*Regular's POV*
Dziewczyna leżała nieruchoma, ani jednego oddechu, ani jednego uderzenia serca. Wyglądała jakby umarła. Fizycznie... Tak. Psychicznie... Nie. Wy widzicie ją trupem, a ona tak na prawdę żyje... W swojej podświadomości walczy o życie. Z jednej strony chce żyć, a z drugiej, nie chcę istnieć. Walka o istnienie nie jest prosta, twój mózg powoli gaśnie, zamyka się, nie reaguje na twoje rozkazy. Musisz zwyciężyć, otworzyć go, rozświetlić, musisz sprawić by włączył się i uruchomił twoje ciało, twoje serce. Masz przekonanie iż nigdy się nie obudzisz, że nigdy nie poczujesz powietrza na swojej skórze, że nigdy nie zobaczysz bliskiej ci osoby i to nie pomaga ci, ale zabija. Dziewczyna leżała trupem. Nagle do sali wszedł chłopak, usiadł na krześle, nie odezwał się, tylko cicho łkał. Niespodziewanie spod zamkniętego oka dziewczyny, powolnie po policzku spłynęła łza. Chłopak podniósł głowę i spojrzał na bladą dziewczynę, lecz ta ani drgnęła, więc opuścił znów głowę. Nie mógł znieść myśli, że jej nie będzie już tutaj, na tym świecie, razem z nim. Opadał z sił, stracił nadzieję. Nagle w głowie zawitały mu słowa Alicii sprzed kilku miesięcy "Nadzieja matką głupich" chłopak zaśmiał się ponuro i opuścił głowę.
- Właśnie moja nadzieja umarła - wymamrotał.
Dziewczyna ani drgnęła, nic nie odpowiedziała.
W końcu jest trupem...Przez głowę Justin'a przeleciała ta myśl, lecz on nie wiedział, że w tej chwili, ona walczy o życie.
*Alicia's POV*
- Haha jesteś taka słaba - głos rozniósł się echem po mroku.
- Kim jesteś ? - spytałam.
- A kto pomagał ci się ciąć ? - zaśmiał się.
- To ty... Ty jesteś tym głosem - odparłam cicho.
Nie mogłam ruszyć ani ręką, ani nogą, nawet głową, coś pomagało mi się unosić. Nie wiem co to było, ale dzięki temu było mi lepiej.
- Nie zastanawiasz się gdzie jesteś ? - spytał głos.
- Gdzie ?
- Jesteś w piekle... Tu jest twoje miejsce - wyszeptał groźnie.
Przez moje ciało przeszłe dreszcze, nie przyjemne, ale dreszcze strachu.
- Daj mi tam wrócić - wymamrotałam delikatnie.
- Nie zasługujesz na to ! - krzyknął, po czym mrok się rozjaśnił.
Teraz wokół mnie był ogień, w kątach widziałam diabły, całe we krwi.
- Czemu nie zasługuje ? - wydukałam przestraszona.
- Już nie jednemu spierdoliłaś życie - odparł szeptem.
- Daj mi żyć - wykrztusiłam.
- Niee... - jego głos rozpłynął się echem, a przed moimi oczami ponownie pojawił się mrok.
*Regular's POV*
Chłopak cały czas siedział obok niej, wpatrywał się w nią i był załamany. Pierwszy raz w życiu. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nagle do sali ktoś wszedł, dwójka ludzi. Brunet odwrócił się i spostrzegł dwójkę znajomych ze szpitala. Jay'a i Cara'ę.
- Co wy tu robicie ? - Justin wymamrotał cicho.
- Zauważyliśmy cię i pomy--
Cara'a przerwała, gdy jej wzrok spoczął na śnieżno-białej skórze dziewczyny, leżącej na łóżku. Cara uroniła najpierw jedną łzę, potem drugą i kolejną, aż pojedyncze łzy zamieniły się w płacz i lament. Jay szybko skojarzył się o co jej chodzi i jemu po chwili oczy się zaszkliły. Dwójka przyjaciół nie mogła pogodzić się z wiadomością, że ich przyjaciółka leży nieruchoma na łóżku.
- Czy, czy ona nie ż--
- Tak - Justin przerwał, nie pozwalając Cara'ze na dokończenie.
Bał się tego usłyszeć. Lecz gdyby tylko wiedzieli, że Alicia jednak żyje, że ona walczy o życie. Gdyby tylko znali prawdę.
*Justin's POV*
Cara nie mogła pogodzić się z faktem, że Ali nie ma tu, tutaj z nami, na ziemi, wśród żywych. Tak się niestety kończy, gdy poznam kogoś, kto jest dla mnie miły, dobry, gdy mi pomaga. Potem ta osoba umiera, zawsze tak jest. Nie chciałem by odeszła.
Kiedykolwiek nie jesteś w mojej obecnościCzemu tak trudno mi od niej odejść ? Czemu tak trudno mi się odwrócić i stąd wyjść ? Co mnie tu trzyma ? Ach no tak... Ona mnie tu trzyma. To nie tak, że jej nie lubię, tylko... Uhg... Tylko nie jestem przyzwyczajony do tego, że kogoś lubię, zawsze miałem tylko jakieś dziwki, nikt więcej. Rodzina się ode mnie odwróciła. Nie chcieli mnie znać. Może nie wyglądam, ale dupkiem nie jestem. Mam uczucia, które czasami ukazuje... No właśnie czasami. Nagle za oknem zaczął padać deszcz, ciało Alicii zaczęło tracić ciepło. Nie to się nie dzieje, to pewne ona umarła. Czemu mnie to spotyka ? Nie mogłem powstrzymać łez, wstałem, odwróciłem się i wyszedłem.
Czuję, jakbym tracił moje szczęście
Więc śpię w świetle dziennym i czuwam całą noc
Dopóki znów nie wrócisz
*Regular's POV*
Dziewczyna leżała nieruchomo, jej ciało stopniowo stawało się zimniejsze i zimniejsze. To nie jest znak śmierci...
- Daj mi żyć... Proszę... - Alicia cicho wyłkała.
- Nie wiem, czy mogę - odparł.
- Proszę... - coraz bardziej łkała.
- Idź ! Żyj ! Daję ci szansę ! Ale pamiętaj, następnym razem będę nie do złamania ! - diabeł wskazał ręką na światło.
Wyszła...Dziewczyna lekko poruszyła ręką, chciała sprawdzić czy Justin przy niej jest. Nie było go.
Chłopak w tym samym czasie był przed szpitalem, klęczał w deszczu. Nie chciał niczego, oprócz tego by Bóg przywrócił do życia Alicia'ę.
Dziewczyna zerwała się z łóżka, nie zważając na ból, wybiegła z sali. Biegła, słabła z każdym krokiem, aż w końcu opadła.
Chłopak wstał, deszcz przestał padać. On wszedł do budynku. Gdy dotarł na piętro, spostrzegł dziewczynę leżącą na korytarzu, więc szybko do niej pobiegł. Gdy znalazł się przy niej, uronił łzę, a ona lekko przesunęła ręką po jego dłoni.
- Chciałam dla ciebie wrócić... Nie potrafiłam - wyszeptała, mocno zachrypniętym i łamiącym głosem, prawie bezdźwięcznie.
Zamknęła swoje oczy...