Za miesiąc, równo za gówniany miesiąc mijają 4 lata jak siedzę w tym gównie. Nie mogę znieść tego szpitala. To dla mnie piekło, te dziwki pielęgniarki, tak mnie denerwują, że chętnie odrąbała bym im głowy. Są dla mnie wredne, ale ja jestem jeszcze wredniejsza, więc co się dziwię. Nie ważne. Siedziałam na parapecie z papierosem, wiem mam z tym skończyć, ale to mnie relaksuje. Zaciągnęłam się ostatni raz, wypuściłam dym przez otarte okno, a peta wrzuciłam do doniczki. Siedziałam przypatrując się niebu i rozmyślając. Nagle ktoś otworzył drzwi, nie odwróciłam się, wiedziałam, że to któraś z tych debilek.
- Alicia chodź na obiad - Eliza powiedziała surowo.
- Taa, już idę - syknęłam.
- Dobra - powiedziała i wyszła.
Tak właśnie wyglądały moje rozmowy tu. Suche, nijakie. Ubrałam moje białe, no już nie nijakie trampki. Zeszłam na dół, na stołówkę. Wzięłam swój obiad, coś tam z niego zjadłam, oddałam talerz poszłam na górę. Otworzyłam drzwi, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Mój pokój był podzielony dwa łóżka, kolejna komoda, wszystko podwójne. Co tu się kurwa dzieje ?! No ja z nimi dłużej nie wytrzymam. Co oni zrobili z moim pokojem ?! No nie. Nie, nie, nie, nie. Oni chcą, żeby miała współlokatora i do tego chłopaka. Ja pierdole ! Po co mi to ? Dobrze mi samej, jestem do tego przyzwyczajona. Usiadłam na parapecie, często tam siadałam. Zaczęłam wyzywać wszystko i wszystkich, nagle ktoś otworzył drzwi.
- Twój nowy współlokator przyjedzie dziś po kolacji - Liz głupio się uśmiechnęła.
- Spierdalaj ! - krzyknęłam i rzuciłam w nią deserem który wzięłam.
Mruknęła coś pod nosem w stylu "dziwka" i wyszła. Natychmiast zeszłam z parapetu, podeszłam do mojej komody i wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę. Odpaliłam szlugę i zaciągnęłam się. Od razu się rozluźniałam, ale i tak byłam zła. Nie mogłam dopuścić myśli, że będę miała współlokatora, do siebie. Minęło kilka godzin, nie zeszłam na kolację, zamiast tego z pod poduszki wyciągnęłam żyletkę. Usiadłam tyłem do drzwi, podciągnęłam rękaw, wzięłam żyletkę i przejechałam nią po nadgarstku kilka razy. Powoli zaczęła sączyć się krew nie przeszkadzało mi to. Ciemno czerwona, rzadka ciecz spływała mi po ręce na podłogę. Drzwi otworzyły się, wiedziałam, że to mój nowy współlokator. No i co że widzi mnie, po tym jak się pocięłam. Mam to w dupie, co on sobie pomyśli. Chłopak wszedł, torbę rzucił gdzieś w kąt. Usiadł na łóżku spojrzał na mnie i nic. Nie obchodzi go co ja robię. Jednak pomyliłam się.
- Co ty sobie kurwa zrobiłaś ? - spytał, wstał z łóżka i chciał dotknąć mojej ręki, lecz go odtrąciłam.
- Odejdź ! - krzyknęłam - Nie dotykaj mnie debilu !
- Jeszcze raz na mnie krzykniesz, a cie rozjebię ! Rozumiesz ?! - krzyknął mi w twarz.
- Nie boję się ciebie ! Przeżyłam gwałt i pobicie to małego uderzenia się nie boję ! - wykrzyczałam.
Wstałam odepchnęłam go i poszłam do łazienki. Opatrzyłam nadgarstek i wróciłam do pokoju. W ścianie było lekkie wgniecenie, to on to zrobił. Już co jest powodem jego pobytu tutaj, nie umiał panować nad gniewem. Podeszłam do komody i wyciągnęłam papierosa, otworzyłam okno, zapaliłam zaciągnęłam się i wypuściłam dym z płuc.
- Skąd je tu masz ? - szatyn wstał z łóżka i wskazał na papierosa.
- Nie twoja sprawa - syknęłam.
Zacisnął pięści, ale zaraz się rozluźnił.
- Daj jednego - mruknął.
- Taa - wróciłam do komody i wyciągnęłam jeszcze jednego papierosa, podałam mu i odpaliłam. Odeszłam od niego i usiadłam na parapecie. Siedziałam i myślałam. Chłopak przerwał ciszę swoim zachrypniętym i niskim głosem.
- Jestem Justin. A ty ? - podał mi rękę.
- Alicia - pokiwałam mu głową na znak, że nie chcę się odzywać i podawać mu ręki.
- Okey - powiedział i zgasił papierosa.
*Justin's POV*
Już wiem czemu ta Alicia tu siedzi. Po pierwsze: ma problem z cięciem, a po drugie: ma problem z paleniem. Ona też poznała mój, jeden z trzech problemów. Przyznam ładna jest i chciałbym ją bliżej poznać. Gdy zgasiłem papierosa, wstałem i pociągnąłem za sobą Alicię. Wyszliśmy na dwór, było pięknie.
- Co ty robisz ?! Ja nie wychodzę nigdy na dwór ! Puść mnie ! - krzyczała.
- Chcę cię lepiej poznać, proszę... - szepnąłem.
Dziewczyna jeszcze trochę się szarpała, ale w końcu zgodziła się lepiej poznać. Gadaliśmy chyba 4 godziny, już wiem czemu nie jest przyjazna i miła jak inne. Wiem czemu nie chciała, żeby jej dotykał, wiem też czemu nie chciała, ze mną rozmawiać. Chyba ja i ona pierwszy raz się tak przed kimś. Wróciliśmy do pokoju, Alicia się położyła i ja też, odwróciliśmy się w swoje strony. Nagle poczułem dłoń Alici na ramieniu i usta na policzku, oczywiście udawałem, że śpię. Ucałowała mój policzek.
- Dziękuję... - szepnęła.
*.* już nie.moge sie doczekać kolejnego :))
OdpowiedzUsuń