Justin stał oszołomiony. Nie uwierzył. Wyciągnął komórkę zadzwonił po karetkę i policję. Po kilku minutach ambulans i radiowóz był na miejscu.
- Jak to spadła ? - policjant podniósł brwi w zdziwieniu.
- Po prostu. Stała, postawiła jeden krok i spadła - oznajmił patrząc w dół klifu.
- Nie pomógł jej pan. A wie pan, że to karalne ? - mężczyzna poprawił czapkę, a następnie zapisał słowa Justin'a.
- Próbowałem, biegłem za nią, potem ona tu stała, pożegnała się ze mną, później odwróciła się i zeskoczyła, ale ja chciałem złapać ją za rękę, lecz mi się wyślizgnęła - nastolatek w końcu zwrócił swój wzrok w stronę starszego policjanta.
- Mhm - porucznik Maslow bacznie zapisywał wszystkie słowa chłopaka.
Justin patrzył z rozpaczą w niebo. Wiedział, że ona jest teraz tam w górze. Jedna łza spłynęła po jego policzku. W końcu Alicia zasłużyła na odpoczynek. Niestety szkoda, że w tak tragicznym przypadku.
- Słyszy mnie pan ?! - Maslow pomachał ręką przed oczami Justin'a.
- Słucham. Może pan powtórzyć ?
- Znaleźliśmy ciało dziewczyny - oznajmił porucznik.
- Mogę ? - chłopak zwrócił wzrok w stronę zwłok.
- Prawnie nie mogę ci pozwolić, ale niech ci będzie możesz - policjant lekko się uśmiechnął.
Justin skinął głową i odszedł, co zrobił i Maslow. Brunet podszedł do lekarzy, którzy nieśli ciało dziewczyny. Kiwnął głową na jej zwłoki, mężczyźni zrozumieli i rozpięli worek. Alicia leżała ze złożonymi rękoma na klatce piersiowej. Jej czarno-krucze, mokre włosy leżały prosto na ramionach, jej powieki były już zamknięte, policzki strasznie wychudzone, aż były widoczne jej kości policzkowe. Wargi były wykrzywione w lekki uśmiech, a z obu kącików sączyła się ,pozostała w organizmie, krew dziewczyny. Justin zaczął zjeżdżać wzrokiem na dół, jej klatka piersiowa nie poruszała się wo gule, tym razem była wklęsła, jej brzuch się zapadł, skóra miała kolor śniegu, który zaczął właśnie padać.
- Coś nieprawdopodobnego, nieprawdaż ? - doktor Wine spytał Justin'a.
- Ale o co chodzi ? - brunet zmarszczył brwi.
- Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby zmarły człowiek uśmiechał się jak ta dziewczyna - doktor lekko podniósł kąciki ust.
- Ona była wyjątkowa - Justin wymamrotał, lekko uśmiechając się.
Przypomniał sobie właśnie jak bardzo ta dziewczyna, która jest teraz wywożona do kostnicy, zmieniła jego życie. Momentami było gorzej, momentami lepiej. Ale zawsze była piękna, nie zważając na to czy płakała, czy się cięła, czy zawalała się w cztery dupy, czy śmiała się to i tak zawsze była dla niego piękna.
Tydzień później...
Jasne promienie słońca przedostawały się szparą między zasłonami do pokoju Justin'a. Chłopak obrócił się na brzuch i schował twarz w poduszkę. Niestety po chwili głośny i nieznośny dźwięk budzika wybudził bruneta z głębokiego snu. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, uderzył pięścią w budzik, a ten automatycznie wraz z trzaskiem wyłączył się. Justin opadł na materac i zamknął powieki. Po chwili jednak ten sam irytujący dźwięk wydobył się z prawie rozwalonego urządzenia.
- Kurwa ! - Justin wrzasnął i walnął pięścią w szczątki budzika.
- Justin ? - szepnęła Jazzy, otwierając lekko drzwi.
- Tak ? - brunet naciągnął rękawy na nadgarstki.
Blondynka spoglądała jak brat zaciąga rękawy na nadgarstki.
- Uszykuj się zaraz idziemy do kaplicy - dziewczynka lekko schowała się za drzwi, ponieważ wiedziała, że brat dostawał ataku agresji na wspomnienie o pogrzebie.
- Dobrze - chłopak odparł spokojnie, tak by nie wystraszyć siostry.
- Um... Okey - szepnęła i wyszła, zamykając drzwi.
Justin przeczesał włosy ręką, zatrzymując palce i bardziej zaciskając na końcówkach. Brunet wstał z łóżka, ubrał białą koszulę, czarne spodnie, tego samego odcieniu marynarkę i staną przed wielkim lustrem. Chłopak dokładanie wsłuchiwał się w kroki swojej siostry, nie chciał by usłyszała to czego nie powinna.
- Aaaaaaaaaaa ! - wrzasnął na cały pokój, a być może i dom, po czym uderzył pięścią w lustro.
***
Jazzy zeszła na dół, po chwili zjawił się Jaxon i razem z matką usiedli na kanapie oglądając film. Jazzy wpatrzona w telewizor nie reagowała na nic, aż w końcu usłyszała krzyk.
- Aaaaaaaaaaa ! - krzyk Justin'a rozniósł się echem po budynku.
Nastała chwila ciszy i huk pękniętego szkła obniósł się po domu.
- Mamusiu, czemu on się tak zachowuje ? - blondynka spojrzała na Pattie.
- On cierpi - kobieta przytuliła Jaxon'a i Jazzy do swojego torsu, zakrywając im uszy.
Kobieta nie widziała już co robić. Jej syn zmienił się, zmienił się nie do poznania. Zamknął się w sobie z nikim nie rozmawia. Jego sylwetka zmarniała. Justin zmarniał, jego żebra są widoczne gołym okiem, jego ciało nie było tak masywne jak kiedyś. Jego skóra, która kiedyś była piękna oliwkowa, teraz była śnieżno-biała. Jego nadgarstek można było objąć kciukiem i palcem wskazującym. Gdy syn pokazywał się matce, ta nie mogła powstrzymać łez, ale nie płakała przy nim, tylko w kącie po cichu, tak aby nikt nie słyszał.
***
Cała rodzina była już w kaplicy. Wszyscy bliscy Alicii, jakich udało się znaleźć Justin'owi, przybyli na pogrzeb. Cara i Jay również się pojawili. Wszyscy zebrali się w kaplicy gdzie ciało Alicii było już w trumnie. Justin podszedł do dziewczyny. Jej ciało było przepiękne nawet jako zmarłe. Dłonie dziewczyny były złożone na nieporuszającej się klatce piersiowej. Rozłożył dłonie dziewczyny i włożył między nie naszyjnik ze znakiem księżyca i gwiazdy połączonych razem.
- Zawsze wygrywasz, nawet gdy jesteś martwa - Justin wymamrotał w stronę dziewczyny, po czym ponuro się zaśmiał.
***
- Teraz prosimy o przemówienie, najbliższej osoby jaką do tej pory miała panna Alicia - pastor wskazał by Justin podszedł do mównicy.
Chłopak wstał z miejsca, powolnym krokiem podszedł do ołtarza, ukląkł i przeżegnał się. Wstał na proste nogi, spojrzał na zamkniętą trumnę, spuścił głowę i wszedł po schodach. Ustał przed mównicą i odchrząknął cicho by wszyscy zebrani zwrócili swoją uwagę na niego.
- Chciałbym powiedzieć, że nigdy, przenigdy nie znajdę takiej osoby jak Alicia. Ona była jedyną, która wyglądała pięknie niezależnie od tego czy płakała, czy się cięła, czy zawalała się w cztery dupy, czy śmiała się to i tak zawsze była dla mnie piękna. Nie którzy mogą mówić, że jestem głupi, cholernym dupkiem, zgodzę się z tym, ale nie wybaczę nikomu kto nazwie Alicię tępą, podłą jędzą, tego nie wybaczę nikomu. Odkąd pamiętam kłóciłem się z Alicią non stop, nie było dnia bez żadnej kłótni, ale potem zawsze się godziliśmy. Gdy płakała zawsze ją pocieszałem, gdy cięła się wyrywałem jej żyletki i wyrzucałem, gdy miała zamiar się upić wylewałem wszystkie procenty, które posiadałem, gdy chciała zapalić zabierałem i wyrzucałem papierosy, żeby tylko sobie nie zaszkodziła, mimo, że biła mnie, waliła pięściami w mój tors, nadal to robiłem. Chciałem dla niej jak najlepiej. Jednak... zawiodłem - chłopak powstrzymał łzy i odchrząknął, w tym czasie Cara wybuchła płaczem, a Jay ją pocieszał - Znaliśmy się od pobytu w szpitalu, opowiadaliśmy sobie różne historie, wyżalaliśmy się sobie. Poznaliśmy się, a jednak byliśmy sobie obcy. Znaczyła dla mnie więcej niż wszystko. Ona jedyna potrafiła zmienić mnie, świat oraz ludzi. Jeśli poznaliby ją bliżej spostrzegli by świat z innej perspektywy. Ktoś, kto spojrzy na osobę, która wyszła ze szpitala psychiatrycznego, powie, że to psychol, lecz nie wie co on strasznego przeżył. W tym cały sęk, ludzi oceniają innych po wyglądzie, nie po charakterze czy po przeżyciach, tylko po wyglądzie i po tym skąd wyszedł. To strasznie denerwujące to dyskryminuje ludzi, którzy mogli by zdziałać więcej niż ludzie stabilni psychicznie. I tak właśnie było z Alicia'ą. Była lepsza od niektórych, znanych mi osób. Strasznie mi jej brakuję, ale to, że umarła wcale nie znaczy, że jej nie ma ze mną o - wskazał na serce - tutaj. Ale wiecie co mnie śmieszy ? To, to, że spadłem na dno, przez jedną osobę. Jestem jeszcze gorszym wrakiem człowieka niż byłem. Spójrzcie na mnie - podniósł ręce, ukazały się jego rany, Pattie zakryła oczy Jazzy i Jaxon'owi, po czym zaczęła cicho łkać, ponieważ dowiedziała się co się dzieje z jej synem - pod ubraniami wyglądam gorzej. Moja dusza uległa zniszczeniu, nie wiem czy ktoś kiedykolwiek zdoła ją odbudować. Nie wiem, czy ktokolwiek, kiedykolwiek zdoła mnie odbudować, odbudować moją psychikę, serce, a przede wszystkim mnie. Na koniec chcę powiedzieć, że nie wiem jak długo będę się staczał by spaść na samo dno, bo staje się wrakiem człowieka - Justin odstąpił od mównicy.
Zszedł z podwyższenia, minął swoją ławkę, szedł prosto na nikogo nie patrząc, aż wyszedł z kościoła.
***
Siedział przed dołem wykopanym na trumnę, patrzył tępo w przestrzeń, jego oczy były zaszklone, a stróżka krwi wiodła się przez całą ścieżkę. Wreszcie przynieśli trumnę, włożyli trumnę w dół, przed zakopaniem trumny, Justin dociął kreskę na nadgarstku i pozwolił szkarłatnej krwi spłynąć na trumnę. Po tym czterech mężczyzn zakopali trumnę, ludzi złożyli kwiaty i odeszli. Zostali tylko Cara i Jay. Blondynka podeszła do Justin'a, wręczyła mu kopertę i łkając odeszła wraz z Jay'em. Bieber otworzył kopertę, rozłożył kartkę zaczął czytać.
Drogi Justin'ie !
Przepraszam. Jeśli widziałeś jak popełniam samobójstwo,
wiedz, że nie chciałam robić tego na twoich oczach. Jestem
teraz tam gdzie chciałam być już dawno. Nigdy ci nie powiedziałam,
ale mimo tego ile razy się kłóciliśmy, mimo tego jak się wyzywaliśmy,
kocham cię. Przepraszam, że tak krótko, ale znasz mnie ja dużo nie mówię.
Alicia
Chłopak nie mógł dojść do siebie. Przez śmierć bliskich bardziej poznajemy swoją duszę.
Następny dzień...
Justin przekręcił się na prawy bok, nie pozwalając słońcu na dotarcie do jego twarzy. Niestety nie mógł już zasnąć. Podniósł się i usłyszał jak samochód podjeżdża pod dom. Ubrał kapcie i podszedł do okna. Jego oczom ukazał się pojazd z napisem POLICJA. Przeczesał włosy ręką, pociągając za końcówki. Zszedł na dół, gdy matka krzyknęła jego imię.
- O co chodzi ? - spytał, drapiąc się po karku.
- Pan Justin Drew Bieber ? - porucznik Maslow stanął przed chłopakiem.
- Tak. Co jest grane ? - jego głos z każdą sekundą bardziej chrypiał.
- Jest pan aresztowany w związku z zabójstwem Jake'a Black'a - policjant skuł Justin'a kajdankami.
Justin nie odezwał się ani jednym słowem. Spojrzał ze skruchą na matkę i rodzeństwo.
Miesiąc później...
- Ze względu na chorobę psychiczną, która jest praktycznie nieuleczalna, Sąd Okręgowy w stanie California skazuję Justin'a Drew Bieber'a na cztery lata pozbawiania wolności w zawieszeniu na 10 lat - sędzia uderzył drewnianym młotkiem i opuścił salę rozpraw.
Justin'a skuli w kajdanki i wyprowadzili z sali. Wszyscy tam byli. Pattie, Jazzy i Jaxon pierwszy raz od miesiąca zobaczyli Justin'a. On się zmienił to już nie ten sam chłopak. To mężczyzna odpowiadający za swoje czyny, chociaż w jego oczach jeszcze tkwi nastolatek. Policjant wyprowadził bruneta na korytarz.
- Ty gnojku ! Powinieneś dostać dożywocie ! - matka Black'a darła się na Justin'a.
- Wiem - odparł sucho.
***
Bieber wszedł do więzienia. Spędzi tu kolejne cztery lata. Dla niego to i tak nic. Równie dobrze mógłby mieć dożywocie, bo i tak jego dusza jest prawie nie żywa.
- To twoja cela Bieber - splunął Maslow - Będziesz pod moim nadzorem przez cztery lata - zaśmiał się ponuro.
Policjant wyszedł, a Justin położył się na łóżko i patrzył w sufit.
- Wszystko się spierdoliło - twarz przetarł dłońmi.