niedziela, 27 października 2013

Thirteen: Time to start a new life...

Tydzień później...
- Ty dupku ! - krzyknęłam w stronę Justin'a.
- Jak mnie nazwałaś ?! - wydarł się, wstając z kanapy.
- Nie słyszałeś ?! - podeszłam do niego.
- Kurwa - mruknął siadając, ponownie, na kanapę.
- Skurwysyn - syknęłam sama do siebie.
  Wyszłam z salonu, zostawiając go samego. Moje serce zaczęło zwalniać rytmu. 
Alicia pamiętaj jesteś świeżo po wyjściu ze szpitala, nie denerwuj się...
  Muszę zapamiętać, zero stresu, zero nerwów, sam spokój. Opadłam na fotel w moim pokoju, oparłam głowę o oparcie i zaczęłam głęboko oddychać. Gdy nerwy puściły, wstałam, podeszłam do szafy i wyjęłam walizkę. Rozpoczęłam pakowanie się, włożyłam do torby wszystkie ubrania, buty, kosmetyki i zamknęłam torbę. Chwyciłam swojego starego, pękniętego na ekranie iPhone'a, którego oddali mi po sześciu latach. Nie obchodziło mnie jak on wyglądał, mógłby być to nawet najzwyczajniejszy telefon, byleby dzwonił oraz pokazywał godzinę. Ubrałam szarą bluzę, stare trampki, po czym zeszłam na dół. Przeszłam koło salonu, weszłam do kuchni, chwyciłam jabłko i miałam zamiar wychodzić.
- Gdzie się wybierasz ? - wychrypiał Justin.
- Gdzieś, gdzie nie ma ciebie - odwróciłam się na pięcie w jego stronę.
  Oczy chłopaka pociemniały natychmiastowo, szczęka mocno się zarysowała, a dłonie zacisnął w pięści. Próbował się opanować, to było widać, lecz mu się nie udawało. Może pomógł mi wyjść z nałogów, lecz to nie oznacza, że on mnie obchodzi. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, nie udało nam się. Nie żałuję tego, że się wyprowadzam.
- Słuchasz mnie ?! - warknął, machając dłonią przed moja twarzą.
- C-co ? - wydukałam.
- Mówię, żebyś się nie wychodziła. Przepraszam, nie chciałem - powiedział, lekko opanowany.
- Justin... Nie mogę już dłużej wytrzymać. Nasze kłótnie, nasze czyny, twoje czyny, wszystkie wyzwiska - ja przez nie cierpię. Nie mogę już tego znieść, za dużo... - wyszeptałam.
- Nie odchodź - wymamrotał.
- Pa, Justin - zamknęłam za sobą drzwi.
Pora zacząć nowe życie... Bez niego...
  ***
  Weszłam na teren wielkiej posiadłości, zapukałam do frontowych drzwi i po chwili otworzył mi je starszy mężczyzna.
- Cześć, Ali ! - krzyknęła Cara, wyjawiając się zza faceta.
- Hej, Car - odparłam spokojniej niż ona.
- Carol ta dziewczyna, jest nową lokatorką tego domu - spojrzała na Carol'a.
- Oczywiście panienko Blue - odparł sucho.
- Wejdź - przyjaciółka pokazała mi ręką, abym weszła.
  Weszłyśmy do wielkiego salonu, następnie dziewczyna pokazała mi całe piętro. Po kilku minutach byłyśmy na górze, gdzie Car pokazywała mi do kogo dany pokój należy. W końcu doszłyśmy do mojego pokoju, otworzyłam drzwi i od razu co rzuciło mi się w oczy, a raczej ktoś. Jay stał przed regałem i na najwyższą półkę  kład moje zdjęcie wraz z nim i Cara'ą. Ucieszyłam się, że chłopak mieszka razem ze mną i Cara'ą.
- No to może jakiś film ? - spytała radośnie Cara.
- A chodzicie obejrzymy sobie horror'a - Jay ukazała swoje słodkie dołeczki.
- Okey - zaśmiałam się - Ale najpierw się rozpakuje - dokończyłam kładąc walizkę koło szafy.
- Dobra. Jak już wszystko ułożysz, zejdź na dół - Car mrugnęła do mnie i wyszła.
  Kiwnęłam twierdząco głową, rozpięłam walizkę i zaczęłam układać rzeczy na półkach. Buty ułożyłam na najniższej półce, spodnie wyżej, a następnie na wolnej małej półce postawiłam kosmetyczkę. Po czym chwyciłam ostatnie bluzki, złożyłam je na pośredniej półce. Pochyliłam się by chwycić torbę, podniosłam ją do góry, w środku znajdowało się odwrócone zdjęcie. Wyjęłam je i od razu zamarłam. Na zdjęciu byłam ja, gdy leżę na kanapie, a za mną Justin próbujący zrobić mi psikusa. Oboje byliśmy tacy... Tacy szczęśliwi. Nie mogłam patrzeć na to zdjęcie, podeszłam w kąt pokoju i wyrzuciłam fotografię do kosza. Zeszłam na dół, usiadłam na kanapie, a Cara i Jay włączyli film.
*Justin's POV*
  Szedłem nawalony w cztery dupy, środkiem ulicy. Nie obchodzi mnie nic, kompletnie nic. Miałem nadzieję, że Alicia jest w domu. Jednak i tak miałem wszystko w dupie, to co inni o mnie mówili, Alicia'ę. Po prostu miałem to w dupie. Rozumiecie ?! W  d u p i e. Wszedłem do domu, rzucając buty w kąt. Wbiegłem do góry na piętro, wszedłem do swojego pokoju, miałem nadzieję, że znajdę tu Alicia'ę. Nie było jej. Wszedłem do łazienki, tam też pustka. Wstąpiłem do mojego biura i tu nic. Wreszcie poszedłem do jej pokoju, wszedłem, ale tu jej też nie było. postawiłem krok w stronę łóżka, po czym natychmiastowo spuściłem wzrok, gdyż usłyszałem ciche łamanie się szkła. Na podłodze leżało, zdjęcie moje i Alicii, które miało połamaną ramkę i potłuczone szkoło, a na szkle krew. Wkurwiłem się, podniosłem szybkim ruchem zdjęcie i spojrzałem na nie.
- Ta kurwa nie miała prawa uciekać ! - krzyknąłem rozwścieczony.
  Zwróciłem wzrok na fotografię, po czym uniosłem wzrok i patrzyłem tępo w martwy punkt na ścianie, padając na kolana.
- Ta kurwa nie miała prawa - syknąłem do siebie.

sobota, 26 października 2013

Twelve: I'm right where I belong...

  Chłopak już do końca się załamał, nie wiedział co się dzieje. Lekko wstrząsnął dziewczyną, jednak nic, ani słowa, ani żadnego ruchu. Nic. Kompletne zero.
- Co się stało ? - Justin spytał lekarza.
- Dziewczynie udało się powrócić do życia, lecz nie na długo. Musimy ją reanimować - oznajmił lekarz.
  Chłopak ustał przy drzwiach, gdyż nie pozwolono mu wejść. Patrzył na wszystko zza szyby w drzwiach. Lekarze ciągle chodzili w tą i z powrotem, niemalże cały czas podłączali jakieś maszyny i cienkie kable do zimnej skóry dziewczyny. Nagle pielęgniarka przyniosła jakąś nieznaną chłopakowi maszynę. Podniosła dwie metalowe sztabki i podała doktorowi. Mężczyzna potarł o siebie dwie metalowe sztabki i po chwili przyłożył do klatki piersiowej pacjentki. Dziewczyna wstrząsnęło, moc podniosła ją do góry, by następnie jej ciało opadło bezwładnie na łóżko. Chłopa patrzył bezczynnie, załamany, na to co robią z bliską mu osobą. Wtedy przypomniało mu się jedno zdarzenie, które zapamiętał.
~FLASHBACK~
- Co się z nią dzieje ?! - krzyknął w stronę doktora.
- Proszę odejść, musimy ją reanimować - oznajmił ze spokojem w głosie, na co chłopak nie mógł sobie pozwolić.
- Jak to reanimować ?! Jest aż tak źle ?! - wykrzyczałem w storn lekarza.
- Niestety - odparł szeptem.
***
- I co ?! - na widok,  podniósł się  natychmiastowo.
  Lekarz nic nie odpowiedział, zerknął w oczy Justin'a, następująco spuszczając wzrok na dół, nie mogąc wydusić z siebie żadnej odpowiedzi. Nie mógł mu tak sobie powiedzieć, że jego siostra nie żyje.
- Nie, nie, nie ! Powiedz, że ona żyje ! - Justin dobrze wiedział co doktor chciał mu powiedzieć.
- Niestety. Lecz możesz iść się z nią pożegnać - wymamrotał lekarz.
  Justin przytaknął, minął lekarza i lekko uchylił drzwi od sali. Delikatnie wszedł, nie robiąc żadnego hałasu. Podszedł do Avalanna' y, przysiadł na krzesełku, położył dłoń na klatce piersiowej i ponuro westchnął.
- Żegnaj moja mała księżniczko. Mój Aniołku - nachylił się, pocałował dziewczynkę w czoło, po czym odwrócił się i odszedł ze łzami w oczach.
~END OF FLASHBACK~
  Lekarz wyszedł z sali Alicii pozwalając Justin'owi wejść. Chłopak lekko uchylił drzwi, wychylił głowę i spostrzegł Alicia'ę która leżała bezwładnie, nieruchomo na turkusowym łóżku. Podszedł do niej, usiadł na krześle i patrzył na nią oczami pełnymi żalu, samotności i smutku. Dziewczyna miała śnieżno-białą skórę, z każdą chwilą bladsze usta, ledwie widoczne ruchy klatki piersiowej, którą przykrywała beżowa koszula. Chłopak myślał, że nie może być gorzej, mylił się, dziewczyna zasnęła. Zapadł w śpiączkę. Kiedy się obudzi ? Nikt nie wie. Czy wo gule się obudzi ? Tego nikt nie wie.
Miesiąc później...
  Ciągłe czekanie, nieustanne patrzenie się na nieruchomą dziewczynę, wbijało nóż w serce chłopaka. Ktokolwiek do niego podchodził, ten od razu naskakiwał na niego, krzyczał, zbijał wszystko co popadnie. Aż w końcu przyszła Jazzy, chciała dać Justin'owi coś do picia, ona tylko podeszła, a on krzyknął i rzucił w nią szklanką.
~FLASHBACK~
- Justin. Proszę... Masz trochę soku - dziewczynka szepnęła, podchodząc.
- Idź sobie ! Nie chcę nikogo widzieć ! - chłopak krzyknął, rzucając w jej stronę szklanką.
  Naczynie upadł na ziemie, roztrzaskało się i strzępki szkła wbiły się w czyste rączki dziewczynki.
- Jazzy... Ja... Ja prze-przepraszam - Justin wyszeptał.
  Dziewczynka wybiegła, płacząc, ręce strasznie ją bolały. Nie mogła tego znieść.
~END OF FLASHBACK~
  Jednak wszystko jest całkiem dobrze, siostra wybaczyła bratu, on ją jeszcze raz przeprosił, lecz i tak był smutny. Smutny, bo Alicia się nie obudziła. Justin nie mogąc dłużej patrzeć na to jak dziewczyna leży nieruchomo, bez żadnego znaku życia, wyszedł. Chodził na korytarzy w tą i z powrotem. Nie mógł się uspokoić, nie mógł się opanować. Niespodziewanie dwóch lekarzy i trzy pielęgniarki wbiegły do sali dziewczyny. Chłopak obserwował wszystko zza szyby, przyglądał się dokładnie wszystkiemu. Nagle zobaczył Alicia'ę, myślał że to sen, ona się podniosła, wodziła wszędzie wystraszonym wzrokiem. Po czym opadła bezwładnie na łóżko, Justin śmiertelnie się wystraszył, ponieważ gdy jeden z lekarzy się odsunął dziewczyna spokojnie leżała, nie ruszając się.
- Co się z nią dzieje ? - spytał nerwowo, zaczepiając doktora wychodzącego z sali.
- Dziewczyna się wybudziła, a teraz śpi - oznajmił wesoło mężczyzna.
- Dziękuję - odparł Justin.
  Usiadł na krześle, schował twarz w dłonie i głęboko oddychał. Po chwili przyszła jego mama, przysiadła obok niego i przytuliła.
- Mamo... Ona żyje - Justin spojrzał na nią oczami jak szklanki.
- Ciszę się - przytuliła go mocniej.
***
*Alicia's POV*
  Otworzyłam oczy, natychmiastowo rażące światło dorwało się do moich oczu. Zmrużyłam je lekko, rozglądając się dookoła, nie wiedząc co robić. Pragnęłam poruszyć ręką, lecz nie mogłam. Dopiero gdy mój wzrok spadł na dłoń spostrzegłam Justin'a. Lekko go szturchnęłam, na co ten od razu się podniósł.
- Cześć - wychrypiałam bezdźwięcznie załamujący się głosem, lekko się uśmiechając.
Jestem tu, gdzie moje miejsce...

poniedziałek, 21 października 2013

Eleven: You are in hell

  Jak mam walczyć o to życie ? Jak mam postąpić ? Co zrobić ? W końcu ja żyje czy umarłam ? A jeżeli przeżyje to po co mam żyć ? Nie wiem czy walczyć o życie czy nie. Jestem wo gule coś warta ? Mam po co wracać tam ? Ja wszystko słyszę, wszystko czuję lecz nie mogę zareagować.
*Regular's POV*
   Dziewczyna leżała nieruchoma, ani jednego oddechu, ani jednego uderzenia serca. Wyglądała jakby umarła. Fizycznie... Tak. Psychicznie... Nie. Wy widzicie ją trupem, a ona tak na prawdę żyje... W swojej podświadomości walczy o życie. Z jednej strony chce żyć, a z drugiej, nie chcę istnieć. Walka o istnienie nie jest prosta, twój mózg powoli gaśnie, zamyka się, nie reaguje na twoje rozkazy. Musisz zwyciężyć, otworzyć go, rozświetlić, musisz sprawić by włączył się i uruchomił twoje ciało, twoje serce. Masz przekonanie iż nigdy się nie obudzisz, że nigdy nie poczujesz powietrza na swojej skórze, że nigdy nie zobaczysz bliskiej ci osoby i to nie pomaga ci, ale zabija. Dziewczyna leżała trupem. Nagle do sali wszedł chłopak, usiadł na krześle, nie odezwał się, tylko cicho łkał. Niespodziewanie spod zamkniętego oka dziewczyny, powolnie po policzku spłynęła łza. Chłopak podniósł głowę i spojrzał na bladą dziewczynę, lecz ta ani drgnęła, więc opuścił znów głowę. Nie mógł znieść myśli, że jej nie będzie już tutaj, na tym świecie, razem z nim. Opadał z sił, stracił nadzieję. Nagle w głowie zawitały mu słowa Alicii sprzed kilku miesięcy "Nadzieja matką głupich" chłopak zaśmiał się ponuro i opuścił głowę.
- Właśnie moja nadzieja umarła - wymamrotał.
  Dziewczyna ani drgnęła, nic nie odpowiedziała.
W końcu jest trupem... 
  Przez głowę Justin'a przeleciała ta myśl, lecz on nie wiedział, że w tej chwili, ona walczy o życie.
*Alicia's POV*
- Haha jesteś taka słaba - głos rozniósł się echem po mroku.
- Kim jesteś ? - spytałam.
- A kto pomagał ci się ciąć ? - zaśmiał się.
- To ty... Ty jesteś tym głosem - odparłam cicho.
  Nie mogłam ruszyć ani ręką, ani nogą, nawet głową, coś pomagało mi się unosić. Nie wiem co to było, ale dzięki temu było mi lepiej.
- Nie zastanawiasz się gdzie jesteś ? - spytał głos.
- Gdzie ?
- Jesteś w piekle... Tu jest twoje miejsce - wyszeptał groźnie.
  Przez moje ciało przeszłe dreszcze, nie przyjemne, ale dreszcze strachu.
- Daj mi tam wrócić - wymamrotałam delikatnie.
- Nie zasługujesz na to ! - krzyknął, po czym mrok się rozjaśnił.
  Teraz wokół mnie był ogień, w kątach widziałam diabły, całe we krwi. 
- Czemu nie zasługuje ? - wydukałam przestraszona.
- Już nie jednemu spierdoliłaś życie - odparł szeptem.
- Daj mi żyć - wykrztusiłam.
- Niee... - jego głos rozpłynął się echem, a przed moimi oczami ponownie pojawił się mrok.
*Regular's POV*
  Chłopak cały czas siedział obok niej, wpatrywał się w nią i był załamany. Pierwszy raz w życiu. Nie wiedział co się z nim dzieje. Nagle do sali ktoś wszedł, dwójka ludzi. Brunet odwrócił się i spostrzegł dwójkę znajomych ze szpitala. Jay'a i Cara'ę.
- Co wy tu robicie ? - Justin wymamrotał cicho.
- Zauważyliśmy cię i pomy--
  Cara'a przerwała, gdy jej wzrok spoczął na śnieżno-białej skórze dziewczyny, leżącej na łóżku. Cara uroniła najpierw jedną łzę, potem drugą i kolejną, aż pojedyncze łzy zamieniły się w płacz i lament. Jay szybko skojarzył się o co jej chodzi i jemu po chwili oczy się zaszkliły. Dwójka przyjaciół nie mogła pogodzić się z wiadomością, że ich przyjaciółka leży nieruchoma na łóżku.
- Czy, czy ona nie ż--
- Tak - Justin przerwał, nie pozwalając Cara'ze na dokończenie.
  Bał się tego usłyszeć. Lecz gdyby tylko wiedzieli, że Alicia jednak żyje, że ona walczy o życie. Gdyby tylko znali prawdę.
*Justin's POV*
  Cara nie mogła pogodzić się z faktem, że Ali nie ma tu, tutaj z nami, na ziemi, wśród żywych. Tak się niestety kończy, gdy poznam kogoś, kto jest dla mnie miły, dobry, gdy mi pomaga. Potem ta osoba umiera, zawsze tak jest. Nie chciałem by odeszła.
Kiedykolwiek nie jesteś w mojej obecności
Czuję, jakbym tracił moje szczęście
Więc śpię w świetle dziennym i czuwam całą noc
Dopóki znów nie wrócisz
  Czemu tak trudno mi od niej odejść ? Czemu tak trudno mi się odwrócić i stąd wyjść ? Co mnie tu trzyma ? Ach no tak... Ona mnie tu trzyma. To nie tak, że jej nie lubię, tylko... Uhg... Tylko nie jestem przyzwyczajony do tego, że kogoś lubię, zawsze miałem tylko jakieś dziwki, nikt więcej. Rodzina się ode mnie odwróciła. Nie chcieli mnie znać. Może nie wyglądam, ale dupkiem nie jestem. Mam uczucia, które czasami ukazuje... No właśnie czasami. Nagle za oknem zaczął padać deszcz, ciało Alicii zaczęło tracić ciepło. Nie to się nie dzieje, to pewne ona umarła. Czemu mnie to spotyka ? Nie mogłem powstrzymać łez, wstałem, odwróciłem się i wyszedłem.
*Regular's POV*
  Dziewczyna leżała nieruchomo, jej ciało stopniowo stawało się zimniejsze i zimniejsze. To nie jest znak śmierci...
- Daj mi żyć... Proszę... - Alicia cicho wyłkała.
- Nie wiem, czy mogę - odparł.
- Proszę... - coraz bardziej łkała.
- Idź ! Żyj ! Daję ci szansę ! Ale pamiętaj, następnym razem będę nie do złamania ! - diabeł wskazał ręką na światło.
Wyszła...
   Dziewczyna lekko poruszyła ręką, chciała sprawdzić czy Justin przy niej jest. Nie było go.
  Chłopak w tym samym czasie był przed szpitalem, klęczał w deszczu. Nie chciał niczego, oprócz tego by Bóg przywrócił do życia Alicia'ę.
  Dziewczyna zerwała się z łóżka, nie zważając na ból, wybiegła z sali. Biegła, słabła z każdym krokiem, aż w końcu opadła.
  Chłopak wstał, deszcz przestał padać. On wszedł do budynku. Gdy dotarł na piętro, spostrzegł dziewczynę leżącą  na korytarzu, więc szybko do niej pobiegł. Gdy znalazł się przy niej, uronił łzę, a ona lekko przesunęła ręką po jego dłoni.
- Chciałam dla ciebie wrócić... Nie potrafiłam - wyszeptała, mocno zachrypniętym i łamiącym głosem, prawie bezdźwięcznie.
Zamknęła swoje oczy...

poniedziałek, 14 października 2013

Ten: Play for life...

  Przed moim oczami zniknął cały obraz, cała jasność, ukazała się ciemność. Ta najgorsza ze wszystkich, ta tajemnicza, groźna, niebezpieczna, ta przy której masz pewność, że umrzesz. Masz takie wrażenie, iż ta ciemność cie pochłania,  że nie daje ci żyć. Tak miałam ja, po prostu się bałam, nie byłam w stanie otworzyć oczu, ani poruszyć ręką, nawet zamrugać, a co najważniejsze nie mogłam utrzymać się przy życiu. Mój mózg nie reagował na to, że chciałam poruszyć ręką, zamrugać, wydusić z siebie choćby jak najbardziej, durne, czy niezrozumiałe słowo. Po prostu byłam jak w śpiączce.
*Justin's POV*
- Co się dzieje ?! - krzyknąłem w stronę lekarza.
- Proszę wyprowadzić pana - doktor mnie zignorował i zwrócił się do pielęgniarki.
- Pójdzie pan ze mną - oznajmiła niska kobieta.
- Jak mi pani powie co się z nią dzieje ! - wybuchnąłem w jej stronę.
- Skoro, aż tak bardzo chcesz wiedzieć... Proszę... ! Pani Alicia powoli umiera - kobieta podniosła głos.
Te słowa wryły mnie w ziemie...
  Nic nie odpowiedziałem, tylko padłem na krzesło . Głowę oparłem o ścianę za mną po czym twarz zasłoniłem dłońmi.
Nie chcę by ktokolwiek mnie widział. 
  Myśl ta przeleciała mi migiem przez głowę. To prawda nie chcę by ktoś mnie widział, nie chcę by ktoś się do mnie ozywał, nie chcę ja nikogo widzieć i z nikim rozmawiać. Przez to, że Alicia jest tu w tym cholernym szpitalu, a do tego przeze mnie, po prostu czuję się jakbym stracił kawałek serca. A to wszystko, że chodzę cały czas wkurwiony, gdyby nie to, że Ryan wtedy do mnie przyszedł, nie doszło by do tego, że Alicia teraz by tu leżała.
~FLASHBACK~
- Że co kurwa ?! - wydarłem się rozzłoszczony.
- No tak ! Chcę być z Alicią ! - warknął.
  Nie wiedzieć czemu wzbudziło to we mnie zazdrość, złość, po prostu wszystkie najgorsze uczucia.
- No chyba cie coś pojebało. Nie rozumiałeś, że ona nie chcę z tobą być, po tym jak cię odrzuciła ! - oznajmiłem wściekły.
- O kurwa ! Specjalista się znalazł ! A może ty chcesz z nią być ?! - jaki on jest nie znośny.
- Popierdoliło cię ! Chcę dla niej dobrze ! Już dużo przeszła, nie chcę żeby zapadła w depresję - krzyknąłem wkurwiony.
- Taa. Yhy... - wymamrotał i wyszedł.
  Po tym zdarzeniu powędrowałem na górę, wparowałem do pokoju Alicii, podszedł do niej i pękłem, nie wytrzymałem. Obiecałem, że tego nie zrobię, a teraz co... Uderzyłem ją...
~END OF FLASHBACK~
  Zawsze muszę coś spierdolić, zawsze muszę komuś zjebać życie. Nie mogę z nią mieszkać to zniszczy ją jeszcze bardziej, kiedyś może nawet... po pełni samobójstwo, przeze mnie. Przełknąłem wielką gulę śliny, która zebrała się w moim gardle. Jak ja mam żyć, ze świadomością, że pierdole jej życie ?!Gdy lekarz wyszedł z sali natychmiastowo wstałem, za nim wyszły pielęgniarki. Jedna z nich podeszła do mnie i złapała moje ramię, patrząc z żalem w oczach, już wiedziałem co ona chce powiedzieć.
- Nie, to nie może być prawda ! Ona żyje, ona nie umarła ! - wykrzyczałem, padając na kolana.
- Niestety - wyszeptała i pomogła mi się podnieść - Może pan teraz iść się z nią pożegnać - oznajmiła smutna.
- Dobrze - rzuciłem sucho.
  W tym momencie moje serce tak jakby zostało zbite na milion kawałków, już nic nie czułem, żadnych emocji. Zostałem wrakiem człowieka. Osoba, która pomagała mi w rzuceniu całego świństwa nie żyje. Przeze mnie... Co ja teraz pocznę ? Sam na tym pierdolonym świecie. Wstałem, uchyliłem drzwi i wzrokiem napotkałem śnieżno-białe ciało Alicii.
Nóż wbił się w moje serce...
  Wszedłem do sali, usiadłem na krzesełku i chwyciłem lodowatą dłoń dziewczyny. Nie wiedziałem co powiedzieć co zrobić. Siedziałem tam bezczynnie, wyciszony,  spokojny jak ocean przed burzą.
*Regular's POV*
- Hej, mała - zaśmiał się ponuro - Ciebie, nie ma na tym świecie od kilku minut, a ja już cholernie tęsknię - powiedział głosem wypełnionym żalem.
  Cisza wbiła igłę w jego serce.
- Wiesz nie sądziłem, że nasze sprawy, potoczą się w taki popierdolony sposób - oznajmił cicho.
  Kolejna igła ląduje w jego sercu.
- Teraz, chciałbym być tam gdzie ty - jego kąciki ust lekko się podniosły i zaraz opadły.
  Jego słowa coraz bardziej się ściszały.
- Pamiętasz tą piosenkę, którą śpiewałaś ? Ja z moją siostrą też ją śpiewaliśmy, zawsze jak nasi rodzice się kłócili.
  Jego oczy zabłysły, po czym wydobyła się z nich jedna, czysta jak diament, samotna łza.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
Kolejna łza i kolejna, coraz to więcej łez... Aż w końcu koniec, zatrzymały się...
  Wzrok  Justin'a spadł na jego buty, lecz dalej trzymał rękę Alicii.
*Alicia's POV*
  Gdzie jestem, ogarnia mnie ciemność. Boję się... Co mam robić ? Już umarłam ? Nie ma mnie na tamtym świecie ? Słyszę jak ktoś do mnie mówi, ale to tylko niezrozumiałe mamrotanie. Chcę z powrotem do Justin'a.
Cisza wokół mnie, zapada zmrok, 
a ja nadal w nią wsłuchuję się...
  Taka  prawda. Nic mi nie pozostało, tylko wsłuchiwać się w głuchą ciszę. Nie mogę niczego patrzeć, chcę się poruszyć lecz nie mogę.
- Brakuję mi cię i to cholernie bardzo.
  Te słowa we mnie uderzyły. Moje serce nagle zaczęło ruszać, wybijać nierówny rytm. Lecz ciało nadal pozostawało nieruchome. Nagle poczułam uderzenie, nóż w serce i nagle mięsień przestał wybijać rytm. Co jest do cholery ? Walczę z samą sobą, muszę wygrać. Ale czy dam radę ?
Wywalcz życie...

piątek, 11 października 2013

Nine: Slowly am dying...

- Wcale nie musisz się zmieniać. A mi poprawia humor twój szczery uśmiech - wypaliłem.
  Po tym jak skojarzyłem się co powiedziałem, odwróciłem wzrok i podrapałem się po karkau.
- Serio ? - spytała cicho.
- Mhm - mój wzrok spadł na talerz z kanapkami.
Kurwa ! Bieber co się z tobą dzieje ?! Sam się już siebie boje. Mówię rzeczy, których nigdy bym nikomu nie powiedział.
- Yhym... Może wrócimy do domu, ściemnia się już - przyznała Alicia.
- Masz rację, chodźmy - przytaknąłem.
***
- Puść ją dupku ! - krzyknąłem wyciągając broń ze schowka.
- Haha, myślisz, że się ciebie boję ? - zaśmiał się ponuro.
- Powinieneś - warknąłem.
- Ała ty mała kurwo ! - krzyknął Jake, po tym jak Alicia kopnęła go w krocze i odskoczyła.
  Chłopak zaczął powoli się do nas zbliżać,  nie wiedziałem co zrobić.
Strzel...
Cichy głos podpowiedział mi w głowie,  odbezpieczyłem broń, podniosłem ją na wysokość serca Jake'a i...
- Dalej, zrób to - Alicia wyszeptała, zapłakana do mojego ucha.
- Dla ciebie - odparłem szeptem.
Pociągnąłem za spust, usłyszałem huk, padającego ciała, spojrzałem w dół i z ciała bruneta zaczęła sączyć się szkarłatna krew. Podszedłem do niego, złapałem jego ciało i wyszedłem. Wrzuciłem ciało do jeziora, za moim domem. Posprzątałem miejsce gdzie doszło do zabójstwa. Mam nadzieję, że nikt się nie dowie...


Tydzień później....
*Alicia's POV*
  Boje się, cholernie się boję. Bieber go wtedy zabił, przeze mnie, to ja mu kazałam. Mogłam iść z Jake'iem, nic by się nie stało. Justin nie chodziłby cały roztrzęsiony, nie biłby mnie, gdy tylko się do niego odzywałam. Teraz... Teraz ja się go boję, gdy tylko przychodzi z imprezy, szybko chowam się w pokoju i zamykam, po czym udaję, że nie słyszę jego krzyków i innych. Siedziałam właśnie w pokoju, kiedy Justin wparował cały roztrzęsiony do pomieszczenia, podszedł do mnie i tak po prostu mnie uderzył. Za nic. Co mu jest ? 
Przyzwyczaj się, teraz tak będzie wyglądało twoje życie...
Ten cholerny głos znów zawitał w mojej głowie. Nie znoszę tego szeptu. Jest przerażający. Gdy brunet wyszedł skuliłam się w kącie, pociągając nosem. Ja już nie wytrzymam. Nie mogę... Chwyciłam poduszkę, rzuciłam ją gdzieś w dal pokoju, wyciągnęłam starą dobrą przyjaciółkę... Żyletkę. Podniosłam rękaw, przejechałam palcem po starych już prawie nie widocznych bliznach, wstrzymałam oddech i zrobiłam pierwsze nacięcie. Oddech ulgi wyleciał z moich ust, praca serca przyśpieszała z każdą nową raną w końcu moje powieki nie były w stanie pozostać dłużej otwarte.

(...)Oni słuchają lecz nie słyszą,
Między niebem, a ciszą spotykamy siebie,
Oni patrzą lecz nie widzą z Twojej radości szydzą,
Przychodzą kiedy są w potrzebie...
 
Cisza wokół mnie, zapada zmrok,
A ja nadal w nią wsłuchuję się(...)
***
- Alicia... Alicia proszę otwórz oczy - szeptał znajomy głos.
- To na nic się nie zda, ona pana nie słyszy - oznajmił jakiś mężczyzna.
- Ona musi się obudzić, niech pan coś zrobi - wypowiedział znajomy głos ze słyszalnym smutkiem.
Jakby im powiedzieć, że ja wszystko słyszę ?! Nie mogę się ruszyć, nie mogę nic mówić, ani otworzyć oczu. Co się ze mną dzieje ?
- Alicia, nie zostawiaj mnie. Przeze mnie tu leżysz, nie powinienem się denerwować, ale policja mnie pytała o to zabójstwo. Później uznali, że to nie ja. Lecz nie o to mi chodzi. Gdyby nie ja, nie leżałbyś tu teraz, gdybym wtedy cię nie uderzył, nie zrobiłabyś tego... znowu. Zostań ze mną, jestem gotowy na najgorsze. Mogę znaleźć ci własne mieszkanie, mogę ci je opłacać, możesz się do mnie nie odzywać, nienawidzić mnie, ale nie umieraj zostań - westchnął cicho.
  Ja chcę się obudzić ! Chcę, aby wiedział, że zostanę, że moje serce nie przestanie bić.
Zbierz w sobie siły ! Porusz się !
  Ten głos, on zawsze namawiał mnie do cięcia się, a teraz mi pomaga. Muszę zebrać w sobie siłę, poruszyć tym głupim palcem. Zrób choć raz coś porządnie, nie spierdol niczego tak jak zawsze. Dalej ! Dasz radę !  Moje serce przyśpieszyło, czułam jak robię się coraz bladsza, nagle moje serce zaczęło zwalniać, moje oddechy też zwalniały, po sekundzie usłyszałam szybki pikanie, a następnie krzyk pielęgniarki. Co się dzieje ? 
- Doktorze tracimy ją ! - krzyknęła przestraszona pielęgniarka.
- Jak to ją tracicie ?! - wykrzyczał Justin.
- Niestety musi pan wyjść...
Dalej nic nie słyszałam, przyśpieszone pikanie maszyny zaczynało słabnąć, a następnie zatrzymało się...
Powoli umieram...

Muzyka