- Pa Justin, polubiłam cię - szepnęłam mu do ucha i łzy zaczęły spływać mi po poliku.
Ojciec złapał mnie za rękę i odciągnął od chłopaka. Justin odwrócił się i spostrzegł jak ojciec ciągnie mnie za sobą. Stanął, łzy spływały po jego policzkach. Bolało mnie że przez taką debilkę jak ja płakał. Na pożegnanie powiedziałam Justin'owi bezdźwięczne "żegnaj".
- Znajdę cie ! - krzyknął i padł na kolana.
- Nie zapomnę--
Nie dokończyłam, ponieważ ojciec uderzył mnie w twarz i miałam rozciętą wargę. Zobaczyłam jak Justin płacze i krzyczy, wyzywa, wali w ściany. Więcej nie zobaczyłam nic, zniknęłam za rogiem. Ojciec przerzucił mnie sobie przez ramie, wyszedł ze szpitala. Doszedł do samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenia. Jak kurwa nikt nie mógł zauważyć jak ten sukinsyn mnie porywa ?! Ach no tak. Tu pracują sami popierdoleni ludzie. Mam dość życia, najlepiej niech mnie zabiją. Gdy zginę dla wszystkich będzie lepiej.
- Jesteśmy ! Wychodź ! - z moich rozmyśleń wyrwał mnie jego szorstki głos.
Zrobiłam jak kazał, weszłam za nim do domu. Jak dawno tu nie byłam. Od razu ten dupek złapał mnie za rękę, zaprowadził do sypialni i rzucił na łóżko. Rozpiął pasek, zdjął spodnie i bokserki. Wszedł na łóżko i zawisł nade mną. Kurwa ! On chce mnie zgwałcić. Nie nigdy w życiu. Nie pozwolę mu ! Zaczęłam się szarpać, uderzyłam go kilka razy w klatkę. On znów to zrobił, znów mnie uderzył. Sukinsyn.
- Zostaw mnie ! - wykrzyknęłam mu w twarz.
- Zamknij się ty mała suko ! - krzyknął.
Ponownie mnie uderzył, zdjął moja bluzkę, spodnie i bieliznę. Znów byłam w tej samej sytuacji co sześć lat temu. Znów leżałam na tym pierdolonym łóżku, znów z tym skurwysynem. Znów mnie będę wykorzystywana i nie mogłam nic na to poradzić. Moje myślenie przerwał we mnie ból przeszywający moje ciało. Wszedł we mnie to tak bardzo bolało. Kurwa ! Boli jak cholera ! Zaczął wchodzić we mnie szybciej i szybciej. W końcu skończył, wyrzucił mnie z łóżka. Poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżko i płakałam. Śmieszne, myślałam, że wszystko się ułoży. Myliłam się. Jestem idiotką, debilką po prostu nie zasługuję na życie. Ubrałam jakieś majtki, koszulę i położyłam się spać. Zasnęłam, ale myślałam o tym jak skrzywdziłam Justin'a.
***
Obudziłam się, ubrałam czystą bielizną, luźny T-shirt z napisem "Fucking Slut", i jakieś poszarpane spodenki. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie, żeby ten debil na mnie nie krzyczał jemu też zrobiłam. Słyszałam kroki na schodach, ten debil nareszcie zszedł na śniadanie. Zjadł, podszedł do mnie, podniósł i przerzucił mnie sobie przez ramię. Poszedł an górę do swojej sypialni, rzucił mnie na łóżko, rozebrał mnie, siebie i zrobił to. Znów mnie zgwałcił. Nie mogłam żyć, ze świadomością, że znowu muszę żyć jak sześć pierdolonych lat temu. Ubrałam się, wybiegłam z jego sypialni i zamknęłam w swoim pokoju. Płakałam. Po kilku godzinach ojciec włamał się do mojego pokoju. On był nie wyżyty. Znów mnie wykorzystał. I tak mijał mój każdy cholerny dzień.
Pół roku później...
Był już wieczór, myślałam. Dziś, dziś się wydostałam. Po kolacji wzięłam nóż na górę, do swojego pokoju. Czekałam aż on wejdzie. Wszedł zaczął coś krzyczeć, skoczyłam na niego i wbiłam mu nóż w brzuch, narzędzie schowałam do spodni. Pobiegłam do jego biura, poszukałam pistoletu i znalazłam. Wróciłam się do pokoju, przystawiłam broń do jego skroni. Błagał mnie, żebym tego nie robiła, mówił mi że się zmieni. Wiedziałam, że tego nie zrobi. Broń przycisnęłam mocniej, odbezpieczyłam ją i zrobiłam to. Nacisnęłam spust. Ciemno czerwona ciecz trysnęłam na moją bluzkę, a ciało mojego ojca opadło bezwładnie na podłogę. Wybiegłam z domu, wzięłam jego samochód i pojechałam tam gdzie kiedyś tego miejsca nienawidziłam, ale teraz było dla mnie najbezpieczniejsze. Dojechałam do szpitala psychiatrycznego, gdzie jak wiecie wcześniej przebywałam. Nie widziałam czy Justin jeszcze tu będzie. Pewnie już wyszedł, ułożył sobie życie, a ja. A ja będę tu siedziała kolejne sześć lat. Podjechałam samochodem nad staw nie daleko, wysiadłam szybko z samochodu, a ten pojechał. Wjechał mimowolnie w wodę i zatonął. Szybko poszłam do szpitala, weszłam nie zauważona, poszłam do pokoju, który kiedyś był mój i Justin'a. Doszłam, chyba nie był pusty. Ktoś był już w pomieszczeniu, a nawet kilka osób. Podeszłam bliżej słyszałam krzyki, że ktoś już nie potrafi wytrzymać, nie może żyć. Nagle usłyszałam pociągnięcie klamki. Odsunęłam się, spojrzenie moje, dziewczyny i chłopaka spotkały się. Chłopak i dziewczyna, to byli Jay i Cara.
- Alicia... Alicia to ty ? - spytałam zmartwiona Cara.
- T-t-tak - wyjąkałam.
- Dziewczyno co ci się stało ?! - powiedział smutny Jay.
- Z-znów z-zostałam w-wy--
- Nie mów już wiem - powiedzieli Jay i Cara.
Dziewczyna chciała mnie przytulić, ale ja się odsunęłam, zrozumiała to.
- U kogo byliście ?
- U Justin'a - oznajmił Jay.
- A-ale przecież m-miał już d-dawno stąd w-wyjść - powiedziałam zdziwiona.
- Niestety, po tym jak twój ojciec cię zabrał Justin się załamał. Znowu wpadł w palenie, narkotyki i co jeszcze najgorsze picie. Nie mogliśmy mu wyjaśnić, że się znajdziesz i po prostu teraz wpadł w szał. lepiej tam nie wchodź - powiedziała Cara.
- Chcę, żeby zobaczył, że żyję - westchnęłam - żeby się już nie martwił.
- No dobrze. Pa, do zobaczenia późnej - powiedzieli chórem i odeszli.
Pomachałam im na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech, pociągnęłam za klamkę, weszłam do pomieszczenia. Pokój był cały zmasakrowany, ale nie całkiem bo moje łóżko komoda szafka nocna stały całe. Justin siedział tyłem do drzwi w jednej ręce trzymał papierosa, a w drugiej whisky. Był załamany. Podeszłam do niego, między nami był metr.
- Justin... - szepnęłam łagodnie.
- Wypierdalaj ! - wrzasnął rozwścieczony.
- J-ja p-przepraszam. N-nie chciałam - zaczęłam się jąka i powoli wycofywać.
Bieber odwrócił się i spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu i narkotyków oczami. Był taki blady jak nigdy. Gdy spostrzegł, że nie jestem pielęgniarką, wstał, podszedł do mnie spojrzał pytającym wzrokiem czy może mnie przytulić, zgodziłam się. Podszedł jeszcze bliżej i przytulił mnie. Łza spłynęła mi po policzku i nagle zaczęłam szlochać.
- Shhh... Nie płacze już jest dobrze - szepnął w moje włosy.
Uspokoiłam się usiadłam z Justin'em na podłodze i patrzyłam mu w oczy.
- Zależy mi na tobie... - głos mu się załamał, a jego oczy się zaszkliły.
- Alicia... Alicia to ty ? - spytałam zmartwiona Cara.
- T-t-tak - wyjąkałam.
- Dziewczyno co ci się stało ?! - powiedział smutny Jay.
- Z-znów z-zostałam w-wy--
- Nie mów już wiem - powiedzieli Jay i Cara.
Dziewczyna chciała mnie przytulić, ale ja się odsunęłam, zrozumiała to.
- U kogo byliście ?
- U Justin'a - oznajmił Jay.
- A-ale przecież m-miał już d-dawno stąd w-wyjść - powiedziałam zdziwiona.
- Niestety, po tym jak twój ojciec cię zabrał Justin się załamał. Znowu wpadł w palenie, narkotyki i co jeszcze najgorsze picie. Nie mogliśmy mu wyjaśnić, że się znajdziesz i po prostu teraz wpadł w szał. lepiej tam nie wchodź - powiedziała Cara.
- Chcę, żeby zobaczył, że żyję - westchnęłam - żeby się już nie martwił.
- No dobrze. Pa, do zobaczenia późnej - powiedzieli chórem i odeszli.
Pomachałam im na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech, pociągnęłam za klamkę, weszłam do pomieszczenia. Pokój był cały zmasakrowany, ale nie całkiem bo moje łóżko komoda szafka nocna stały całe. Justin siedział tyłem do drzwi w jednej ręce trzymał papierosa, a w drugiej whisky. Był załamany. Podeszłam do niego, między nami był metr.
- Justin... - szepnęłam łagodnie.
- Wypierdalaj ! - wrzasnął rozwścieczony.
- J-ja p-przepraszam. N-nie chciałam - zaczęłam się jąka i powoli wycofywać.
Bieber odwrócił się i spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu i narkotyków oczami. Był taki blady jak nigdy. Gdy spostrzegł, że nie jestem pielęgniarką, wstał, podszedł do mnie spojrzał pytającym wzrokiem czy może mnie przytulić, zgodziłam się. Podszedł jeszcze bliżej i przytulił mnie. Łza spłynęła mi po policzku i nagle zaczęłam szlochać.
- Shhh... Nie płacze już jest dobrze - szepnął w moje włosy.
Uspokoiłam się usiadłam z Justin'em na podłodze i patrzyłam mu w oczy.
- Zależy mi na tobie... - głos mu się załamał, a jego oczy się zaszkliły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz