sobota, 28 września 2013

Eight: I want to change...

*Regular's POV*
  Gdy Alicia się odwróciła spostrzegła Ryan'a. Nie wiedziała co powiedzieć, lekko uchyliła usta, a chłopak się zaśmiał. Dwoma palcami podniósł jej pod bródek tak, by spojrzała na niego. Dziewczyna nie opierała się.
- Czemu tak uważasz ? - spytała cicho.
- Bo tak jest - uśmiechnął się - Myślisz, że cię nie szukałem ? Myślisz, że o tobie nie myślałem ? Cały czas mam twoje zdjęcie przy łóżku - Ryan spuścił wzrok i śmiejąc się kręcił głową na boki.
- Jak to ? - z nie dowierzaniem na słowa przyjaciela otworzyła szeroko oczy.
- Tak to. Alicia na prawdę nie widzisz ? Zakochałem się w tobie odkąd zostaliśmy przyjaciółmi, ale ty później zaczęłaś spotykać się z Jake'iem i nie potrafiłem tego znieść, więc się wyprowadziłem - oznajmił, lekko zawstydzony.
- Ryan ja--
- Tak wiem nie czujesz tego co ja - przerwał Alicii.
- To nie tak jak myślisz. Też byłam w tobie zakochana. Najpierw moim uczuciem była iskra, która występowała przy każdym dotyku dłoni, potem nastąpił mały płomyk, który rozradzał się z każdym przytuleniem lub pięknym komplementem, następnie wybuchło wielkie ognisko, które przy każdym dotyku, przytuleni, czy miłym słowie się powiększał, lecz z czasem ognisko zamieniało się w mały płomyk, później się wyprowadziłeś. Została tylko iskra, później wo gule się nie odzywałeś i został tylko sam popiół. Przepraszam...
- Nie masz za co przepraszać - westchnął - rozumiem.
- Na prawdę przepraszam - dziewczyna wybiegła z tarasu wpadając na Justin'a.
  Chłopak poszedł do Ryan'a, który siedział na ziemi, ukucnął przy nim i położył rękę na jego ramieniu.
- Co się tutaj stało jak mnie nie było ? - spytał zmieszany.
- Wyznałem jej miłość - wymamrotał.
  W tym momencie Justin poczuł mocne ukucie w sercu, lecz nie zawadzał tym sobie myśli.
- To chyba dobrze co nie ?
- Tylko, że ona....ona mnie odtrąciła - Ryan oczy w tym momencie miał jak szklanki i powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć płaczem.
- Ja pierdole, to przerąbane - Jus wymamrotał do siebie.
- Idę już. Wpadnę kiedy indziej - oznajmił.
- Spoko.
  Justin wyszedł z tarasu i ruszył korytarzem do mahoniowych drzwi za którymi chował się pokój Alicii. Uchylił drzwi i zobaczył dziewczynę stojącą na parapecie, podszedł do niej i położył rękę na jej biodrze. Westchnął, drugą rękę położył na jej prawym boku.
- Jestem dzisiaj odważna - oznajmiła stanowczo.
- I co z tym zrobisz ? - spytał zaciekawiony brunet.
- Zabiję się - dziewczyna chciała wyskoczyć, lecz poczuła parę rąk na biodrach.
- Nie rób tego - szepnął do jej ucha.
  Alicia nie wytrzymała to wszytko ją złamało, to wyznanie, Jake, powrót do normalnego życia. Nie mogła, nie wytrzymała, rozpłakała się, wtuliła się w silne ramiona chłopaka i moczyła mu koszulkę łzami. Justin wraz z dziewczyną podeszli do łóżka i usiedli na nim, opierając się na wezgłowiu. Podniósł podbródek dziewczyny spoglądając w jej zapłakane, ciemno czekoladowe oczy. Lekko się uśmiechnął, a dziewczyna zawstydzona opuściła głowę w dół.
Przytul go ! Na co czekasz ?!
  Tajemniczy głos w jej głowie nie dawał spokoju szatynce.
Nie potrafię...
  Spoliczkowała się w myślach, ponieważ po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz - Justin przetarł łzę.
- Nie wytrzymuję - wymamrotała, a kolejna łza zleciała w dół policzka, spadając na jedwabną pościel.
- Czego nie wytrzymujesz ? - spytał zmieszany Bieber.
- Życia... Ono mnie przytłacza - wszeptała, po czym padła na poduszkę i zasnęła zmęczona.
Następny dzień...
  Alicia po raz kolejny w spokoju nie mogła zmrużyć oka, przez jej głowę przechodziły obrazy z ostatnie dnia. Nie mogła powstrzymać płaczu, Justin wszystko to słyszał, lecz pomyślał, że lepiej będzie jak on to wszystko z siebie wyrzuci, a on nie będzie jej w tym przeszkadzał. Alicia cały czas leżała na boku gdy w radio usłyszała piękną piosenkę, zamknęła oczy i wsłuchiwała się w jej słowa oraz melodię.

" Pamiętam lata temu, 
ktoś powiedział mi, że powinienem być, 
ostrożny jeśli chodzi o miłość.  
Zrobiłem tak. 
Byłaś silny, ja nie byłam, 
Moje złudzenie, mój błąd 
Byłem nie ostrożna, zapomniałem 
Tak było 
A teraz gdy wszystko jest skończone, 
Nie ma nic do powiedzenia  
Odeszłaś tak bez wysiłku, 
Wygrałaś 
Możesz śmiało im powiedzieć

Powiedz im wszystko, co teraz wiem 
Wykrzycz to z dachów  
Napisz to na niebie 
Wszystko co mieliśmy teraz odeszło 
Powiedz im że byłem szczęśliwy  
A moje serce jest złamane 
Wszystkie moje blizny są otwarte 
Powiedz im że wszystko w co wierzyłem było  
Niemożliwe, niemożliwe, 
Niemożliwe, niemożliwe "
Nie wiem co mam robić na tym świecie, co mam ze sobą zrobić. Każdemu niszczę życie na przykład Justin'owi czy Ryan'owi. No sam powiedz po co ja się tu nadaję. Takie właśnie myśli krążyły po głowie Alicii.
W tym samym czasie w pokoju Justin'a...
Chłopak przewracał się z jednego boku na drugi próbując zasnąć lecz mu się nie udawało. Wyszedł z łóżka, usiadł na parapecie, odpalił papierosa, rozkoszował się miętowym dymem papierosa i włączył radio. Zapadła dobra piosenka na opisanie jego nastroju.
"To dawno już minęło, i spadam w dół, ale kocham jak to 
smakuje  
Rozglądam się z pragnienia, miłość ucieka. 
Powstrzymaj się, spadamy, pokażę ci jak to się złamie. 
Jeśli mogę to dać, mogę to wziąć, na wszystkie sposoby, 
kochanie.

(...) Jesteś nikim dopóki ktoś cię nie pokocha. 
To ciężkie czasy, gdy nikt cię nie chcę. 
Wypełnij mój kubek, nigdy nie przestawaj przychodzić. 
Zdobądź szczyt, sprawię, żeby to było trudne."
 Justin wiedział, że trudno pogodzić się z życiem, jego kuzynka z Włoch zawsze powtarzała mu "Avere speranza per un giorno migliore"*.
- Gdyby tylko nadzieja żyła - wymamrotał sam do siebie.
- A czemu ta nadzieja nie żyje ? - brunet odwrócił się i spostrzegł o dziwo... uśmiechniętą twarz Alicii.
- Bo nadzieja jest matką głupich - oznajmił.
- Cicho siedź ! Ubieraj się chcę cie zabrać w moje miejsce, które tylko ja znam. Jest magiczne - zaśmiała się.
- Dobra - oznajmił i rozpromienił się.
***
*Justin's POV*
  Gdzie ona chcę mnie zabrać ? Zakryła mi oczy, prowadzi mnie. Mam się bać ? I Czemu jest taka szczęśliwa ? Coś jest nie tak. Ta dziewczyna jest bipolarna, no ale co się dziwić w końcu mieszka ze mną, przeze mnie uzyskała tą cechę. Wracając... gdy dotarliśmy na miejsce, Alicia kazała mi usiąść, zrobiłem jak kazała, następnie dziewczyna zdjęła mi bandamkę z oczu i zobaczyłem przepiękny widok.
- Podoba ci się ? - zapytała ciekawa.
- Tak - oznajmiłem szczęśliwy.
- Ta dziewczyna, co była przedwczoraj, to była twoja dziewczyna prawda ? 
- Zerwałem z nią, zdradziła mnie - westchnąłem.
- Poczekaj - szatynka gdzieś zniknęła.
  Rozsiadłem się wygodnie na trawie, czekając na Alicię. Po 10 minutach czekania, dziewczyna przyszła z... koszykiem i kocem.
- Co chcesz zrobić ? - spytałem zmieszany.
- Poprawić ci humor - westchnęła rozkładając koc - I chcę się zmienić...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Avere speranza per un giorno migliore"* - tłum. "Miej nadzieję na lepsze dni."

czwartek, 26 września 2013

Seven: Or do you not think so far ahead?

  Wróciłem do domu, nie chciałem dalej na to patrzeć. Nie zniósł bym tego, nie wiem czemu. Może mi na niej zależy ? Może coś do niej czuję ? Nie wiem. Jak na razie mam to głęboko w dupie ! Zadzwoniłem do starego kumpla.
- Yo, Ryan masz czas ? - wyszczerzyłem się.
- Dla starego kumpla zawsze - zaśmiał się.
- Ta, wpadnij do mnie, jak najszybciej - oznajmiłem stanowczo.
- Spoko - potwierdził.
  Rozłączyłem i rzuciłem się na kanapę, włączając TV. Po pięciu minutach usłyszałem dzwonek. Wow ! Ryan, szybki jesteś ! Podszedłem do drzwi i otworzyłem je, jednak zamiast Ryan'a zastałem w nich Alicię. Lecz nie wyglądała jak zwykła Alicia, ta była blada, we krwi, z rozcięciem na wardze, gdy tylko spostrzegła moje oczy od razu jej wzrok spadł na buty. Weszłam, minęła mnie i wchodziła po schodach nic nie mówiąc. Podążyłem za nią, aż do jej pokoju lecz drzwi były zamknięte. Kurwa ! Co ona chce zrobić ?!
- Alicia ! Alicia otwórz te pieprzone drzwi ! - wykrzyknąłem.
  Po chwili drzwi były otwarte, a dziewczyna siedziała zapłakana przy łóżku z ostrym kawałkiem lustra w ręce. Podszedłem do niej, lecz dziewczyna natychmiastowo się odsunęła, podszedłem jeszcze bliżej i znów się odsunęła.Usiadłem , więc na przeciwko niej i wpatrywałem się w jej piękne ciało, nagle Alicia zwróciła swój wzrok na mnie i z powrotem spuściła. Co się dzieje z tą dziewczyną ? 
- Alicia ?
  Zwróciła swój wzrok na mnie.
- Co się stało ?
- On... - wstała - Nie chce o tym mówić - oznajmiła.
- Dobrze.
- Idę na taras - ledwo wyszła, zamykając drzwi.
  Nie odpowiedziałem. Wstałem i podszedłem do okna. Nagle poczułem się strasznie samotny. Miałem ochotę umrzeć. Co ten dupek jej zrobił ? Może ją zgwałcił ? Może jeszcze do tego pobił ? Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Ociężale wstałem i ruszyłem na dół, gdy szedłem minąłem taras na którym siedziała Alicia nucąc piękną piosenkę. Na moment stanąłem, by wsłuchać się w jej magiczny, spokojny, słodki głos. Wsłuchiwałem się w każde słowo, po chwili namysłu, zrozumiałem, że tą samą piosenkę nuciłem wraz z moją młodsza siostra, gdy rodzice się kłócili.
"(...) Czy nie wracasz do tak dawnych czasów ?
Bo ja myślę o tobie cały czas,

Oczywiście, 
Pamiętam jak mógłbym zapomnieć,
Jak się czułaś,
I pomimo, że byłaś moją pierwszą
Nowe uczucie,
Nigdy się nie zestarzeje, nie w mojej duszy,
Zatrzymam to na zawszę,
Będziemy podążać tą drogą,
Dopóki nie zmieni się z kolorowej na czarno- białą 

Czy nie wracasz do tak dawnych czasów ? 
Bo ja myślę o tobie cały czas (...)"
  Przy tej piosence zawsze się wzruszałem, moja mała kochana siostrzyczka. Avalanna. Kochałem, Kocham i Kochać ją będę, pomimo, że na fizycznie jej za mną nie ma, jest ze mną duchowo. Tak nie ma jej ze mną, umarła. Było tak: furia mojego ojca, moje popieprzone zachowanie, latający nóż i krzyk. Nie lubię o tym mówić, to wszystko przeze mnie, ale nie mogę tego zmienić. Z wsłuchiwania się w głos Alicii, wybudziło mnie silne i nachalne walenie do drzwi. Ruszyłem, leniwie się przeciągając, w stronę drzwi, gdy dotarłem, otworzyłem je i przetarłem twarz dłonią.
- Siema Bieber ! Nareszcie jesteś ! - wykrzyczał wesoło, klaszcząc w dłonie.
- Tak, tak  machnąłem ręką - Wchodź, ale ci--
- O proszę a kogo my tu mamy - zawołał, a na jego twarzy uformował się "banan".
  Na mojej twarzy wymalowało się zdezorientowanie, nagle odwróciłem się i spostrzegłem Alicię.
- Butler ?! - zdziwiona Alicia, podeszła bliżej - Co ty tu robisz ? 
- A nie widać odwiedzam kumpla a ty co tu robisz ? Bzykałaś się z nim - wskazał na mnie i uśmiechnął się.
  Oczywiście żartował, ale Alicia chyba wzięła to do siebie.
- Niee - wyjąkała i uciekła.
- Nie, Alicia ! Czekaj ! To był żart ! - krzyczał w swojej obronie.
- Wow, wow, wow ! Skąd znasz Alicię ?! - wytrzeszczyłem oczy.
- To było tal - westchnął - Ali była moja sąsiadką, kiedyś przyszła do mnie i prosiła o schronienie, więc dałem jej to schronienie. Z każdym dniem coraz bardziej się zaprzyjaźnialiśmy, aż nadszedł ten dzień gdzie... gdzie ojciec Alicii, zabił jej brata. Ona się załamała i gdzieś zniknęła. Ja przeprowadziłem się tu do Stratford i tak się stało. Dziś ujrzałem ją pierwszy raz od kilku lat - dokończył po czym pobiegł na górę, a ja za nim.
*Alicia's POV*
  I co znów masz zamiar się ciąć ? 
  Debilny głos, niech on zniknie.
Masz zamiar go skrzywdzić ?
  A skąd ten głos wie, że ja go krzywdzę.
 Przecież to widać. Zależy mu na tobie.
  Ugh... Kurwa ! Niech ten głos się zamknie.
Nie zaprzeczaj, tobie też na nim zależy. Uspokój się. Ryan żartował.
  Jaka ze mnie debilka. Jestem pierdoloną ciotą.
  Odłożyłam żyletkę, osunęłam się po szorstkiej ścianie i usiadłam na kafelkach tarasu. Przyciągnęłam kolana pod brodę i zaczęłam śpiewać, najbardziej ulubioną piosenkę moją i brata. Damien'a.
"Siedzę wieczorem ogarnięta moją ciszą ,
oni nie słyszą, a ja tak jak w transie. 
Te proste dźwięki mnie kołyszą, 
tak za mną w górę wiszą, 
wszystko jest takie łatwe i paradoksalne.


Zadowolona, niosę radość, dzisiaj wszędzie, 
znów się uśmiecham, 
wiem, że wszystko dobrze będzie. 
Zagubiona w tłumie, chcą odnaleźć się w tym pędzie, 
buduję swoje życie na miłości fundamencie...

(...) Oni słuchają lecz nie słyszą, między niebem, a ciszą, 
spotykamy siebie, 
oni patrzą lecz nie widzą, z Twojej radości szydzą, 
przychodzą kiedy są w potrzebie.... (...)"
  Zwyczajnie ta piosenka mnie uspokaja, ale dziś coś nie zadziałało. Coś we mnie pękło. Siedziałam coraz bardziej się skulona. 
- Jestem głupia, brzydka, ohydna, popierdolona. Nie zasługuję na życie - wymamrotałam do siebie.
- Wcale, że nie. Jesteś mądra, piękna, zabawna. I zasługujesz na to by żyć - poczułam ciepły oddech na karku.
  Natychmiastowo się odwróciłam i zamarłam...

niedziela, 22 września 2013

Six: It breaks my heart.

*Alicia's POV*
  Co ona chciała przez to powiedzieć ? Ona była taka szczęśliwa, a zarazem taka smutna. Jak to możliwe ? Nie mam pojęcia... Przestałam myśleć o tej małej dziewczynce, gdy ktoś szturchnął mnie w ramię. Justin.
- Zamyśliłaś się ? - spytał, podając mi kawę.
- Tak, myślałam o naszym wyjściu stąd - lekko się uśmiechnęłam, po czym chwyciłam kubek z kawą.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowała. Sam robiłem - zaśmiał się.
  Kubek upadł mi na ziemię, przez co wyrwał mnie z zamyśleń. Justin natychmiastowo się do mnie przysunął.
- Alicia, co się stało ? - złapał moją rękę, na co się wzdrygnęłam i wzięłam swoją rękę z dala od jego dłoni.
- Chcę stąd już wyjść - rozpłakałam się.
  Przysunął się do mnie i przytulił, nawet nie miałam siły się sprzeciwić. Siedzieliśmy na ławce, potem nic nie pamiętam. Zasnęłam.
Tydzień później...

- Nareszcie wychodzimy z tego bagna - Justin klasnął w ręce.
- Taa - westchnęłam.
- Czemu się nie cieszysz ? Przecież, chciałaś dawno stąd wyjść - poklepał mnie po ramieniu.
- Ale Justin ten szpital to był mój dom, przez ostatnie 5 lat - stanęłam w progu, odwracając się, żeby ostatni raz zobaczyć mój stary pokój.
- Wiem... - również się odwrócił.
  Spojrzałam ze smutkiem  oczach na mój pokój, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku na wspomnienie o pierwszym dniu tutaj.
~FLASHBACK~
- Kurwa ! - krzyknęłam w stronę Liz.
- Zamknij się i siedź tu ! - krzyknęłam, zamykając za sobą drzwi.
- Spierdalaj - mruknęłam pod nosem.
  Usiadłam w kącie pokoju i zaczęłam łkać. Czułam się zła, smutna. Osamotniona...
~END OF FLASHBACK~
  Ostatni raz rozejrzałam się po pokoju i wyszłam. Opuściłam to pomieszczenia w którym kiedyś 'mieszkałam'. Wyszłam na korytarz, spostrzegłam tam Cara'ę i Jay'a. Stali uśmiechnięci, czekając na pożegnanie nas, gdy spostrzegli naszą dwójkę rozszerzyli ramiona i nas przytulili. Po całym tym czułym pożegnaniu, wyszliśmy ze szpitala. Do Justin'a od razu podbiegła mała dziewczynka, a za nią chłopczyk, od razu rzucając się na Justin'a. Uśmiechnął się podniósł tą dwójkę i okręcił ich wokół własnej osi, a następnie zwrócił się do mnie.
- Alicia to jest Jazzy, Jazzy to jest Alicia, moja przyjaciółka - pocałował mnie lekko w policzek - A to jest mój brat Jaxon - wskazał na małego blondynka.
- Jesteś ładna. Powinnaś być dziewczyną Justin'a - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Spojrzałam na Justin'a a ten się zarumienił.
- Zgadzam się - potwierdził Jaxon.
  Zaśmiałam się lekko, przytuliłam się do nich i posłałam oczko.
- Pa, Justin - musnęłam policzek bruneta.
- Pa - westchnął smutny.
- Czekaj ! Czekaj ! Ali ! - zawołał Jaxon, podbiegając do mnie zmachany.
- Co się stało ? - złapałam go za policzek.
- Może będziesz mieszkała u Justin'a ?- na jego twarzy zawitał piękny szeroki uśmiech - Na pewno się ucieszy - szepnął mi na ucho.
- Mogę ? - spytałam Justin'a.
- Tak - posłał mi oczko.
***
*Alicia's  POV*
 Całą noc nie mogłam spać i do tego jeszcze rano obudziły mnie mnie krzyki z dołu. Wstałam, związałam włosy i zeszłam na dół. Za Justin'em spostrzegłam dziewczynę o jasno-brązowych włosach, brązowych oczach i skąpym ubraniu. Weszłam do kuchni nie niepostrzeżona, oparłam się o blat i nagle zza pleców Justin'a wychyliła się wcześniej opisana dziewczyna. Chłopak od razu się odwrócił, a w jego oczach można było dostrzec zakłopotanie. Brunet natychmiast znalazł się obok mnie, złapał za nadgarstek i spojrzał w moje oczy.
- Nie będę wam przeszkadzać. Wezmę tylko coś do jedzenia i sobie pójdę - ruszyłam w stronę lodówki.
- To nie tak jak myślisz - złapał mnie za rękę, gdy koło niego przechodziłam.
- Puść mnie - syknęłam i wyrwałam swoją dłoń z jego.
  Chłopak zrobił tak jak kazałam, doszłam do lodówki, wyciągnęłam jabłko i ruszyłam do pokoju. Gdy byłam w pokoju rzuciłam się na łóżko i oglądałam telewizję. Po kilku minutach postanowiłam, że pójdę do sklepu i przygotuję obiad, którym przeproszę Justin'a za to jaka byłam chamska. Przebrałam się, zeszłam na dół i poszłam do pokoju Justin'a. To co zastałam, zabiło mnie na miejscu.
- Yhym.. To ja pójdę nie będę wam przeszkadzać - oznajmiłam ze łzami w oczach i wyszłam.
  Szłam... Mało powiedziane biegłam przez chodnik potrącając przy tym innych ludzi, dobiegłam do parku, podbiegłam do niewidocznej dla innych ławki, usiadłam i zaczęłam płakać. Po chwili poczułam rękę na ramieniu, myślałam, że to Justin, lecz gdy się odwróciłam spostrzegłam bruneta o niebieskich oczach. Kogoś mi przypomina. Gdy zobaczył lekki uśmiech na mojej twarzy, przysiadł się do mnie.
- Hej jestem Jake... Jake Black - podał mi rękę.
- Jestem A-Alicia... Alicia Back - uścisnęłam jego rękę.
- Alicia ? Pamiętasz mnie to ja twój Jake. Twój chłopak... Myślałem, że nie żyjesz - oceaniczne oczy Jake się zaszkliły.
  To on, to Jake. Pamiętam ! Teraz pamiętam ! Był moim chłopakiem, zanim skoczyłam. Dziwne bo mieliśmy wtedy po 14 lat, a on mnie zapamiętał. Chłopak dotknął mojego podbródka dwoma palcami, podniósł do góry i musnął mój policzek.
Ciesze się, że cie znalazłem - wyszeptał i schował głowę w moje zagłębienie pomiędzy szyją a głową.
- Też się cieszę - również wyszeptałam, lekko się uśmiechając.
  Czy powiedziałaś mu prawdę ? Cieszysz się, tak prawdziwie ? 
Ten głos w mojej głowie, niech on zniknie.
Jesteś pewna swoich słów ? 
 *Justin's POV*
  Wybiegłem z domu za Alicia' ą by sprawdzić, czy nie zrobi żadnej głupoty. Biegłem cały czas za nią, w parku ją zgubiłem, ale po chwili znalazłem wzrokiem, siedziała przytulona do jakiegoś chłopaka.
Ona nawet nie wie jak bardzo mnie rani. Przytula się do innego. To łamie mi serce. 

Muzyka