sobota, 31 sierpnia 2013

Five: I'm not an angel.

Nie wiedziałam co mam zrobić. Po co on się mną przejmuje ? Nie jestem mu do niczego potrzebna. Nie wiem może i go trochę lubię, ale przez to co się stało zamknęłam się w sobie. Kurwa ! Pora przezwyciężyć strach ! Muszę się przyzwyczaić do Justin'a, do tego że znowu będę musiała przechodzić terapie... Ale przezwyciężę strach i nie będę omijała terapii ! Chcę wyjść stąd jak najszybciej !
- Justin... Ja... J-ja nie wiem co powiedzieć - jąkałam się, łza spłynęła mi po policzku.
- Wszystko będzie w porządku... Poradzimy sobie... - przetarł łzę na moim policzku, na co się wzdrygnęłam, co Justin zauważył i od razu cofnął swoją rękę.
- Przepraszam... nie chciałem...
- Nie nic się nie stało, po prostu codziennie byłam g-gw-gwałcona przez ojca i po prostu muszę się przyzwyczaić do czyjegoś dotyku - posłałam Bieber'owi lekki uśmiech.
- Aha, dobrze. Ale jak się przyzwyczaisz skoro, nie mogę cię dotykać ? - podniósł zabawnie brew.
- No właśnie, postanowiłam że powiem ci c-całą prawdę o sobie, ale pod jednym warunkiem - oznajmiłam nieśmiało.
- Jakim warunkiem ?
- Ty powiesz mi całą prawdę o sobie, okey ?
- Noo - przedłużył - niech ci będzie - uśmiechnął się do mnie.
- Dobra, ale zrobimy tak, jak będę gotowa.
- Okey. Do niczego cię nie zmuszam - lekko się uśmiechnął.
- Chodź przebierz się i połóż do łóżka, a ja przyniosę ci kolację - posłał pocieszający uśmiech i puścił mi oczko.
- Hah, oki - zaśmiałam się - Nie mam swoich rzeczy mogę ubrać jakieś twoje - spytałam cicho.
- Bez problemu, weź sobie coś - oznajmił i wyszedł zamykając drzwi.
Wstałam z podłogi, podeszłam do komody Justin'a. Wyjęłam z niej dużą szarą koszulkę, zdjęłam z siebie brudne ciuchy i założyłam koszulkę chłopaka. Chodziłam po pokoju, w końcu podeszłam do łóżka ukucnęłam, zajrzałam pod łóżko i wyjęłam spod mebla paczkę papierosów, oraz zapalniczkę. Wyjęłam jednego papierosa, odpaliłam i zaciągnęłam się. Chodziłam po pomieszczeni, aż w pewnym momencie przystałam i parzyłam tępo w przestrzeń.
- Alicia ?! - podszedł do mnie i szarpnął za ramię.
- Co ?! - odkrzyknęła, jednocześnie odwracając się twarzą w stronę szatyna.
- Czemu ty kurwa palisz ?! - wykrzyknął, złapał moją rękę w której trzymała papierosa.
Tak na prawdę miałam nadzieję, że wypalę szlugę za nim Justin przyjdzie do naszego, wspólnego pomieszczenia.
- J-ja, prz-przepraszam. N-nie zło-złość się - łza spłynęła po moim policzku.
- Kurwa no ! Mówiłaś, że nie będziesz palić ! A teraz to co ?!
- Czy ty nie rozumiesz, że to mnie rozluźnia ?! Ty nie byłeś gwałcony codziennie po kilka razy ! Mogłeś palić, pić, ćpać i robić inne rzeczy ! A j-jj-ja... - zalałam się łzami, osunęłam się po ścianie w dół.
Podciągnęłam kolana do klatki, zaczęłam coraz bardziej szlochać. Po pięciu minutach nie wytrzymałam, wstałam, podeszłam do łóżka i sięgnęłam pod kołdrę. Wyciągnęłam spod poduszki... żyletkę. Nie zwracałam uwagi na szatyna, który stał za mną i ruszyłam do łazienki. Podbiegłam do pomieszczenia, weszłam i zamknąłem drzwi. Osunęłam się w dół drewnianych drzwi, nie wiedziałam czy mam to zrobić. Czy się pociąć. Ten głos w mojej głowie, co dwa lata temu, powrócił. Zaczęłam toczyć z nim kłótnie w myślach.
"Z tak błahego powodu, będziesz się cięła ?" 
" A co innego mam robić ?"
" Wyjdź, przytul go i daj się pocieszyć ! W końcu wszystko zaczyna się układać, a ty ? A ty to cały czas niszczysz swoim zachowaniem !"
" Bo ja... ja nie potrafię przyjąć, że komuś na mnie zależy !"
Płakałam tak bardzo, że Justin chyba to usłyszał bo dobijał się do drzwi. Coraz głośniej i głośniej, krzyczał w rozpaczy. Spojrzałam na żyletkę w prawej ręce, potem zwróciłam wzrok na swoje rany na lewym nadgarstku, zalałam się jeszcze bardziej łzami.
-Co ja mam zrobić... ? Co... ? - wymamrotałam patrząc ze łzami w oczach coraz to na rany na nadgarstku, a coraz to na żyletkę.
" Wyjdź, przytulcie się i pozwól dojść myśli o tym, że komuś na tobie zależy, do siebie !"
Krzyknął głos w mojej głowię. Jeśli wyjdę, to co ja mu powiem. Jeśli tu zostanę to zrobię najgorszą rzecz jaką mogę zrobić. Potnę się. Zastanawiałam się i to jakoś długi czas.
*Justin's POV*
Wołałem ją i wołałem, nie wiedziałem czego się spodziewać. Chciałem wyłamać drzwi, lecz w jednej chwili usłyszałem, od kluczanie drzwi. Kilka sekund po tym w otwartych drzwi stała Alicia cała zapłakana. Podszedłem bliżej, przejechałem kciukiem po jej mokrym policzku. Dziewczyna ani drgnęła, jakby spodziewała się, że ją dotknę. Jak już zabrałem rękę, szatynka podeszła bliżej i rzuciła mi się na szyję.
- Też mi na tobie zależy - szepnęła do mojego ucha.
Miesiąc później...
*Regular's POV*
Minął równy miesiąc odkąd Alicia wróciła do szpitala. Dziewczynie wraz z Justin'em układa się dobrze, Alicia skończyła z paleniem, piciem, umie bardziej okazywać uczucia i jest o wiele milsza. Chłopak też przestał pić, bardziej panuje nad agresją, nie ćpa, nie piję i również bardziej nauczył się wyrażać uczucia. Około godziny 12, Alicia i Justin wyszli na spacer po szpitalnym ogrodzie, śmiali się, omawiali jak za tydzień stąd wyjdą i ułożą sobie na nowo życie.
- Chcesz coś do picia ? Ja idę dla siebie po kawę - szatyn lekko się uśmiechnął.
- Tak możesz wsiąść dla mnie kawę - cmoknęła  chłopaka lekko w policzek po czym ten odszedł.
Dziewczyna spacerowała po ogrodzie, patrząc w niebo i marząc o normalnym życiu. Rozglądała się na boki ogrodu, mimo tego że w środku psychiatryka było ponuro i przeokropnie, to na zewnątrz było przepięknie i miło. Po lewej stronie ścieżki, były romantyczne czerwone róże i fioletowe bratki. Za to po prawej stronie były białe stokrotki. W pewnym momencie, gdy dziewczyna rozglądała się po ogrodzie zobaczyła małą dziewczynkę, więc postanowiła do niej podejść.
- Hej. Jak masz na imię ? - spytała grzecznie Alicia.
- Cześć. Mam na imię Isabella, po mamusi - powiedziała słodko się uśmiechając.
- Piękne imię, ja mam na imię Alicia - brązowooka posłała jej oczko.
- Tak jak Alicia w krainie czarów, hihi - zachichotała Isabella. 
- Dokładnie - dziewczyna zaśmiała się.
Dziewczynka zlustrowała Alicię od góry do dołu i zatrzymała się na ranach na nadgarstkach dziewczyny.
- Jesteś aniołem - szepnęła dziewczynka.
- Co ? - spytała zdziwiona nastolatka.
- Mama mówiła, że Ci którzy maja skaleczone nadgarstki to anioły - oznajmiła Bella.
- Nie jestem aniołem - zaprzeczyła Alicia.
- Ależ jesteś, mama mówił, że tylko anioły się okaleczają, bo nie lubią żyć na ziemi. Ten świat ich niszczy więc, próbują znów wrócić do nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i ten własny - mała dziewczynka spojrzała na szatynkę swoimi wielkimi ciemno- brązowymi oczami, które były lekko zaszklone.
- Wiesz twoja mam jest bardzo mądra - rzekła wzruszona Alicia.
- Dziękuję, też jest aniołem, ale wróciła już do domu - mała Isabella zeskoczyła z ławeczki i odeszła. Odwróciła się, miała swoją twarzyczkę w łzach, pomachała Alicii, złapała jakiegoś blondyna za rękę i wyszła z terenu szpitala...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Four: He was broken.

Byłam z Justin'em dopóki nie skończył swoich zajęć. Szliśmy z Justin'em rozmawialiśmy o tym co będziemy rozbić jak stąd wyjdziemy. Mieliśmy jeszcze tylko dwa miesiące do wyjścia, więc trzeba było znaleźć mieszkanie, pracę. Jesteśmy już pełnoletni i musimy sami zarabiać na nasze potrzeby. Cieszyliśmy się, że nie będziemy tu dłużej siedzieć. Justin mówi, że dzięki mnie rzucił palenie i jego agresja staje się coraz mniejsza. Ja też już rzuciłam palenie i lepiej rozmawia mi się z ludźmi, lecz gdy mam problem nadal się tnę. Szliśmy i gadaliśmy, myślałam, że tego dupka, mojego ojca już nie będzie. Myliłam się. Justin wszedł do pokoju, ja za nim, nagle poczułam ucisk na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam tego debila. Mojego ojca. Nie chciałam niepokoić Justin'a. Powiedziałam ojcu, że pójdę się tylko pożegnać z Justin'em, zgodził się. Chłopak stał przy oknie, patrzył na zachodzące słońce. Podeszłam do niego przejechałam dłonią po ramieniu, kątek oka popatrzył na mnie, a potem na słońce.
- Pa Justin, polubiłam cię - szepnęłam mu do ucha i łzy zaczęły spływać mi po poliku.
Ojciec złapał mnie za rękę i odciągnął od chłopaka. Justin odwrócił się i spostrzegł jak ojciec ciągnie mnie za sobą. Stanął, łzy spływały po jego policzkach.  Bolało mnie że przez taką debilkę jak ja płakał. Na pożegnanie powiedziałam Justin'owi bezdźwięczne "żegnaj".
- Znajdę cie ! - krzyknął i padł na kolana.
- Nie zapomnę--
Nie dokończyłam, ponieważ ojciec uderzył mnie w twarz i miałam rozciętą wargę. Zobaczyłam jak Justin płacze i krzyczy, wyzywa, wali w ściany. Więcej nie zobaczyłam nic, zniknęłam za rogiem. Ojciec przerzucił mnie sobie przez ramie, wyszedł ze szpitala. Doszedł do samochodu i wrzucił mnie na tylne siedzenia. Jak kurwa nikt nie mógł zauważyć jak ten sukinsyn mnie porywa ?! Ach no tak. Tu pracują sami popierdoleni ludzie. Mam dość życia, najlepiej niech mnie zabiją. Gdy zginę dla wszystkich będzie lepiej.
- Jesteśmy ! Wychodź ! - z moich rozmyśleń wyrwał mnie jego szorstki głos.
Zrobiłam jak kazał, weszłam za nim do domu. Jak dawno tu nie byłam. Od razu ten dupek złapał mnie za rękę, zaprowadził do sypialni i rzucił na łóżko.  Rozpiął pasek, zdjął spodnie i bokserki. Wszedł na łóżko i zawisł nade mną. Kurwa ! On chce mnie zgwałcić. Nie nigdy w życiu. Nie pozwolę mu ! Zaczęłam się szarpać, uderzyłam go kilka razy w klatkę. On znów to zrobił, znów mnie uderzył. Sukinsyn.
- Zostaw mnie ! - wykrzyknęłam mu w twarz.
- Zamknij się ty mała suko ! - krzyknął.
Ponownie mnie uderzył, zdjął moja bluzkę, spodnie i bieliznę. Znów byłam w tej samej sytuacji co sześć lat temu. Znów leżałam na tym pierdolonym łóżku, znów z tym skurwysynem. Znów mnie będę wykorzystywana i nie mogłam nic na to poradzić. Moje myślenie przerwał we mnie ból przeszywający moje ciało. Wszedł we mnie to tak bardzo bolało. Kurwa ! Boli jak cholera ! Zaczął wchodzić we mnie szybciej i szybciej. W końcu skończył, wyrzucił mnie z łóżka. Poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżko i płakałam. Śmieszne, myślałam, że wszystko się ułoży. Myliłam się. Jestem idiotką, debilką po prostu nie zasługuję na życie. Ubrałam jakieś majtki, koszulę i położyłam się spać. Zasnęłam, ale myślałam o tym jak skrzywdziłam Justin'a.
***
Obudziłam się, ubrałam czystą bielizną, luźny T-shirt z napisem "Fucking Slut", i jakieś poszarpane spodenki. Zeszłam na dół i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie, żeby ten debil na mnie nie krzyczał jemu też zrobiłam. Słyszałam kroki na schodach, ten debil nareszcie zszedł na śniadanie. Zjadł, podszedł do mnie, podniósł i przerzucił mnie sobie przez ramię. Poszedł an górę do swojej sypialni, rzucił mnie na łóżko, rozebrał mnie, siebie i zrobił to. Znów mnie zgwałcił. Nie mogłam żyć, ze świadomością, że znowu muszę żyć jak sześć pierdolonych lat temu. Ubrałam się, wybiegłam z jego sypialni i zamknęłam w swoim pokoju. Płakałam. Po kilku godzinach ojciec włamał się do mojego pokoju. On był nie wyżyty. Znów mnie wykorzystał. I tak mijał mój każdy cholerny dzień.
Pół roku później...
Był już wieczór, myślałam. Dziś, dziś się wydostałam. Po kolacji wzięłam nóż na górę, do swojego pokoju. Czekałam aż on wejdzie. Wszedł zaczął coś krzyczeć, skoczyłam na niego i wbiłam mu nóż w brzuch, narzędzie schowałam do spodni. Pobiegłam do jego biura, poszukałam pistoletu i znalazłam. Wróciłam się do pokoju, przystawiłam broń do jego skroni. Błagał mnie, żebym tego nie robiła, mówił mi że się zmieni. Wiedziałam, że tego nie zrobi. Broń przycisnęłam mocniej, odbezpieczyłam ją i zrobiłam to. Nacisnęłam spust. Ciemno czerwona ciecz trysnęłam na moją bluzkę, a ciało mojego ojca opadło bezwładnie na podłogę.  Wybiegłam z domu, wzięłam jego samochód i pojechałam tam gdzie kiedyś tego miejsca nienawidziłam, ale teraz było dla mnie najbezpieczniejsze. Dojechałam do szpitala psychiatrycznego, gdzie jak wiecie wcześniej przebywałam. Nie widziałam czy Justin jeszcze tu będzie. Pewnie już wyszedł, ułożył sobie życie, a ja. A ja będę tu siedziała kolejne sześć lat. Podjechałam samochodem nad staw nie daleko, wysiadłam szybko z samochodu, a ten pojechał. Wjechał mimowolnie  w wodę i zatonął. Szybko poszłam do szpitala, weszłam nie zauważona, poszłam do pokoju, który kiedyś był mój i Justin'a. Doszłam, chyba nie był pusty. Ktoś był już w pomieszczeniu, a nawet kilka osób. Podeszłam bliżej słyszałam krzyki, że ktoś już nie potrafi wytrzymać, nie może żyć. Nagle usłyszałam pociągnięcie klamki. Odsunęłam się, spojrzenie moje, dziewczyny i chłopaka spotkały się. Chłopak i dziewczyna, to byli Jay i Cara.
- Alicia... Alicia to ty ? - spytałam zmartwiona Cara.
- T-t-tak - wyjąkałam.
- Dziewczyno co ci się stało ?! - powiedział smutny Jay.
- Z-znów z-zostałam w-wy--
- Nie mów już wiem - powiedzieli Jay i Cara.
Dziewczyna chciała mnie przytulić, ale ja się odsunęłam, zrozumiała to.
- U kogo byliście ?
- U Justin'a - oznajmił Jay.
- A-ale przecież m-miał już d-dawno stąd w-wyjść - powiedziałam zdziwiona.
- Niestety, po tym jak twój ojciec cię  zabrał Justin się załamał. Znowu wpadł w palenie, narkotyki i co jeszcze najgorsze picie. Nie mogliśmy mu wyjaśnić, że się znajdziesz i po prostu teraz wpadł w szał. lepiej tam nie wchodź - powiedziała Cara.
- Chcę, żeby zobaczył, że żyję - westchnęłam - żeby się już nie martwił.
- No dobrze. Pa, do zobaczenia późnej - powiedzieli chórem i odeszli.
Pomachałam im na pożegnanie. Wzięłam głęboki oddech, pociągnęłam za klamkę, weszłam do pomieszczenia. Pokój był cały zmasakrowany, ale nie całkiem bo moje łóżko komoda szafka nocna stały całe. Justin siedział tyłem do drzwi w jednej ręce trzymał papierosa, a w drugiej whisky. Był załamany. Podeszłam do niego, między nami był metr.
- Justin... - szepnęłam łagodnie.
- Wypierdalaj ! - wrzasnął rozwścieczony.
- J-ja p-przepraszam. N-nie chciałam - zaczęłam się jąka i powoli wycofywać.
Bieber odwrócił się i spojrzał na mnie swoimi czerwonymi od płaczu i narkotyków oczami. Był taki blady jak nigdy. Gdy spostrzegł, że nie jestem pielęgniarką, wstał, podszedł do mnie spojrzał pytającym wzrokiem czy może mnie przytulić, zgodziłam się. Podszedł jeszcze bliżej i przytulił mnie. Łza spłynęła mi po policzku i nagle zaczęłam szlochać.
- Shhh... Nie płacze już jest dobrze - szepnął w moje włosy.
Uspokoiłam się usiadłam z Justin'em na podłodze i patrzyłam mu w oczy.
- Zależy mi na tobie... - głos mu się załamał, a jego oczy się zaszkliły.

środa, 7 sierpnia 2013

Three: I'm Sorry.

Spojrzałam w górę i zobaczyłam Bieber'a, od razu zakryłam brzuch. Wstałam, wzięłam koszulę i poszłam do łazienki. Zdjęłam wszystkie ubrania, zobaczyłam wielkiego siniaka na ramieniu, miałam rozcięcie na brzuchu, a do tego jeszcze połowa mojego brzucha była posiniaczona. Po co ja mu, kurwa, ufałam ?! Tylko mnie skrzywdził ! Wiedziałam, że tak się stanie ! Tylko jak rozmawialiśmy wydawał się taki spokojny, troskliwy. Przez jeden mój mały żarcik zamienił się w demona, pobił mnie i nawet nie przeprosił... Nie ważne, mam na to wyjebane ! Ubrałam koszulę. Kurwa ! Koszule mam na ramiączka i widać mojego wielkiego siniaka na ramieniu. Nie wiem jak zareaguje na to Bieber i nie wiem jak zareaguje gdy dotrze do niego, że to przez niego mam takie siniaki i ranę. Nie chciałam, ale musiałam jakoś położyć się spać. Nagle usłyszałam walenie do drzwi od łazienki.
- Alicia, Alicia ! Otwórz te drzwi ! - krzyczał Bieber.
- Już ! Chwila ! Ale odsuń się od drzwi ! - odkrzyknęłam sucho.
- Al--
- Po prostu się odsuń ! - krzyknęłam.
Otworzyłam drzwi, zakryłam lekko rękę posiniaczone ramię i ruszyłam w stronę łózka. Koło łóżka rzuciłam ubrania, narzuciłam na siebie tylko bluzę, podeszłam do komody, wyciągnęłam papierosa i odpaliłam. Usiadłam na parapecie, patrząc tępo w przestrzeń. Po pięciu minutach skończyłam palić papierosa, nadal tępo patrzyłam gdzieś w odległy punkt. Poczułam chłód który, ogarnął moje ciało gdy Justin ściągnął ze mnie sweter.
- C-czy to p-przeze m-mnie ? - jąkał się gdy wskazał na moje ramię.
- Mhm... - kiwnęłam twierdząco głową i skuliłam się.
- Pokaż swój brzuch - rozkazał ostro.
Zrobiłam tak jak kazał nie chciałam, żeby znów mnie uderzył. Podniosłam koszulę do góry, odkrywając ranę na brzuchu i siniaki.
- Ja pierdole ! To kurwa przeze mnie ! T-to p-przeze m-mnie... - jąkał się i głos mu się załamał kiedy padł na kolana zapłakany.
- Justin... - szepnęłam.
- C-c-co ? - jąkał się przez płacz.
- Nie płacz, to nie twoja wina. Zasłużyłam na to - powiedziałam smutna.
Bieber skierował swoje czerwone i podpuchnięte oczy na mnie. Kilka łez spłynęło po jego policzku, ja lekko wahając się, w końcu otarłam jego łzy. Potarłam kciukiem jego policzek, ale zaraz wycofałam rękę.
- Nie mów tak - westchnął - i nie bój się mnie.
Tylko pomogłam mu wstać i położyć się do łóżka. Sama zrobiłam to co on położyłam się. Nie mogłam zasnąć, nagle na moim ramieniu poczułam rękę, przeszły mnie dreszcze. Poczułam ciężki oddech na skórze mojej szyi.
- Przepraszam... Nie musisz się mnie bać - szepnął cicho w moje ucho.
Przejechał swoimi palcami po moim ramieniu i odszedł. Co to ma znaczyć ?! Mam się przed nim znów otworzyć ?! Nie ! Nie zrobię tego, znów mnie skrzywdzi ! A tego już nie chcę ! A co jeśli on się zmieni ? A co jeśli chce dla mnie dobrze ?
Miesiąc później...
Teraz z Justin'em wszystko sobie wyjaśniłam, może trochę się dla niego otworzyłam, ale nie za bardzo. Było parę kłótni, dużo siniaków, ale jest i tak lepiej. Teraz Bieber panuję nad swoimi problemami z resztą ja też. Kilka dni po przyjeździe Justin'a przyjechał jakiś inny chłopak Jay. Poznałam także Care, okazało się, ze mieszka w tym szpitalu tyle samo ile ja. Nie spotkałyśmy się, bo mieszkała na samej górze. Jay, Cara i Justin są moimi przyjaciółmi. Tak jakby. Niestety muszę siedzieć jeszcze w tym pierdolonym psychiatryku dwa miesiące, ponieważ mój doktorek powiedział, że jeszcze nie do końca mogę funkcjonować w normalnym świecie. To czemu ja jeszcze kurwa żyję ?! Skoro nie umiałabym funkcjonować w normalnym świecie, to bym już dawno nie żyła... Nie ważne. Ktoś wszedł do mojego pokoju, wiem, że to nie Justin, bo on zajęcia z opanowania agresji kończy dopiero za 40 minut. Odwróciłam się i zobaczyłam prawdziwego skurwysyna, we własnej skórze...
- Hej, skarbie - uśmiechnął się szyderczo.
- Spierdalaj ! - rzuciłam w niego szklaną butelką i wybiegłam. 
Pobiegłam do Justin'a, rzuciłam się na niego, przytuliłam i wypłakałam.
- Hej, hej, Alicia. Co się stało ?
- O-on p-p-przyszedł do m-mnie - jąkałam się przez łzy. 
Justin wiedział o kogo mi chodzi , mówiłam mu o nim i o tym jak mnie zranił. 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Two: O My God...

Odeszła do swojego łóżka, poczekałem, aż zasnęła. Wstałem podszedłem do jej łóżka. Pochyliłem się, cmoknąłem ją w policzek.
- Nie ma za co. Ja również dziękuję - szepnąłem jej do ucha.
Dziwne,  że przez kilka godzin zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Zwykle zajmuję mi to więcej czasu. Odszedłem od dziewczyny i położyłem się na swoje łóżko.
***
Rano obudził mnie dym, który był wypuszczony na moją twarz. Wkurwiłem się i napiąłem.
- Oszalałaś ? - powiedziałem groźnie.
- Przepraszam... ja... nie chciałam - szepnęła przestraszona. Wstała i odeszła pod ścianę, skuliła się na ziemi. Nie chciałem, żeby się tak przestraszyła. Podszedłem do niej, ale jeszcze bardziej się skuliła. Wiedziałem, że to że otworzyła się przede mną raz, nie znaczy że to załatwi jej problem. Walnąłem w ścianę i wyszedłem. Przekląłem siebie w duchu. Wyszedłem na dwór, do ogrodu. Poszedłem na ławkę, gdzie Alicia wczoraj ze mną rozmawiała. Usiadłem i zacząłem wyzywać siebie.  Kurwa ! Justin co ty zrobiłeś ?! Debil z ciebie ! Wo gule czemu ją tam zostawiłem ? Wiem do czego jest zdolna. Muszę do niej iść ! Szybko wstałem i pobiegłem do naszego pokoju. Wbiegłem, Alicia siedziała z dłonią zaciśniętą na nadgarstku. Wiedziałem ! Po co ja wo gule wychodziłem ?! Poszedłem po apteczkę, obandażowałem rękę dziewczyny.
- Przepraszam, przepraszam... - westchnąłem - nie chciałem, żebyś zrobiła sobie, przeze mnie krzywdę. Nie panuję nad złością, wybacz... - załamywał mi się głos bo wiedziałem, ze pocięła się przeze mnie.
- Wybaczam - powiedziała, a łza spłynęła po jej policzku.
- Nie płacz więcej cię nie zranię - powiedziałem, ocierając kciukiem łzy z jej policzka.
- Dobrze - wstała.
Nagle w głośnikach rozbrzmiał głos starej kobiety "Wszyscy mieszkańcy szpitalu proszeni są na obiad". Podniosłem się, Alicia wyszła, a ja za nią. Mam nadzieje, że nie zamknie się w sobie. No właśnie mam nadzieję. Tylko dlaczego musiałem być takim idiotą, żeby wkurwić się na nią za to, że chciała mi zrobić psikusa. Wo gule powinienem przebywać w osobnym pokoju, powinienem być osamotniony. Mogę ranić ludzi, nie przyjechałem tu po to by znowu zranić bliską mi osobę. Jestem po prostu dupkiem. Wyszedłem z pokoju, poszedłem na stołówkę, wziąłem obiad i przysiadłem się do Alicii.
- Czego chcesz ? - syknęła.
Moje obawy potwierdziły się. Znowu, tym razem przeze mnie zamknęła się w sobie.
- Po prostu się do ciebie przysiadłem - mruknąłem.
- Taa... - wstała, oddała swój talerz i ruszyła do wyjścia na dwór.
Zjadłem obiad i ruszyłem do Alicii. Dziewczyna siedziała na "naszej" ławce i paliła. Dziwne, że nikt nie zwracał na to uwagi. Podszedłem do niej, byłem wkurwiony. Uderzyłam ją z pięści w ramię, a po te złapałem to samo ramię tak mocno, że zgięła się i syknęła z bólu.
- Czego Bieber ? - mruknęła.
- Daj mi parę fajek - syknąłem tak jakby w moich słowach był jad.
- Masz, ale puść, bo cholernie boli - dała 4 papierosy, a ja ją puściłem.
Poszedłem do pokoju, zapaliłem i położyłem się. Zasnąłem, usłyszałem jak wołają na kolację, ale nie zszedłem. Zastanawiałem się gdzie poszła Alicia. Jebać to. Położyłem się spać, po około godzinie usłyszałem otwieranie i zamykanie drzwi. Zignorowałem Alicie i poszedłem się umyć. Wszedłem pod prysznic, umyłem się. Ubrałem świeżą bieliznę, usiadłem na łóżku i odpaliłem papierosa.
- Gdzie byłaś ? - mruknąłem.
- Nie twoja sprawa - syknęła.
- Ach tak ! - wkurwiłem się i nie mogłem się uspokoić.
Podszedłem do Alici i uderzyłem ją. Zaczęła płakać. Kurwa ! Bieber, debilu ! Co robisz, wiesz, że w przeszłości ją bili ! Podszedłem do niej, chciałem ją dotknąć, ale jeszcze bardziej zamknęła się w sobie. To wszystko przeze mnie.
- Przepra--
- Nie ! Nie chcę tego słyszeć ! Jeb się na ryj ! - krzyknęła.
- Aha, dobra - znowu się wkurwiłem.
Stałem nad nią, kopnąłem ją w brzuch. Ubrałem się szybko, wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. Ja pierdole ! Kurwa ! Co ja robię ?! Muszę się uspokoić ! Usiadłem na trawię i spojrzałem na moje i Alicii okno. Zauważyłem, ze siedzi zapłakana, gdy tylko mnie zauważyła schowała się w pokoju. Co ja narobiłem w jednym momencie, gadaliśmy śmialiśmy się, a w drugim bije ją, a ona się mnie boi. Nie wiem, czy jeszcze mi zaufa.
*Alicia's POV*
Wiedziałam, wiedziałam. Kurwa ! Wiedziałam, że nie powinnam mu ufać ! Jaka ze mnie debilka ! Nigdy się do niego nie odezwę ! Zamknę się w sobie... Gdy podciągnęłam koszulkę zobaczyłam wilkiego sinika na brzuchu. Właściwi mój brzuch był cały fioletowy.
- O Mój Boże - wyszeptał.

niedziela, 4 sierpnia 2013

One: Go away !

Za miesiąc, równo za gówniany miesiąc mijają 4 lata jak siedzę w tym gównie. Nie mogę znieść tego szpitala. To dla mnie piekło, te dziwki pielęgniarki, tak mnie denerwują, że chętnie odrąbała bym im głowy. Są dla mnie wredne, ale ja jestem jeszcze wredniejsza, więc co się dziwię. Nie ważne. Siedziałam na parapecie z papierosem, wiem mam z tym skończyć, ale to mnie relaksuje. Zaciągnęłam się ostatni raz, wypuściłam dym przez otarte okno, a peta wrzuciłam do doniczki. Siedziałam przypatrując się niebu i rozmyślając. Nagle ktoś otworzył drzwi, nie odwróciłam się, wiedziałam, że to któraś z tych debilek.
- Alicia chodź na obiad - Eliza powiedziała surowo.
- Taa, już idę - syknęłam.
- Dobra - powiedziała i wyszła.
Tak właśnie wyglądały moje rozmowy tu. Suche, nijakie. Ubrałam moje białe, no już nie nijakie trampki. Zeszłam na dół, na stołówkę. Wzięłam swój obiad, coś tam z niego zjadłam, oddałam talerz poszłam na górę. Otworzyłam drzwi, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Mój pokój był podzielony dwa łóżka, kolejna komoda, wszystko podwójne. Co tu się kurwa dzieje ?! No ja z nimi dłużej nie wytrzymam. Co oni zrobili z moim pokojem ?! No nie. Nie, nie, nie, nie. Oni chcą, żeby miała współlokatora i do tego chłopaka. Ja pierdole ! Po co mi to ? Dobrze mi samej, jestem do tego przyzwyczajona. Usiadłam na parapecie, często tam siadałam. Zaczęłam wyzywać wszystko i wszystkich, nagle ktoś otworzył drzwi.
- Twój nowy współlokator przyjedzie dziś po kolacji - Liz głupio się uśmiechnęła.
- Spierdalaj ! - krzyknęłam i rzuciłam w nią deserem który wzięłam.
Mruknęła coś pod nosem w stylu "dziwka" i wyszła. Natychmiast zeszłam z parapetu, podeszłam do mojej komody i wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę. Odpaliłam szlugę i zaciągnęłam się. Od razu się rozluźniałam, ale i tak byłam zła. Nie mogłam dopuścić myśli, że będę miała współlokatora, do siebie. Minęło kilka godzin, nie zeszłam na kolację, zamiast tego z pod poduszki wyciągnęłam żyletkę. Usiadłam tyłem do drzwi, podciągnęłam rękaw, wzięłam żyletkę i przejechałam nią po nadgarstku kilka razy. Powoli zaczęła sączyć się krew nie przeszkadzało mi to. Ciemno czerwona, rzadka ciecz spływała mi po ręce na podłogę. Drzwi otworzyły się, wiedziałam, że to mój nowy współlokator. No i co że widzi mnie, po tym jak się pocięłam. Mam to w dupie, co on sobie pomyśli. Chłopak wszedł, torbę rzucił gdzieś w kąt. Usiadł na łóżku spojrzał na mnie i nic. Nie obchodzi go co ja robię. Jednak pomyliłam się.
- Co ty sobie kurwa zrobiłaś ? - spytał, wstał z łóżka i chciał dotknąć mojej ręki, lecz go odtrąciłam.
- Odejdź ! - krzyknęłam - Nie dotykaj mnie debilu !
- Jeszcze raz na mnie krzykniesz, a cie rozjebię ! Rozumiesz ?! - krzyknął mi w twarz.
- Nie boję się ciebie ! Przeżyłam gwałt i pobicie to małego uderzenia się nie boję ! - wykrzyczałam.
Wstałam odepchnęłam go i poszłam do łazienki. Opatrzyłam nadgarstek i wróciłam do pokoju. W ścianie było lekkie wgniecenie, to on to zrobił. Już co jest powodem jego pobytu tutaj, nie umiał panować nad gniewem. Podeszłam do komody i wyciągnęłam papierosa, otworzyłam okno, zapaliłam zaciągnęłam się i wypuściłam dym z płuc.
- Skąd je tu masz ? - szatyn wstał z łóżka i wskazał na papierosa.
- Nie twoja sprawa - syknęłam.
Zacisnął pięści, ale zaraz się rozluźnił.
- Daj jednego - mruknął.
- Taa - wróciłam do komody i wyciągnęłam jeszcze jednego papierosa, podałam mu i odpaliłam. Odeszłam od niego i usiadłam na parapecie. Siedziałam i myślałam. Chłopak przerwał ciszę swoim zachrypniętym i niskim głosem.
- Jestem Justin. A ty ? - podał mi rękę.
- Alicia - pokiwałam mu głową na znak, że nie chcę się odzywać i podawać mu ręki.
- Okey - powiedział i zgasił papierosa.
*Justin's POV*
Już wiem czemu ta Alicia tu siedzi. Po pierwsze: ma problem z cięciem, a po drugie: ma problem z paleniem. Ona też poznała mój, jeden z trzech problemów. Przyznam ładna jest i chciałbym ją bliżej poznać. Gdy zgasiłem papierosa, wstałem i pociągnąłem za sobą Alicię. Wyszliśmy na dwór, było pięknie.
-  Co ty robisz ?! Ja nie wychodzę nigdy na dwór ! Puść mnie ! - krzyczała.
- Chcę cię lepiej poznać, proszę... - szepnąłem.
Dziewczyna jeszcze trochę się szarpała, ale w końcu zgodziła się lepiej poznać. Gadaliśmy chyba 4 godziny, już wiem czemu nie jest przyjazna i miła jak inne. Wiem czemu nie chciała, żeby jej dotykał, wiem też czemu nie chciała, ze mną rozmawiać. Chyba ja i ona pierwszy raz się tak przed kimś. Wróciliśmy do pokoju, Alicia się położyła i ja też, odwróciliśmy się w swoje strony. Nagle poczułem dłoń Alici na ramieniu i usta na policzku, oczywiście udawałem, że śpię. Ucałowała mój policzek.
- Dziękuję... - szepnęła.

Muzyka