piątek, 11 października 2013

Nine: Slowly am dying...

- Wcale nie musisz się zmieniać. A mi poprawia humor twój szczery uśmiech - wypaliłem.
  Po tym jak skojarzyłem się co powiedziałem, odwróciłem wzrok i podrapałem się po karkau.
- Serio ? - spytała cicho.
- Mhm - mój wzrok spadł na talerz z kanapkami.
Kurwa ! Bieber co się z tobą dzieje ?! Sam się już siebie boje. Mówię rzeczy, których nigdy bym nikomu nie powiedział.
- Yhym... Może wrócimy do domu, ściemnia się już - przyznała Alicia.
- Masz rację, chodźmy - przytaknąłem.
***
- Puść ją dupku ! - krzyknąłem wyciągając broń ze schowka.
- Haha, myślisz, że się ciebie boję ? - zaśmiał się ponuro.
- Powinieneś - warknąłem.
- Ała ty mała kurwo ! - krzyknął Jake, po tym jak Alicia kopnęła go w krocze i odskoczyła.
  Chłopak zaczął powoli się do nas zbliżać,  nie wiedziałem co zrobić.
Strzel...
Cichy głos podpowiedział mi w głowie,  odbezpieczyłem broń, podniosłem ją na wysokość serca Jake'a i...
- Dalej, zrób to - Alicia wyszeptała, zapłakana do mojego ucha.
- Dla ciebie - odparłem szeptem.
Pociągnąłem za spust, usłyszałem huk, padającego ciała, spojrzałem w dół i z ciała bruneta zaczęła sączyć się szkarłatna krew. Podszedłem do niego, złapałem jego ciało i wyszedłem. Wrzuciłem ciało do jeziora, za moim domem. Posprzątałem miejsce gdzie doszło do zabójstwa. Mam nadzieję, że nikt się nie dowie...


Tydzień później....
*Alicia's POV*
  Boje się, cholernie się boję. Bieber go wtedy zabił, przeze mnie, to ja mu kazałam. Mogłam iść z Jake'iem, nic by się nie stało. Justin nie chodziłby cały roztrzęsiony, nie biłby mnie, gdy tylko się do niego odzywałam. Teraz... Teraz ja się go boję, gdy tylko przychodzi z imprezy, szybko chowam się w pokoju i zamykam, po czym udaję, że nie słyszę jego krzyków i innych. Siedziałam właśnie w pokoju, kiedy Justin wparował cały roztrzęsiony do pomieszczenia, podszedł do mnie i tak po prostu mnie uderzył. Za nic. Co mu jest ? 
Przyzwyczaj się, teraz tak będzie wyglądało twoje życie...
Ten cholerny głos znów zawitał w mojej głowie. Nie znoszę tego szeptu. Jest przerażający. Gdy brunet wyszedł skuliłam się w kącie, pociągając nosem. Ja już nie wytrzymam. Nie mogę... Chwyciłam poduszkę, rzuciłam ją gdzieś w dal pokoju, wyciągnęłam starą dobrą przyjaciółkę... Żyletkę. Podniosłam rękaw, przejechałam palcem po starych już prawie nie widocznych bliznach, wstrzymałam oddech i zrobiłam pierwsze nacięcie. Oddech ulgi wyleciał z moich ust, praca serca przyśpieszała z każdą nową raną w końcu moje powieki nie były w stanie pozostać dłużej otwarte.

(...)Oni słuchają lecz nie słyszą,
Między niebem, a ciszą spotykamy siebie,
Oni patrzą lecz nie widzą z Twojej radości szydzą,
Przychodzą kiedy są w potrzebie...
 
Cisza wokół mnie, zapada zmrok,
A ja nadal w nią wsłuchuję się(...)
***
- Alicia... Alicia proszę otwórz oczy - szeptał znajomy głos.
- To na nic się nie zda, ona pana nie słyszy - oznajmił jakiś mężczyzna.
- Ona musi się obudzić, niech pan coś zrobi - wypowiedział znajomy głos ze słyszalnym smutkiem.
Jakby im powiedzieć, że ja wszystko słyszę ?! Nie mogę się ruszyć, nie mogę nic mówić, ani otworzyć oczu. Co się ze mną dzieje ?
- Alicia, nie zostawiaj mnie. Przeze mnie tu leżysz, nie powinienem się denerwować, ale policja mnie pytała o to zabójstwo. Później uznali, że to nie ja. Lecz nie o to mi chodzi. Gdyby nie ja, nie leżałbyś tu teraz, gdybym wtedy cię nie uderzył, nie zrobiłabyś tego... znowu. Zostań ze mną, jestem gotowy na najgorsze. Mogę znaleźć ci własne mieszkanie, mogę ci je opłacać, możesz się do mnie nie odzywać, nienawidzić mnie, ale nie umieraj zostań - westchnął cicho.
  Ja chcę się obudzić ! Chcę, aby wiedział, że zostanę, że moje serce nie przestanie bić.
Zbierz w sobie siły ! Porusz się !
  Ten głos, on zawsze namawiał mnie do cięcia się, a teraz mi pomaga. Muszę zebrać w sobie siłę, poruszyć tym głupim palcem. Zrób choć raz coś porządnie, nie spierdol niczego tak jak zawsze. Dalej ! Dasz radę !  Moje serce przyśpieszyło, czułam jak robię się coraz bladsza, nagle moje serce zaczęło zwalniać, moje oddechy też zwalniały, po sekundzie usłyszałam szybki pikanie, a następnie krzyk pielęgniarki. Co się dzieje ? 
- Doktorze tracimy ją ! - krzyknęła przestraszona pielęgniarka.
- Jak to ją tracicie ?! - wykrzyczał Justin.
- Niestety musi pan wyjść...
Dalej nic nie słyszałam, przyśpieszone pikanie maszyny zaczynało słabnąć, a następnie zatrzymało się...
Powoli umieram...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Muzyka