A teraz gdy wszystko jest skończone,
Nie ma nic do powiedzenia
Odeszłaś tak bez wysiłku,
Wygrałaś
Możesz śmiało im powiedzieć
Powiedz im wszystko, co teraz wiem
Wykrzycz to z dachów
Napisz to na niebie
Wszystko co mieliśmy teraz odeszło
Powiedz im że byłem szczęśliwy
A moje serce jest złamane
Wszystkie moje blizny są otwarte
Powiedz im że wszystko w co wierzyłem było
Niemożliwe, niemożliwe,
Niemożliwe, niemożliwe "Nie wiem co mam robić na tym świecie, co mam ze sobą zrobić. Każdemu niszczę życie na przykład Justin'owi czy Ryan'owi. No sam powiedz po co ja się tu nadaję. Takie właśnie myśli krążyły po głowie Alicii.
W tym samym czasie w pokoju Justin'a...
Chłopak przewracał się z jednego boku na drugi próbując zasnąć lecz mu się nie udawało. Wyszedł z łóżka, usiadł na parapecie, odpalił papierosa, rozkoszował się miętowym dymem papierosa i włączył radio. Zapadła dobra piosenka na opisanie jego nastroju.
"To dawno już minęło, i spadam w dół, ale kocham jak to
smakuje
Rozglądam się z pragnienia, miłość ucieka.
Powstrzymaj się, spadamy, pokażę ci jak to się złamie.
Jeśli mogę to dać, mogę to wziąć, na wszystkie sposoby,
kochanie.
(...) Jesteś nikim dopóki ktoś cię nie pokocha.
To ciężkie czasy, gdy nikt cię nie chcę.
Wypełnij mój kubek, nigdy nie przestawaj przychodzić.
Zdobądź szczyt, sprawię, żeby to było trudne."Justin wiedział, że trudno pogodzić się z życiem, jego kuzynka z Włoch zawsze powtarzała mu "Avere speranza per un giorno migliore"*.
- Gdyby tylko nadzieja żyła - wymamrotał sam do siebie.
- A czemu ta nadzieja nie żyje ? - brunet odwrócił się i spostrzegł o dziwo... uśmiechniętą twarz Alicii.
- Bo nadzieja jest matką głupich - oznajmił.
- Cicho siedź ! Ubieraj się chcę cie zabrać w moje miejsce, które tylko ja znam. Jest magiczne - zaśmiała się.
- Dobra - oznajmił i rozpromienił się.
***
*Justin's POV*
Gdzie ona chcę mnie zabrać ? Zakryła mi oczy, prowadzi mnie. Mam się bać ? I Czemu jest taka szczęśliwa ? Coś jest nie tak. Ta dziewczyna jest bipolarna, no ale co się dziwić w końcu mieszka ze mną, przeze mnie uzyskała tą cechę. Wracając... gdy dotarliśmy na miejsce, Alicia kazała mi usiąść, zrobiłem jak kazała, następnie dziewczyna zdjęła mi bandamkę z oczu i zobaczyłem przepiękny widok.
- Podoba ci się ? - zapytała ciekawa.
- Tak - oznajmiłem szczęśliwy.
- Ta dziewczyna, co była przedwczoraj, to była twoja dziewczyna prawda ?
- Zerwałem z nią, zdradziła mnie - westchnąłem.
- Poczekaj - szatynka gdzieś zniknęła.
Rozsiadłem się wygodnie na trawie, czekając na Alicię. Po 10 minutach czekania, dziewczyna przyszła z... koszykiem i kocem.
- Co chcesz zrobić ? - spytałem zmieszany.
- Poprawić ci humor - westchnęła rozkładając koc - I chcę się zmienić...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Avere speranza per un giorno migliore"* - tłum. "Miej nadzieję na lepsze dni."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Avere speranza per un giorno migliore"* - tłum. "Miej nadzieję na lepsze dni."