poniedziałek, 14 października 2013

Ten: Play for life...

  Przed moim oczami zniknął cały obraz, cała jasność, ukazała się ciemność. Ta najgorsza ze wszystkich, ta tajemnicza, groźna, niebezpieczna, ta przy której masz pewność, że umrzesz. Masz takie wrażenie, iż ta ciemność cie pochłania,  że nie daje ci żyć. Tak miałam ja, po prostu się bałam, nie byłam w stanie otworzyć oczu, ani poruszyć ręką, nawet zamrugać, a co najważniejsze nie mogłam utrzymać się przy życiu. Mój mózg nie reagował na to, że chciałam poruszyć ręką, zamrugać, wydusić z siebie choćby jak najbardziej, durne, czy niezrozumiałe słowo. Po prostu byłam jak w śpiączce.
*Justin's POV*
- Co się dzieje ?! - krzyknąłem w stronę lekarza.
- Proszę wyprowadzić pana - doktor mnie zignorował i zwrócił się do pielęgniarki.
- Pójdzie pan ze mną - oznajmiła niska kobieta.
- Jak mi pani powie co się z nią dzieje ! - wybuchnąłem w jej stronę.
- Skoro, aż tak bardzo chcesz wiedzieć... Proszę... ! Pani Alicia powoli umiera - kobieta podniosła głos.
Te słowa wryły mnie w ziemie...
  Nic nie odpowiedziałem, tylko padłem na krzesło . Głowę oparłem o ścianę za mną po czym twarz zasłoniłem dłońmi.
Nie chcę by ktokolwiek mnie widział. 
  Myśl ta przeleciała mi migiem przez głowę. To prawda nie chcę by ktoś mnie widział, nie chcę by ktoś się do mnie ozywał, nie chcę ja nikogo widzieć i z nikim rozmawiać. Przez to, że Alicia jest tu w tym cholernym szpitalu, a do tego przeze mnie, po prostu czuję się jakbym stracił kawałek serca. A to wszystko, że chodzę cały czas wkurwiony, gdyby nie to, że Ryan wtedy do mnie przyszedł, nie doszło by do tego, że Alicia teraz by tu leżała.
~FLASHBACK~
- Że co kurwa ?! - wydarłem się rozzłoszczony.
- No tak ! Chcę być z Alicią ! - warknął.
  Nie wiedzieć czemu wzbudziło to we mnie zazdrość, złość, po prostu wszystkie najgorsze uczucia.
- No chyba cie coś pojebało. Nie rozumiałeś, że ona nie chcę z tobą być, po tym jak cię odrzuciła ! - oznajmiłem wściekły.
- O kurwa ! Specjalista się znalazł ! A może ty chcesz z nią być ?! - jaki on jest nie znośny.
- Popierdoliło cię ! Chcę dla niej dobrze ! Już dużo przeszła, nie chcę żeby zapadła w depresję - krzyknąłem wkurwiony.
- Taa. Yhy... - wymamrotał i wyszedł.
  Po tym zdarzeniu powędrowałem na górę, wparowałem do pokoju Alicii, podszedł do niej i pękłem, nie wytrzymałem. Obiecałem, że tego nie zrobię, a teraz co... Uderzyłem ją...
~END OF FLASHBACK~
  Zawsze muszę coś spierdolić, zawsze muszę komuś zjebać życie. Nie mogę z nią mieszkać to zniszczy ją jeszcze bardziej, kiedyś może nawet... po pełni samobójstwo, przeze mnie. Przełknąłem wielką gulę śliny, która zebrała się w moim gardle. Jak ja mam żyć, ze świadomością, że pierdole jej życie ?!Gdy lekarz wyszedł z sali natychmiastowo wstałem, za nim wyszły pielęgniarki. Jedna z nich podeszła do mnie i złapała moje ramię, patrząc z żalem w oczach, już wiedziałem co ona chce powiedzieć.
- Nie, to nie może być prawda ! Ona żyje, ona nie umarła ! - wykrzyczałem, padając na kolana.
- Niestety - wyszeptała i pomogła mi się podnieść - Może pan teraz iść się z nią pożegnać - oznajmiła smutna.
- Dobrze - rzuciłem sucho.
  W tym momencie moje serce tak jakby zostało zbite na milion kawałków, już nic nie czułem, żadnych emocji. Zostałem wrakiem człowieka. Osoba, która pomagała mi w rzuceniu całego świństwa nie żyje. Przeze mnie... Co ja teraz pocznę ? Sam na tym pierdolonym świecie. Wstałem, uchyliłem drzwi i wzrokiem napotkałem śnieżno-białe ciało Alicii.
Nóż wbił się w moje serce...
  Wszedłem do sali, usiadłem na krzesełku i chwyciłem lodowatą dłoń dziewczyny. Nie wiedziałem co powiedzieć co zrobić. Siedziałem tam bezczynnie, wyciszony,  spokojny jak ocean przed burzą.
*Regular's POV*
- Hej, mała - zaśmiał się ponuro - Ciebie, nie ma na tym świecie od kilku minut, a ja już cholernie tęsknię - powiedział głosem wypełnionym żalem.
  Cisza wbiła igłę w jego serce.
- Wiesz nie sądziłem, że nasze sprawy, potoczą się w taki popierdolony sposób - oznajmił cicho.
  Kolejna igła ląduje w jego sercu.
- Teraz, chciałbym być tam gdzie ty - jego kąciki ust lekko się podniosły i zaraz opadły.
  Jego słowa coraz bardziej się ściszały.
- Pamiętasz tą piosenkę, którą śpiewałaś ? Ja z moją siostrą też ją śpiewaliśmy, zawsze jak nasi rodzice się kłócili.
  Jego oczy zabłysły, po czym wydobyła się z nich jedna, czysta jak diament, samotna łza.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
Kolejna łza i kolejna, coraz to więcej łez... Aż w końcu koniec, zatrzymały się...
  Wzrok  Justin'a spadł na jego buty, lecz dalej trzymał rękę Alicii.
*Alicia's POV*
  Gdzie jestem, ogarnia mnie ciemność. Boję się... Co mam robić ? Już umarłam ? Nie ma mnie na tamtym świecie ? Słyszę jak ktoś do mnie mówi, ale to tylko niezrozumiałe mamrotanie. Chcę z powrotem do Justin'a.
Cisza wokół mnie, zapada zmrok, 
a ja nadal w nią wsłuchuję się...
  Taka  prawda. Nic mi nie pozostało, tylko wsłuchiwać się w głuchą ciszę. Nie mogę niczego patrzeć, chcę się poruszyć lecz nie mogę.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
  Te słowa we mnie uderzyły. Moje serce nagle zaczęło ruszać, wybijać nierówny rytm. Lecz ciało nadal pozostawało nieruchome. Nagle poczułam uderzenie, nóż w serce i nagle mięsień przestał wybijać rytm. Co jest do cholery ? Walczę z samą sobą, muszę wygrać. Ale czy dam radę ?
Wywalcz życie...

Muzyka